O połowie rocznicy

Dokładnie sześć miesięcy od naszej pierwszej prawdziwej randki, weekend spędzaliśmy osobno. Ja byłam na szkolnej firmowej wycieczce, a on, z trzema kumplami, w Brukseli na Belgian Beer Weekend.

W autobusie powrotnym, kilka minut przed dwudziestą drugą, dostałam wysłanego dużo wcześniej esemesa o treści, że o godzinie 22.30 pociąg z Brukseli przyjeżdża na dworzec główny i czy się zobaczymy. Nasz autobus na miejsce dojechał o 22.12. W portfelu nie miałam ani grosza na taksówkę, bo wcześniej wszystko pożyczyłam Philippowi, który uparł się płacić za nasze drinki, a sam zapomniał portfela, więc musiał płacić z pieniędzy, które od nas pożyczył. Dworzec był o dobre pół godziny normalnym krokiem na piechotę. Jego telefon nie odpowiadał, pewnie bateria mu siadła, cholerne smartfony. Zupełnie nie wiedząc co czynię, bo przecież nie miałam żadnych szans, w pośpiechu pożegnałam się z Heleną i Philippem i ruszyłam ostrym sprintem, puszczając mimo uszu prześmiewcze komentarze reszty, że jak kocha to poczeka, i że nie bądź na jego każde zawołanie. Wybrałam znienawidzoną krętą drogę pod górę, bo była podobno najkrótsza, bijąc własne rekordy, prawie biegnąc i co rusz spoglądając na zegarek, o 22.26 dotarłam na most kolejowy i z góry ujrzałam powolutku wjeżdżający na peron jeden z tych starych, ciemnobordowych pociągów, z tych co to zwykle jeżdżą do Belgii. Puściłam się już nieskrywanym biegiem, modląc się o niepołamanie zębów i nóg na przeklętym bruku, i z rozwianym włosem oraz biało-błękitnym szalem na szyi wpadłam do hali dworca w tym samym momencie, w którym oni ospale, zmęczeni całodzienym słońcem, wielosmakowym mocnym piwem i podróżą, schodzili po schodach z peronu.

Z promiennym uśmiechem, uspokajając przyspieszony oddech i udając, że skądże znowu, ja wcale nie biegłam, patrzyłam jak rozjaśnia mu się zaskoczona twarz.

Potem poszliśmy do otwartego do północy supermarketu blisko dworca, dokonaliśmy niezwykle rozrywkowych zakupów niedzielnego śniadania (piwo nie pozostało bez wpływu), a pół godziny później zasypiałam obok niego, już dawno śpiącego (piwo nie pozostało beż wpływu), myśląc, że był to wieczór zupełnie godny połowy rocznicy naszej pierwszej prawdziwej randki.

Reklamy

komentarze 3 so far »

  1. 1

    Pinotgris said,

    Aaale fajnie 🙂 W takim razie pół-gratulacje 😉

  2. 2

    Mariposanegra said,

    Dzięki dzięki! 🙂 (Całe, wyznaję zasadę, że nigdy dość mówienia dziękuję i przepraszam)

  3. 3

    barakuda_k said,

    super, nastepnych rocznic 😀
    i bez jojczenia prosze, ze jest za pieknie i takich tam bzdetow…


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: