Archive for Listopad, 2012

O tym, że siłownia znowu dostarcza

Skończyłam z pociągami, więc poszłam na siłownię.

I tak. Oprócz osób w podeszłym wieku, kolejną, niezwykle irytującą kategorią w wieku niepodeszłym są osoby, które na siłowni zajmują się smartfonem. Robią takie dwa powtórzenia, zatrzymują się i odpowiadają na whatsapp. Kolejne trzy, dwie wiadomości. I tak dalej. Albo jeden taki typ, z gatunku ulizanych (a ja, jak wiadomo do ulizanych jestem z góry uprzedzona), który przez całą godzinę mojego pobytu w przybytku, bezustannie telefonował. Przesiadał się tylko z urządzenia na urządzenie, bo na zajmowanym przez niego, AKURAT ktoś chciał poćwiczyć, i furt ględził. A co gorsze, w interesach tak ględził. Fuj. Że nie wspomnę o moim osobistym kumplu Joanie, który mi opowiadał, że na siłowni zajmuje się czytaniem ebooków na kindlu. W ogóle nie rozumiem, jak można na siłowni czytać, kiedyś na rowerku  stacjonarnym spróbowałam zagłębić się w poniewierającą się tam obficie prasę kobiecą i z niewiadomych przyczyn puls mi tak skoczył, że czym prędzej porzuciłam pomysł.

A twarz tak mnie terroryzuje pryszczami, że chyba w końcu będę musiała się złamać i kupić tego Klinika…

Ni z gruszki ni z pietruszki mój płaszcz.

Reklamy

5 Komentarzy »

O pociągach i leniwych

Jedne wymarzone drzwi uchyliły się jakby odrobinkę, aczkolwiek wcale nie pukałam, i w związku z tym przez cały weekend tłumaczyłam z hiszpańskiego na polski tekst o pociągach. Ściślej biorąc, o konserwacji pojazdów szynowych. Doprawdy, dziwnymi drogami chodzi mój umysł, a z całą pewnością nie pasuje mu prosta dróżka od hiszpańskiego do polskiego. Wiecie ile razy zamiast polskich słów w musku uparcie miałam niemieckie, i te musiałam sprawdzać w słowniku niemiecko-polskim??? Że nie wspomnę o wyszukiwaniu haseł w hiszpańskiej Wikipedii, skakaniu na Wikipedię angielską lub niemiecką, a stamtąd, z gotowym terminem maszerowanie do odpowiedniego słownika… POTWORNOŚĆ, aczkolwiek oddawałam jej się z wręcz orgazmiczną przyjemnością. Przy okazji odkryłam ważną cechę Tego – naprawdę niewiele osób potrafi zająć się sobą i DAĆ CZŁOWIEKOWI PRACOWAĆ. On potrafi.

A wczoraj doznałam okropnego rozczarowania, gdyż wydawało mi się, że choć umiejętność gotowania do moich licznych zalet nie należy, z wyrobieniem jakiegokolwiek ciasta radzę sobie bez problemu. I otóż chała. Ciasto na leniwe pierogi przerasta mnie o lata świetlne, w ogóle nie chciało się dać wyrobić, kleiło się jak szatan, nawet po wrąbaniu weń prawie kilograma mąki (jak się okazało później, prawie o dwa lata przeterminowanej, ale to chyba nic nie szkodzi, co?), a jak wreszcie, prawie płacząc, zdołałam ukręcić rolkę i poodcinać z niej kluski, wyżej wymienione wyszły zbite i twarde, doskonałe wręcz do strzelania nimi z procy. Ten utrzymywał wprawdzie, że mu nadzwyczajnie smakują i faktycznie zjadł podejrzanie wielką porcję, ale zapewniam Was, że zrobił to wyłącznie dlatego, że nie wiedział jak powinny smakować prawdziwe. (Aczkolwiek masełko i bułeczka wybitnie podniosły ich wątpliwe walory smakowe)

(KTOŚ MA DOBRY PRZEPIS NA LENIWE I SIĘ PODZIELI????)

Podobno w sobotę ma spaść śnieg.

2 Komentarze »

O mandarynkach i płaszczu

A dzisiaj od rana jem mandarynki (750 gram mam już w ustroju), co oznacza, że zima idzie. Pogoda na razie tego nie potwierdza i daje mi przyjemność noszenia okularów przeciwsłonecznych do jesiennych ałtfitów (uwielbiam!), ale apetyt na mandarynki wie swoje.

Na pocieszenie zakupiłam sobie płaszcz w HaMie, chociaż nie przepadam za kupowaniem w HaMie, i jestem nadzwyczajnie zadowolona. (Gdyby HaM wszystko szył tak rzetelnie i porządnie, jak zaszyte były kieszenie w tym płaszczu, to zaprawdę powiadam Wam, kupowałabym ta częściej. 20 minut zabrało mi rozpruwanie przy pomocy nożyka!)

A od jutra zaczyna działać Weihnachtsmarkt czyli jarmark bożonarodzeniowy, co niewątpliwie oznacza grzane wino w każdej wolnej chwili!

Symbol Aachen i acheńskiego jarmarku – piernikopodobne ciasteczko zwane Printe. Obok ja w nowym płaszczu.

4 Komentarze »

O niczym (Wyłącznie mój wewnętrzny monolog, doprawdy nie ma potrzeby czytania)

Nie wiem, możliwe że robi się coraz gorzej. Ja chyba jakoś zupełnie nieprzystosowana do życia w społeczeństwie jestem, ale zupełnie nie potrafię się kłócić. Nie, nie tak. Nie potrafię być na kogoś obrażona, nie potrafię rozstawać się w gniewie i czekać potem,  aż mnie przeproszą, na przemian z zastanawianiem się czy to ja może powinnam przeprosić. Ja chcę wszystko wyjaśniać natychmiast, rozdyskutować i już się pogodzić, a ostatnio WSZYSTKO jest powodem do dyskusji, do wyjaśniania, do godzenia się… (No dobra, godzenia akurat się nie czepiam.) I mnie to wszystko okropnie męczy, bo jak już wspominałam, w kłótniach nie mam doświadczenia, gdyż moje relacje damsko męskie jak dotąd W OGÓLE nie zawierały w sobie pierwiastka kłótni.

A najdziwniejsze jest to, że mimo tego jest mi ostatnio bardzo dobrze, i przekonuję się oraz utwierdzam we własnych uczuciach, na wskroś pozytywnych, i tylko jakiś sposób muszę wymyślić na nabranie dystansu, na niepozwolenie, żeby mi to wszystko tak bardzo właziło pod skórę…

A na dodatek znowu jedne drzwi się zamknęły.

Leave a comment »

O tym, że wciąż nie znalazłam kabla

NIE ŻEBYM W KOŃCU ZNALAZŁA TEN KABEL (albo chociaż go poszukała), skądże znowu, to tylko Isa upubliczniła wykonane przez nią zdjęcia z Halołin. Więc Wam kilka pokażę, bo uważam, że wyglądaliśmy wszyscy całkiem ładnie.

Pierwszy plan Particia i ja, na drugim wiedźmy czyli Irune oraz Isa.

A tu mamy Rosę, mnie, Patricię, Yarę, Isę, Irune i z przodu Mamen.

A tutaj nie ma mnie, jest za to mój czarujący ukochany, przebrany za (cytat) zombie, który właśnie wyszedł spod prysznica. (Zgadnijcie kto wykonał mu ten fantastyczny makijaż.)

 

5 Komentarzy »

O trivialu

Wczoraj na urodziny Isy włożyłam skórzane portki (mam wrażenie, że będzie mi się to częściej zdarzać), COSowy top oraz moje najukochańsze ostatnio obcasy (nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam TAK zadowolona z butów) i poczułam się very Elin. 

Znacie grę Trivial Pursuit? (Daję po angielsku, bo po polsku najwyraźniej nie ma, albo ja nie widzę.) Więc Isa dostała od ukochanych przyjaciół na urodziny własnoręcznie wykonany Trivial, edición especial „Tu Chumino”.

(Tu chumino znaczy po hiszpańsku, ekhm, twoja cipka i jest nazwą naszej tajnej, liczącej 14 osób grupy na fejsbuku, na której zwykle się umawiamy i informujemy. Nazwa została zaproponowana przez Setę i prawie jednogłośnie zaakceptowana przez resztę, ze względu na rozrywkowy faktor wygłaszanych do siebie komunikatów typu: „Widziałeś już co napisali w twojej cipce?” „A, do Bernata trzeba zadzwonić, on nie ma fejsbuka i nie jest w twojej cipce.” „Hej, i jak tam pod moją nieobecność? Co robiliście? Widziałam duży ruch w twojej cipce.” I tak dalej.)

Jak więc łatwo się domyśleć, pytania na karteczkach, w ilości sztuk 350, zostały ułożone pod kątem spraw dotyczących członków twojej cipki (hyhyhy), ich życia, wspólnych imprez i innych takich, a plansza do gry zamiast zwyczajnych okienek z kolorami zawiera najbardziej idiotyczne zdjęcia wyżej wymienionych członków (hyhyhy).

Myślę że równie nietrudno się domyślić, że Isa była zachwycona. (Oraz że ja mam dzisiaj kaca.)

Leave a comment »

O obcasach i dole

Proszę bardzo, wytresowałam sobie chłopa aż miło, bez wielkich wysiłków nawet. Samodzielnie unika nieodpowiednich dla moich stópek nawierzchni, z moją osobą uwieszoną u ramienia kiedy trzeba schodzi na ulicę, przechodzi na drugą stronę, obchodzi bokiem. A na pytania dlaczego tak dziwnie idziemy, jak to Luisa z soboty, kiedy to w trójkę dzielnie przemierzaliśmy miasto, odpowiada jednym treściwym słowem, popartym jeszcze treściwszym spojrzeniem: TACONES*.

Poza tym to mimo obcasów jestem w dole, i odzyskanie rezonu możliwe że nieco mi zajmie. Ale coś przynajmniej przy tym myślę, i wychodzi mi, że porażki ewentualnie wynikają z faktu, iż z lenistwa, z wygodnictwa, albo i ze strachu, pukam do nieodpowiednich drzwi. Nieodpowiednich, niewymarzonych, byle jakich. I możliwe że w głębi serca wcale nie chcę żeby się otworzyły. Więc dobrze, zapukam do tych właściwych, chociaż wiem, że gdy i te się nie otworzą, dół będzie dużo głębszy.

Więc zapalcie za mnie świeczkę, czy coś.

 

*OBCASY

A tu mój osobisty podpis wykonany przez Tego na stoliku w naszej ulubionej knajpie.

2 Komentarze »