O prosecco i kasku

Weekend rozpoczęłam tak, że najpierw upiłam się okropnie zdradliwym prosecco, którego nie ruszę już nigdy w życiu, normalnie do ust nie wezmę, a żeby było śmieszniej, upiłam się mając na głowie kask budowlany. (Kaski rozdawali u mnie z roboty, impreza była bowiem pożegnaniem budynku, który od poniedziałku zaczną rozbierać. Wszystko było fajne i prowizoryczne, tylko kaski ciężkawe. Szczególnie po tym prosecco.) Ale wytańczyłam się za wszystkie czasy, kelner mówił do mnie po włosku i rozchodziłam nowe buty. Same pozytywy.

Dnia następnego Seta zrobił nam arroz al horno, i tym razem nie upiłam się wcale. (Ileż można.)

Jeśli chodzi natomiast o przemyślenia, to mam takie, że podśpiewujący osobnik męski robiący mi śniadanie w niedzielny poranek, to jednak całkiem miła sprawa.

A na zakończenie mam dla Was fotkę – rarytas:

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: