Archive for Wrzesień, 2012

O najstarszym mieście w Holandii

A dzisiaj wybraliśmy się na wycieczkę do najstarszego miasta w Holandii. Słońce świeciło, jakby zapomniało że to prawie październik, dzień był przepiękny i nawet konieczność pompowania opon na stacji benzynowej nie popsuło nam humorów (nie żebym osobiście pompowała), aczkolwiek niektórym ubrudziło rączki. Dojechaliśmy, zaparkowaliśmy 20-letniego peżota Luisa, kumpla Tego, wysiedliśmy, i na wstępie zobaczyliśmy kościół, okazały jak na historyczne miasto przystało. Ten przystanął, obrzucił budowlę taksującym wzrokiem i orzekł: DUŻY. Tak jest, drodzy Państwo, 6 lat studiowania architektury było trzeba.

Poza tym spróbowałam holenderskich frytek special, z keczupem curry, majonezem i surową cebulą i zwariowałam na ich punkcie, mimo że surowej cebuli nie znoszę. Zdaje się, że zamieniam się w innego człowieka, gdyż z Tym odkryłam przyjemność z jedzenia (SIŁOWNIA!!!). Samodzielnie odkryłam natomiast fakt, że Holenderki już w wieku 13 lat są większe ode mnie, i to we wszystkich kierunkach. A w lustrze w toaletach mogę sobie obejrzeć najwyżej własne brwi i czubek głowy.

Ogólnie to puściłam w piątek nieco kasy, zakupiłam obuwie całkowicie niedorzeczne, oraz po rekordowym czasie dwóch dni przyszły moje botki z Mango, które jednakowoż jeszcze nie wiem jak wyglądają, bo w momencie ich przybycia nie było mnie w domu i aktualnie znajdują się w sklepie rowerowym naprzeciwko.

 

Nidorzeczne botki

Przyszła kariera zawodowa Tego

A Helena twierdzi że te botki trudno jest z czymkolwiek połączyć.

3 komentarze »

O wełnie króla

Jak było do przewidzenia, zamówiłam botki ze zdjęcia (mimo że do końca września zostało 4 dni, ale nie bądźmy drobiazgowi) i od razu poczułam się lepiej. (Niewykluczone, że do momentu kiedy przyjdą i okaże się że obcas jest cienki jak wykałaczka… Na podstawie zdjęć nie dało się tego dokładnie ustalić.)

Na siłowni natomiast zmieniono mi program treningowy, więc wczoraj, po tym jak w poniedziałek pierwszy raz go w całości wykonałam, W OGÓLE NIE MOGŁAM SIĘ RUSZYĆ. Największy ból, jakby to kogoś interesowało, sprawiało mi włożenie płaszcza, kto by pomyślał, że tyle mięśni w tym bierze udział. A wczoraj to już całkowicie dowiodłam przeistoczenia się w głupka z siłowni, gdyż po wyjściu z sali tortur zamówiłam sobie proteinowego szejka. Krok następny to stopniowy zanik mózgu. (Całe szczęście że nie jestem pijawką! Według wiarygodnego źródła posiada ona bowiem 32 mózgi, zanikanie wszystkich po kolei zajłoby sporo czasu)

Wlokąc się z miasta do domu i natykając na każdym kroku na plakaty odzianej w H&M Lany del Rey, zastanawiałam się czy ona właściwie wie, że nazwała się Wełna Króla?

3 komentarze »

O życzeniach i namiętności

Zawsze chciałam być obiektem wielkich uczuć i posiadać związek gorący i namiętny, a nigdy nie było mi dane. Wszystkie uczucia, po obu stronach, oscylowały zawsze wokół granicy 30-40 stopni, czyli zimno niby nie było, ale od wrzenia o lata świetlne. Potem dopadł mnie gówniarz, którego czytający od początku pewnie pamiętają, i do gotowania owszem, doprowadzał mnie często, ale było to po pierwsze raczej gotowanie ze złości, a po drugie, jakby jednostronne, czyli też całkowicie do bani. I kiedy już straciłam prawie nadzieję na sycylijskie namiętności, poznałam Tego, niby nie z Sycylii, ale za to z Andaluzji (olé!), który poza wszystkim innym jest też kumplem Tego od Jednego Kierunku Ruchu, którego niektórzy też pewnie pamiętają, bo nie dalej niż rok temu niemrawo zajmował moje serce i umysł, a od końca listopada zaczął zajmować urażoną dumę, co wszystko razem okazało się być mieszanką dość wybuchową i w miniony weekend zaoowocowało spektakularną (przynajmniej dla tych, którzy byli na tyle trzeźwi, żeby cokolwiek przyjąć drogą percepcji) sceną zazdrości ukoronowaną moimi łzami, trzaskaniem drzwiami oraz próbą (nieudaną, udaremnioną) opuszczenia mieszkania ukochanego o trzeciej w nocy,  a ostatecznie zakończoną równie spaktakularnym godzeniem następnego dnia, w towarzystwie (znowu) moich łez oraz zaproszeniem mnie na kolację w celu zrekompensowania krzywd. (Niechcący wyszło mi zdanie wielokrotnie złożone na 7,5 linijki. Przynajmniej w edytorze.)

W kwestii namiętności i wybuchów powinnam więc być usatysfakcjonowana. I nawet jestem, dlaczego nie, jeśli nie liczyć jednej, malutkiej, tyciej obawy, że takie satysfakcjonujące chwile mogą być mi dane w nadmiarze, który to nadmiar ewentualnie mógłby okazać się szkodliwy. Wiadomo, uważaj na to, czego sobie życzysz.

Leave a comment »

O urazie oraz szowinizmie (moim)

Jestem dość urażona, bo lato było naprawdę szczęśliwe tego roku, unosiłam się beztrosko na chmurce, malując paznokcie, tarzając się w uwielbieniu i martwiąc co najwyżej niemożliwością włożenia szortów na wieczorną imprezę, ale niestety lato się skończyło, nadeszła jesień, i to nadeszła z całym worem nieszczęść. I zmartwień. Jak nie urok to sraczka i w wyniku powyższego rozpaczliwie potrzebuję dobrych wiadomości, bo kontrast jak na mój gust wytworzył mi się nieco za duży.

I nie, nie wystarczy mi fakt, że waga dziś po DŁUGIM CZASIE pokazała znowu 52 z przodu (dobra, 52.95, ale zawsze, nie?) bo jest to jej psim obowiązkiem, zważywszy na to, ile się ostatnio pocę na cholernej siłowni.

Na zakończenie mam jeszcze obserwację socjologiczną (czy jakąś), a mianowicie, że Niemki wkładają kozaki za każdym razem, kiedy tylko temperatura spadnie poniżej 17 stopni. Niezależnie od pory roku oraz ile jest poniżej 17. Do kozaków (koniecznie brązowych i do pół łydki mniej więcej) wkładają również brązowe grube rajstopy i dżinsową spódnicę nieco przed kolano. Na górę to już różnie, ale brązowy dominuje i objawia się w pasku, szaliczku, czy kropeczkach na kolczykach, gdyż Niemki lubią mieć wszystko dopasowane kolorystycznie.

Tym szowinistycznym akcentem żegna się na dzisiaj Wasza niezmiennie

mariposa

Comments (1) »

O tym, że długo już tego nie wytrzymam

Dobra, bądźmy szczerzy, długo się tego już nie da wytrzymać. (Jeśli chodzi o absolutnie ścisłą ścisłość, to już się właściwie JAKBY nie dało.) Mówię rzecz jasna o własnym postanowieniu sprzed miesiąca, dotyczącego niekupowania niczego do końca września.

Nowe kolekcje, sweterki, sukienki, wszystko to nadal zupełnie na mnie nie działa, ze zdwojoną siłą natomiast rzuciły się na mnie znowu buty. Dawno nie było nic o butach, więc będzie. Otóż po pierwsze, odczułam silną potrzebę posiadania botków na cienkim obcasie i z czubkiem. Zupełnie nie wiem wprawdzie, gdzie ja w nich będę chodzić w tym mieście, ale chwilowo mnie to nie zajmuje, botki rzuciły mi się na mózg i tam siedzą i każdy ciuch w moim przekonaniu nabierze dodatkowej urody w połączeniu z takimi botkami. Idealne mam już nawet w łiszliście od jakiegoś czasu, z zamówieniem czekam jednakże uczciwie do końca września.

Inaczej sprawa ma się z botkami, które zobaczyłam wczoraj w jednym sklepie i których chciałam Wam poszukać na stronie sklepu, ale po przejrzeniu 84 stron się poddałam, bo rzeczone botki są mianowicie całkowicie niedorzeczne. Ale to CAŁKOWICIE. I tylko tyle powiem, jeśli szaleństwo dopadnie mnie i zaślepi, to już Wam pokażę zdjęcie żywego obuwia.

 

Ogólnie to chyba dopadł mnie jesienny dół. Na razie malutki i nie bardzo głęboki, ale niestety czuję że ma potencjał.

2 komentarze »

O głuchocie i czerwcu

Helena poinformowała nas ostatnio, że od toniku się głuchnie, wobec czego musimy pić dżiny z tonikiem z małą ilością toniku. Wczoraj się do rady zastosowałam i w związku z tym do tej pory (16.35) kręci mi się w głowie i mam zachwiania równowagi oraz trochę się boję iść pod prysznic. Głuchota by się chyba przynajmniej w nieco późniejszym terminie objawiła…

Mój kumpel Paweł natomiast rzuciwszy wczoraj okiem na moje pomalowane czerwcem  paznokcie zaopiniował: Fajny kolor, nawet chciałem taki do kuchni kupić!!!

Leave a comment »

O szczycie szczytów

Ten tydzień jest tak obrzydliwy, ale to TAK obrzydliwy, że nawet nie cieszy mnie fakt, że nadszedł piątek.

Na moim fejsbuku natomiast znajduje się reklama. Reklama składa się z polskiej flagi, a nad flagą widnieje tytuł w języku niemieckim o treści POLSKI. PAKIET JĘZYKOWY. Obok umieszczono tekst. „Znowu nic nie zrozumiałeś na urlopie? To naucz się teraz DUŃSKIEGO! Tylko 99 euro!”

Chyba będę zmuszona kupić sobie kowbojki, bo normalnie mówię Wam.

 

 

Leave a comment »