O depresji styczniowej chyba

Białe gówno spadło i tym razem leży NAPRAWDĘ, a ja mam brzydki suchy kaszel, boli mnie w piersi i czuję jak wizje wiosny oddalają się żywym kurcgalopkiem w bliżej nieokreśloną, acz daleką przyszłość.

Leżę ze wszystkim. Wczoraj zdałam sobie sprawę z faktu, że taka jedna rzecz, którą muszę zrobić do poniedziałku, musi być zrobiona de facto do piątku, czyli, jeszcze bardziej de facto, jutro lub pojutrze, bo tylko wtedy mam czas. I dopadł mnie taki niechciej, że zaświtał mi w głowie pomysł nierobienia jej w ogóle, BO PO CO.

Naprawdę nie ma sposobu, żeby wyeliminować z kalendarza styczeń? I jeszcze luty, dla pewności?

(A może to wcale nie styczeń i nie luty, może naprawdę nie ma już na co czekać i nic już się nie zdarzy, a jeśli się zdarzy to tylko złe, może naprawdę zostanę już uwięziona w tym marazmie i w tej niemocy jak w lepkiej mazi, i zupełnie stracę wszelką motywację?… To by chyba było coś niedobrze. )

I nawet biegać nie mogę iść.

Reklamy

Komentarze 2 so far »

  1. 1

    barakuda_k said,

    no zima, zima…. ale zaczelam biegac z ciezarkami 🙂
    a 4.02 fiuuuu do Barcy i nawet na meczu bede 🙂
    co prawda z Getafe, ale to i tak niezle osiagniecie, jak na mnie 🙂

  2. 2

    Mariposanegra said,

    Oh, Barcelony i meczu okropnie zazdroszczę!!!! Enjoy it!!


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: