O podróży i butach

No wróciłam, owszem, już całe trzy dni jestem.

Po raz kolejny okazało się, że w podróżach jesteśmy lukrowanym ciastem z kremem i przykładem czułej harmonii, pokłóciliśmy się natomiast natychmiast po opuszczeniu auta w Aachen. (I na powrót pogodziliśmy.)

Luksemburg bardzo serdecznie polecam, idea dolnego i górnego miasta niezwykle atrakcyjna turystycznie oraz fitnesowo, z obcymi językami w ogóle nie było żadnego problemu, większość mówi po niemiecku, aczkolwiek nieco dziwnie, oraz z niewiadomych przyczyn mieszka tam mnóstwo Portugalczyków, z którymi doskonale da się porozumiewać po hiszpańsku. Trewir odznaczył się dla nas głównie obecnością doskonałego i bardzo taniego wina, więc z obecności skwapliwie korzystaliśmy, co zaowocowało LEKKIM kacem dnia następnego. Heidelberg zostawiliśmy sobie po głębokim przemyśleniu na inną okazję, a zamiast tego wybraliśmy się do Koblencji, gdzie świeciło słońce. Ogólnie to zdecydowaliśmy, że w kwestii pogody dopisało nam szczęście, gdyż przez większość czasu było wprawdzie przejmująco ZIMNO, to jednak nic nie leciało z nieba, co, i tu jestem pewna że wszyscy się ze mną zgodzą, w obecnej SYTUACJI, jest dużym osiągnięciem.

Poza tym Ten kupił sobie niebieskie buty, co, jak nie omieszkałam go poinformować, jest ewidentym dowodem na mój zły wpływ i jego przeistoczenie w faszyn wiktim. (Dzień, w którym kupujesz obuwie w kolorze NIEPRAKTYCZNYM, czyt. innym niż czarny i brązowy, to właśnie TEN dzień.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: