O surrealizmie i szmatach

Doprawdy bardzo dziwne to wrażenie wbiec do lasu w promieniach wreszcie GRZEJĄCEGO słońca i imponujących 16 stopniach, przyodziana w krótkie gacie, i spotkać śnieg. W tym lesie. Całkowicie surrealistyczne, od góry ciepełko, od dołu lodowate tchnienie.

Ale w końcu jest, grzeje i świeci, a ja rzecz jasna zaczynam myśleć o szmatach. (Nie żebym wcześniej nie myślala, przecież mnie znacie.) I niewykluczone, że kogoś tu zaskoczę, gdyż nieoczekiwanie dla samej siebie i całkowicie rewolucyjnie wymyśliłam, że dużo nie potrzebuję, bo jakoś zupełnie nie zdążyłam się nacieszyć tym, co kupiłam późno ubiegłego lata, i jak nakupię więcej, to niczym się w ogóle nie nacieszę.

(Prawda, że to LOGICZNE?)

Więc na razie kupiłam tylko spodenki (onlajn, i wciąż są w drodze, więc jeszcze nie położyłam na nich łapek oraz drżę o rozmiar) oraz sandały, którymi groziłam tu od dawna i w których przechadzam się chwilowo po mieszkaniu.

Poza tym ucięłam sobie dziś drzemkę na ustawionym w otwartch drzwiach balkonowych leżaku, i zamierzam rozkoszować się tym wspomnieniem ILE SIĘ DA. bo w czwartek ma padać.

 

PS. Do wyjazdu zostało 11 tygodni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: