O niedzielach i poniedziałkach

My tu gadu gadu, a tymczasem skończył się styczeń i zaczął luty. Niby nic, a jednak mam wrażenie że dość kiepsko się zaczął, w związku z czym pragnę przytulenia i pogłaskania po główce. (A dostaję samotne niedziele i bardzo długie poniedziałki z wizytą u dentysty w charakterze wisienki na torcie.) Właśnie, widzę że bardzo dawno tego nie miałam – niedzielny wieczór pełen niechęci, wypełniony wiszącym w powietrzu poniedziałkiem,  przy jednoczesnym usiłowaniu unikania myślenia o poniedziałku. Bardzo skomplikowane przedsięwzięcie.

W paczkomacie czekają na mnie moje bikini. Rozpaczliwie pragnę znależć się gdzieś, gdzie mogłabym je włożyć TERAZ. Zaraz, kiedy ja ostatni raz widziałam słońce?… Dwa tygodnie temu?… Trzy?…

Jako że mam spóźniony zapłon, dopiero teraz odkryłam Jo Nesbø. Zaczęłam od czapy, od siódmego przypadku Harrego Hole, i mówię Wam, znakomicie podkreśla brak słońca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: