O wiośnie i mandarynkach

A owszem, tutaj też śnieg wali jak wściekły prawie codziennie, a ja tymczasem poczułam potrzebę zakupu sandałów. Ogólnie z wiosennych kolekcji podoba mi się jedynie czarno-biała część Zary (weszłam nawet w posiadanie zebrzanej spódnicy, potwornie wygodna, bo nie tylko dopasowuje się do figury, a wręcz robi człowiekowi figurę), odcieni miętowych postanowiłam natomiast nie tykać nawet długim kijem. W ogóle mam ochotę nabyć sobie jedynie dużą ilość świetnej jakości bazowych tiszertów i nic więcej, i nawet znalazłam w tym temacie alternatywę dla COSa – duńską markę Selected. Jest dostępna na asosie i ma przeceny.

Dzisiaj natomiast, zupełnie prozaicznie i bardziej zimowo niż wiosennie, chciałam kupić mandarynki. Włożyłam do foliowego woreczka sześć sztuk luzem i chodziłam sobie z nimi po sklepie, tymczasem okazało się że woreczek był dziurawy i tak je gubiłam jedną po drugiej, zupełnie tego nie zauważając. Do kasy doniosłam dwie. (Widocznie los tak chciał, bo jak jeszcze przed Świętami pożarłam w ciągu jednego wieczora całą dwukilową siatkę, to wyskoczyły mi potem okropne zajady.)

Jaki to był wyczerpujący tydzień, to coś strasznego. Chyba się zdrzemnę, dla uczczenia weekendu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: