O obłędzie

Chyba nigdy nie byłam tak bliska obłędu, jak w ciągu tych ostatnich dni. Do pracy idę w poniedziałek, z moich przyjaciół nie powrócił do Aachen jeszcze NIKT, więc od soboty jedyną osobą, z jaką mam kontakt, jestem ja sama. Ogólnie nie zwykłam się skarżyć na kontakty z tą akurat osobą, ale PIĘĆ DNI??? W tym cholerny Sylwester?

Więc jest jak jest. Jako że od owych pięciu dni nie stwierdzono żadnego inputu z zewnątrz, a do towarzystwa mam jedynie własną głowę i jej zawartość, po 150 razy obracam w niej każdą myśl, wszystko wyolbrzymiam i jestem wiecznie niespokojna i drażliwa, oraz albo płaczę albo się obrażam. Na Tego, rzecz jasna, bo z nim pisemny kontakt posiadam, czemu nie.

A w Sylwestra o północy zadzwonił, i już po usłyszeniu pierwszego zdania oczy wypełniły mi się łzami, gardło zasznurowało dokumentnie i nieodwracalnie i jedyne, co zdołałam z siebie wykrztusić, to omdlewające , w ilości sztuk cztery. Żałosne. 

Więc trzymajcie kciuki, to jeszcze niby tylko dziś i jutro, ale NIGDY NIE WIADOMO.

 

EDIT: Po mandaryńskim komentarzu czuję się zmuszona uściślić, że wyżej wymienione sí NIE BYŁO odpowiedzią na żadne sakramentalne pytanie. (No co Ty, PRZEZ TELEFON???)

Reklamy

Komentarze 2 so far »

  1. 1

    Mandarynka said,

    obosze, OŚWIADCZYŁ SIĘ??

  2. 2

    Mariposanegra said,

    Jezusmaria, SKĄD.


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: