O nałogu

Całe szczęście w tygodniu nie mam ostatnio czasu na łażenie po sklepach, bo KTO WIE CO BY BYŁO. W sobotę wybrałam się bowiem na chwilkę pooglądać świeżo rozpoczęte wyprzedaże i wróciłam z przepiękną skórzaną kurtką (czytałam ostatnio że skórzane rzeczy są jednym z najbardziej właściwych i prawidłowych wyprzedażowych zakupów!), porządną, grubą i motocyklową, z mnóstwem zamków i sprzączek, w której niestety wyglądam trochę, jakbym wybierała się pograć w rugby, ale co tam. Drugim zakupem jest mała, również skórzana, wściekle żółta torebka, w kolorze, który przed dwudziestoma laty nazywałam żarówiastym. Torebkę miałam na oku nie przymierzając od lutego, ale uparłam się, że do póki nie przecenią, nie kupuję. Zresztą jest to akcesorium wybitnie letnie, więc w lutym i tak by mi z niej nic nie przyszło. I proszę, cierpliwość popłaca, przecenili o 50%, więc nie miałam wyjścia. I prawie na tym by się skończyło, gdyby nie Helena. Helena nabyła mianowicie dwie pary butów onlajn i jedna z par okazała się za duża. Jako że jej rozmiar to coś pomiędzy 35 i 36, a mój pomiędzy 36 i 37, jeśli obuw w rozmiarze 36 jest na nią za duży, jasne jest, że dla mnie będzie doskonały. Przymierzyłam więc na własną zgubę, i cóż, musiałam je od niej odkupić. (Swoją drogą jest to jedyna moja przyjaciółka, która na zdanie: No faktycznie piękne… zupełnie jak te od Valentino!… odpowiada: No… Tylko tamte większy czub mają…)

Tymczasem pogoda znowu przestała przypominać czerwiec, a ja osobę zadowoloną z życia.

(Ale przynajmniej nową skórę ekspoloatuję.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: