O milczeniu i meczu

Wychodzi, że znowu zamilkłam, lecz proszę mi wierzyć, nie jest to milczenie znaczące, zwyczajnie fchuj do roboty mam i ledwo daję radę Was czytać. A do tego nerwowa jestem, bo jutro do Polski jadę (a tak, JADĘ – autobusem…) a przed wyjazdem muszę jeszcze iść do pracy. Niby tylko do trzynastej, a autobus o siedemnastej piętnaście, ale mój wewnętrzny cykor przewidzał już na tę okazję wszystkie możliwe kataklizmy, co raczej nie działa na mnie uspokajająco.

Siedząc wczoraj u boku Tego w knajpie nad piwem i gapiąc się na mecz Borussia Dortmund – FC Malaga, myślałam sobie, że naprawdę bardzo mi go szkoda – iść na mecz do knajpy ZE MNĄ??? A potem było mi go jeszcze bardziej szkoda, jak Borussia wygrała w doliczonym czasie, wbijając pewnym już awansu i osiadłym na laurach Malagijczykach DWA GOLE…  W mniej niż minutę. (Chociaż on utrzymywał, że nic go to nie obchodzi, bo on i tak kibicuje Sewilli a nie Maladze. A-ha.)

W niedzielę ma być 20 stopni. Co ja mówiłam o zanikaniu wiosny?!?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: