O melancholii

Mam od wczoraj nastrój wielce melancholijny.

Pojechałam bowiem wczoraj do Kolonii w celu spotkać się z argentyńską imienniczką, której nie widziałam od czerwca, zdaje się, i nie powiem, coś mi świtało. Przeczucie miałam. Więc nie zdziwiło mnie niby wcale, jak po opuszczeniu pociągu i powitalnych uściskach, ledwo opuściłyśmy teren dworca, oznajmiła mi że są nowiny. Argentyńska imienniczka będzie miała potomstwo!

Niezwykle się ucieszyłam i rozmowy krążyły już cały dzień wokół tematów ciążowo-dzieciowych, a nawet poszłam z nią do kejefsi i zeżarłam kurę, chwilowo zapominając o diecie, po przecież ciężarnym się nie odmawia, rajt?

A potem wróciłam do domu i zrobiło mi się melancholijnie. Tyle wspólnych imprez, tyle wspólnych kaców, tyle rozmów o złamanych sercach, jej bądź moim, niezmiennie kończących się wnioskiem że facet to świnia, a tu nagle takie coś.

…I żebym chociaż tego jej męża (bardziej) lubiła!…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: