O ubiegłym tygodniu

Moją zakończoną przed dwiema godzinami wizytę w ojczyźnie i na łonie rodziny, śmiało nazwałabym „Między katastrofą a remontem”.

Zaczęło się już przy wylocie z Niemiec i przejściu przez kontrole bagażu ręcznego. Stałam sobie w kąciku, szamocząc się z paskiem do portek, wpychając kosmetyki w plastikowym woreczku do walizki i wkładając nabite metalem buty, które do kontroli rzecz jasna musiałam zdjąć, i już właściwie miałam zebrać toboły i oddalić się do duty free, kiedy niespuszczająca ze mnie przez cały czas tępego wzroku celniczka nagle ożyła, prawie podstawiła mi nogę i poinformowała, że nic z tego, nie  tak szybko, ona jeszcze musi zbadać moją kurtkę na obecność materiałów wybuchowych. Zbaraniałam na ten komunikat całkowicie, wytrzeszczyłam na nią oczy, a następnie wybuchnęłam głośnym śmiechem. Chyba nie zostało to najlepiej odebrane, ale materiałów wybuchowych nie udało jej się mi podrzucić z zemsty.

Było już jasne, że tak rozpoczęta wizyta w kraju nie może przejść ulgowo.

Na początek poinformowano mnie, że w domu remont, w wyniku czego odbywałam w towarzystwie mojej siostry nieskończone wizyty we wszystkich sklepach meblowych w mieście, gdzie polecano mi fotografować wzystkie regały, szafy i komody, w celu pokazywania ich potem mojemu szwagrowi, a następnie zostałam zaprzęgnięta do zdzierania tapet. Do gołego tynku. (W tym miejscu chciałabym wyrazić po raz kolejny moje serdeczne uznanie dla lakierów do paznokci Chanel, wytrzymały trwające trzy dni zdzieranie tak, że mucha nie siada, i w drodze powrotnej nie musiałam AŻ TAK BARDZO chować dłoni w rękawy swetra.)

Potem mój siostrzeniec wrzucił plastikowe sitko od jakiegoś Breeze czy innego świństwa do muszli klozetowej.

A było to w niedzielę, przyjechane pogotowie wodociągowe opieprzyło wszystkich za wszystko, za posiadanie toalety, dziecka, Breeze i idiotyczne dzwonienie w niedzielę, przepchało muszlę, a w trakcie zrobiło w rurze dziurę. Czego nie zauważył oczywiście nikt, oprócz sąsiadki z dołu, w dniu następnym, kiedy to polała jej się woda po ścianach. Było to tym razem po południu, chwilę przed fajrantem, zgłaszającą awarię sąsiadkę poinformowano więc, że dziś już nikt nie przyjedzie, sąsiadka ma nie panikować, a my OSTROŻNIE KORZYSTAĆ Z TOALETY. (Czy ktoś wie, co autor miał na myśli? Bo my tępi i nikt nie zgadł.) Przybyli we wtorkowy poranek hydraulicy spędzili w naszej toalecie trzy godziny, dostali po dwie kawy od mojego tatusia, oraz zapomnieli calówki i pianki.

Dla ukoronowania pobytu odwiedziłam we wtorek moją jedyną ostałą się w rodzinnym mieście przyjaciółkę, bardzo schudniętą nie w wyniku diety, a dramatycznych wydarzeń, na szczęście już zakończonych happy endem, i ona do mnie w takie słowa: I wiesz, tak całkiem mi się teraz percepcja zmieniła, wszyscy wydają mi się grubsi niż kiedyś – ja sama na zdjęciach, koleżanki z pracy, nawet ty wydaje mi się że kiedyś chudsza byłaś… 

A CO JA MÓWIŁAM O TYCH DWÓCH KILACH??????

W drodze powrotnej natomiast wykonałam dobry uczynek i na pytanie jednego pana, czy wiem, jak dostać się na lotnisko, nieopatrznie odpowiedziałam, że owszem bo sama tam jadę, w związku z czym pan z uciechą przykleił się do mojego tyłka i zaczął opowiadać mi swoją historię o odwołanym w niedzielę w wyniku mgły locie i konieczności dostania się do Nejmehen w Holandii, na co ja, przerywając mu niegrzecznie i wpadając w słowo, wrzasnęłam uradowana: A! Nijmegen!!! Byłam tam niedawno! A WIĘC TAK SIĘ TO WYMAWIA!!!   

Wymowa nazwy najstarszego miasta w Holandii od wizyty w owym rzeczywiście nie dawała mi spokoju.

A materiałów wybuchowych znowu nie szmuglowałam, więc doleciałam bez przeszkód i jestem.

Reklamy

Komentarze 2 so far »

  1. 1

    Mandarynka said,

    ależ piękna katastrofa 🙂

  2. 2

    odwodnik said,

    Mogłaś zrobić przyjemność pani celniczce i coś jednak szmuglować:)
    Mnie ostatnio na lotnisku rozebrano do rosołu, bo z uporem maniaka twierdziłam, że nie mam nic metalowego a bramka piszczała. W końcu odkryłam , że to fiszbiny.


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: