Archive for Czerwiec, 2012

O zmieniającej się pogodzie

No więc sprawa wygląda tak, że po przebieganych pięciu dniach i budzeniu się z nerwowym Gdzie moje adidasy, muszę iść biegać na ustach poruszam się teraz jak stuletni paralityk.

A wczoraj Niemcy nie wygrali meczu i strasznie mi z tego powodu przykro (cha cha cha). Natomiast jaka idea przyświecała temu, co wymyślił, że finał Euro ma być w niedzielę, to w życiu nie dojdę, wiem za to że zrobił mi tym spore świństwo.

Dzisiaj byłam odwiedzić Tego w klasztorze, żeby się sam nie bał. Kurde, czemu ja nie zostałam architektem??? Strasznie fajne takie inwentaryzacje i te kreski w komputerze, i WCALE NIE WYGLĄDAJĄ NA TRUDNE DO NARYSOWANIA!

 

… A oto jak zmieniała się pogoda w tym tygodniu.

Outficik ze środy:

… i z czwartku:

Reklamy

Leave a comment »

O półfinale

Ten miał wczoraj naprawdę nerwowy dzień, bidulek. Nie dość że połowę dnia w klasztorze spędził sam, podskakując nerwowo na krześle przy każdym malutkim szmerku i bezustannie oglądając się przez ramię (mówiłam już że klasztor jest OPUSZCZONY??? To mówię), i przyszło mu mierzyć pokój, w którym drapowano artystycznie ciała zmarłych zakonnic, żeby rodziny mogły je odwiedzić, pełen walających się po podłodze bukietów zaschłych róż (to znaczy tak mi opowiadał, że się walały, ja nie byłam, to nie wiem), oraz poddasze, co do którego nie ma najmniejszych wątpliwości, że duchy mieszkają właśnie TAM, to jeszcze wczoraj był mecz. Ogólnemu napięciu dała się ponieść nawet Helena, na której mecze reprezentacji  Hiszpanii zwykle nie robią najmniejszego wrażenia (chyba że gra Puyi), a chodzi, mówi że wyłącznie ze względu na piwo. Więc możecie sobie wyobrazić. Osobiście krzyczałam cienkim falsetem oraz zasłaniałam ręką oczy.

Wszystkie nerwy wynagrodziła nam jednakże na końcu twarz Cristiano, któremu nie dane było strzelić karnego, oraz wywiad dziewczyny Ikera, dziennikarki Sary Carbonero przeprowadzony z Andresem Iniestą: „-Andrés, cieszyłbyś się gdybyś mógł wziąć udział w strzelaniu karnych?” „-Hmmm, tak… Właściwie to strzelałem, wbiłem drugiego… ”

Szkoda że nie pokazali twarzy Sary.

Jak myślicie, final będzie z Niemcami czy z Włochami????

5 Komentarzy »

O planie

Plan codzienego biegania realizuję jak dotąd w 100 procentach, co jednakże nie jest jakimś wielkim osiągnięciem, zważywszy na to że dziś wtorek.

Poza tym świeci słońce i wygląda na to, że poświeci do końca tygodnia, co napawa mnie nowym duchem.

Nie dałam rady dłużej opierać się pokusie (mimo naprawdę USILNYCH PRÓB) i zamówiłam trampki na koturnie. I znowu zaciskam teraz kciuki żeby doszły do mojego wyjazdu, w przyszłym tygodniu jadę bowiem do Polski. (LATEM. Jadę do Polski latem. Czy pogoda mnie słyszy??) Doprawdy nie wiem dlaczego zawsze zamawiam buty przed wyjazdami.

A Ten robi inwentaryzację w klasztorze:

5 Komentarzy »

O serniku i innych takich

Postanowiłam biegać codziennie, a najlepiej dwa razy dziennie, aby w weekendy móc się tak dalej obżerać, bowiem w przeciwnym wypadku czarno to widzę.

Wczoraj Seta świętował urodziny, więc w piątek zrobiłam sernik. Zrobienie nie poszło mi tak znowu łatwo, gdyż moje obie foremki znajdują się na gościnnych występach niewiadomoukogo i zacząć musiałam od wyprawy do niezwykle (dla mnie) egzotycznego sklepu o nazwie Haus der Küche. Foremkę nabyłam, produkty na sernik takoż, i raźno zabrałam się do roboty.

Na wstępie okazało się że wyszło kakao. Jako że wypraw dokądkolwiek miałam już serdecznie dość, postanowiłam, że w takim wypadku sernik będzie na jasnym cieście zamiast na czekoladowym i problem z głowy. No i owszem. Bez przeszkód doprowadziłam sernik do szczęśliwego finału, aż do momentu, w którym okazało się że zamiast jogurtu naturalnego dodaję do ciasta truskawkowy.

Spoko. Z truskawkowym też dobry.

Ten zrobił salmorejo i wyszło mu absolutnie fantastyczne. (Salmorejo to typowa andaluzyjska potrawa, nieco mniej znana niż gazpacho, ale bardzo podobna – zawiera w sobie zmiksowane pomidory, paprykę, czosnek, oliwę, ocet, CAŁY CHLEB, aczkolwiek bez skórki, i odrobinę śmietany. Należy moczyć w nim chleb, a potem obkładać go szynką i ugotowanym jajkiem. Pyyyyyyyyyyyyyycha!) Seta zrobił fabadę i przeżyłam dzięki temu nieumiarkowaniu w jedzeniu i piciu bardzo urozmaiconą noc, uwieńczoną spaniem na kanapie, bo była bliżej łazienki.

Sandały z COSa odniosły kolejny sukces towarzyski i dosłam do wyraźnego wniosku, że powinnam je wkładać zawsze, gdy mam rozcapierzoną mierzwę na głowie a rozmazany makijaż lub imponujące pryszcze na reszcie, gdyż i tak nikt nie zwraca wtedy uwagi na moją głowę, bo wszyscy mają wzrok wbity w stopy.

No i tak to. Jutro poniedziałek, więc mogę zacząć wpadać w depresję.

Fabada. A, przyjęcie było open air.

Leave a comment »

O turlaniu i fryzurach

Widzieliście wczorajszy mecz?? Turlali się po tej murawie jak nie przymierzając ja po plaży, kiedy Ten chciał mi zrobić „krokieta”. (Robienie krokieta polega na obtoczeniu osoby w piachu jak krokieta w bułce tartej.) A Cristiano wczoraj fryzury nie zmienił w drugiej połowie, przychylam się do opinii, że to w celu umożliwienia sobie dalszego łapania się za głowę, chociaż Hans twierdzi, że dla lepszej aerodynamiki. No nie wiem, na aerodynamice się nie znam.

Apropo fryzury, to sama udałam się wczoraj do fryzjera, gdyż doznałam genialnego olśnienia na tle własnej możliwej nowej fryzury – chciałam coś totalnie odlotowego z krótkimi bokami i lokowanym czubiem ma czubku, kogucim grzebieniem takim. Niestety fryzjerka nie doceniła geniuszu owego pomysłu i najpierw popatrzyła na mnie dziwnie a potem autorytatywnie orzekła iż nie sądzi, żebym sobie sama potem z tym czubem poradziła i że obetnie mi ładnego boba. Poszłam na ugodę i na boba, i najlepszy ubaw był jak po wykonanej robocie chciała mi wysuszyć włosy na szczotce w celu zademonstrować cięcie. Z tyłu poszło jej całkiem nieżle, nie powiem. Boki jeszcze dały się wyciągnąć jakcięmogę, ale grzywka stanęła zdecydowanym okoniem. Ile by nie ciągnęła, zamiast gładkości wokół twarzy miałam furt wicherki. Po kilku minutach bezskutecznej walki skrzyżowały się w lustrze nasze spojrzenia, jej udręczone i moje rozbawione, gdyż nieprzerwanie chichotałam pod nosem podczas całego procesu suszenia, i jednym słowem MOCZYMY??? przypieczętował się los mojej fryzury. Mówiłam, że nie jestem stworzona do prostych włosów…

A oto fryzura: 

Oraz szmaty:

Chmurzaste portki.

Doprawdy, dzisiaj zmieniam kolor paznokci. Serio.

Comments (1) »

O tym, czego nie rozumiem

Nauczyłam Tego piosenki o Misiu Uszatku i całą niedzielę chodził i śpiewał Jestem sobie mały miś, gruby miś, wprawiając mnie w lekki stupor.

Nie, właściwie w ciężki stupor.

Co do Hiszpanii natomiast, to faktycznie nie błysnęli specjalnie przeciwko Chorwacji, ale wygrali i są pierwsi w grupie, więc o so chozi? Nie rozumiem. A, jeszcze jednej rzeczy nie rozumiem, może ktoś wie, i będzie uprzejmy mi wytłumaczyć. Mianowicie dlaczego oczekuje się od określonych piłkarzy, że MUSZĄ STRZELIĆ GOLA?? Słyszę to szczególnie po meczach Niemców – wygraliśmy, ale Klose nie strzelił gola. Trzeba wymienić Gomeza, bo już pięćdziesiąta minuta, a on nie strzelił jeszcze gola. Co to za różnica, kto tego gola strzela, skoro padają?????

Trzecią część Milennium zaczęłam i seriale leżą odłogiem, a sama najchętniej bym kamieniem siedziała na kanapie i czytała. Jak dorosnę chcę być Lisbeth Salander!

A, nie pożałuję Wam ałtfitów, tym razem bez nóg.

Przez sandały narażam życie, bo wszystkie przyjaciółki chcą mnie przez nie zabić!…

Rokenrol.

7 Komentarzy »

O żarciu

Wczorajszy wieczór pozwolicie że pominę milczeniem. W spokoju i skupieniu będę się teraz mogła skoncentrować na kibicowaniu Hiszpanii.

Poza tym mam znowu depresję, gdyż kończy się weekend. Oraz jestem gruba i tłusta, bo spędziłam go głównie na jedzeniu i piciu. A było tak. W piątek wieczorem postanowiliśmy się wypiąć na wszystkich i spędzić wieczór w towarzystwie własnym, zamówionego sushi oraz dżinu z tonikiem i ogórkiem, i postanowienie zrealizowaliśmy w nadmiarze, gdyż oprócz sushi była również zupa i smażone wantany, dostarczenie pożywienia do domu odbywało się bowiem od określonej sumy zamówienia, o czym oczywiście nie wiedzieliśmy, więc w pośpiechu trzeba było zamówić cokolwiek w celu osiągnięcia owej sumy. Cud boski że nie zamówiłam kaczki po pekińsku. Dżin z tonikiem wywołał jednak właściwy sobie efekt digestivum i w sobotę można było spożyć na niezbyt wczesne śniadanko pan con tomate, które w rzeczywistości było bardziej pan con czosnek. Schody zaczęły się, kiedy zadzwoniła Helena z informacją że zrobiła putxero i czy przyjdziemy. Zupa z drobnym makaronem przeszła ulgowo, popita zimnym piwkiem. Przy nakładaniu na talerze ugotowanych w zupie ziemniaków, soczewicy, mięska i kiełbaski zrobiło mi się nieco słabo, ale dzielnie zjadłam wszystko. Co jednakże wymogło na nas kolektywną sjestę i, oczywiście, dżin z tonikiem na trawienie. Potem poszliśmy na me…PIIIIIIIIIIIIIIIIIP i z nerwów wypiłam 3 duże piwa. A potem z rozpaczy kolejny dżin z tonikiem, i ani się obejrzałam, a już szłam spać niewiadomo skąd całkowicie pijana.

Rano nie powiem, na pierwsze śniadanie był ibuprofen. Do drugiego jednak ból głowy mi przeszedł i z apetytem spożyłam jajeczniczkę i resztę czosnkowego pomidora do chlebka. Mój organizm na kacu miewa dość dziwne pomysły, więc dość szybko zapragnęłam obiadu, możliwie słonego i tłustego, więc Ten zrobił mi spaghetti ze szpinakiem (i czosnkiem, szpinak bez czosnku to w ogóle nic nie warty jest).

I to była ŚMIERĆ.

Do wieczora jęczałam zwinięta na kanapie, co nie odbiło się pozytywnie na mojej depresji.

A jeszcze tydzień temu było tak:

 

2 Komentarze »