Archive for Marzec, 2012

O tabletce

Robi się coraz lepiej. Ostatnia nowość jest taka, że chyba mam katar sienny. Chyba nawet na pewno, bo jak pobrałam trzy dni środki antyhistamininowe i pyskowałam że nic nie dają, a potem czwartego dnia zapomniałam wziąć i spędziłam czarowną noc i poranek przepełniona dojmującą chęcią odgryzienia sobie swędzącego i cieknącego nosa, od razu przestałam pyskować. I wzięłam tabletkę.

Poza tym to jest piętnasta dwadzieścia a ja siedzę w fotelu w szlafroku i nie mam najmniejszej ochoty zmieniać tego stanu rzeczy, cierpię na przedawkowanie życia towarzyskiego oraz mam dziś imprezę pracową, na myśl o której robi mi się raczej gorzej. Fuj.

Leave a comment »

O namyśle

Po namyśle doszłam do wniosku, że do bankructwa doprowadzą mnie wcale nie żadne buty ani wyprzedaż w COSie, a… zwyczajne, najzwyczajniejsze w świecie kolanówki rajstopowe. Przynajmniej do czasu, kiedy ciepło będzie wielkością bardziej constans, odczuwalną NIE TYLKO w pełnym słońcu w samo południe, bo aktualnie to potrzebuję jedną parę dziennie. Możliwość, iż chodzi tu o delikatność moich paluszków, oczywiście wykluczam, i po owym wykluczeniu została tylko opcja, że zawsze trafiają mi się pary felerne, które drą się od razu po wyjęciu z opakowania.

Dziękuję za uwagę.

 

Leave a comment »

O sukcesie

W sobotę komitet organizacyjny w osobie ob. Yary, ob. Rosy z ob. mnie odniósł spektakularny sukces urządzając podwójną urodzinową imprezę niespodziankę dla Heleny oraz Irune. Sukces bazował głównie na kłamaniu jak z nut bez mrugnięcia okiem, ani najmniejszego zająknięcia, co samo w sobie jest właściwie dość niepokojące, gdyż od wczesnego piątku ani słowo prawdy nie wyszło z naszych ust na temat spędzenia sobotniej nocy. Równie spektakularny był też kac, jaki prześladował mnie w niedzielę, mój żołądek postanowił najwyraźniej nie być gorszy i też urządził sobie imprezę taneczną w rytm tego utworu. Dobrze i z całego serca Wam radzę, we własnym dobrze pojętym interesie nigdy nie powierzajcie osobnikom męskim zakupu alkoholi na imprezę.

Nie wiem doprawdy ile mi zajmie dojście do siebie po tym weekendzie, ale kurde, wspominając twarze dziewczyn w momencie zapalenia światła i wrzaśnięcia SORPRESA!!!!! nie mam wątpliwości że WARTO BYŁO.

Zaskoczone solenizanki i ja.

Dwie trzecie komitetu organizacyjnego czyli Yara i ja.

Hele i jej prezent.

Niewątpliwie najlepsze zdjęcie z całego albumu. (W tajemnicy wyznam Wam, że na zdjęciu oprócz Yary widnieje wymieniony w poprzednich wpisach ten 8 lat młodszy)

4 komentarze »

O urodzinach Heleny

Wczoraj Helena miała urodziny i w związku z tym:

– około dziewiętnastej szłam ulicą z wielkim ananasem w objęciach, spotkałam znajomą z brzuchem (jak ją ostatni raz widziałam, jakieś półtora roku temu, to też miała identyczny brzuch, ciekawa sprawa), która powitała mnie słowami PIĘKNA KOBIETA Z PIĘKNYM OWOCEM. Ekhm. (Ananas był zamiast kwiatów)

– najpiękniejszy kelner w naszej stałej knajpie, w której popołudniami pijemy kawę, a wieczorami copas, miał wyjątkowy atak sympatii do naszej grupy, która w jego obecności zawsze wygłasza niedwuznaczne komentarze po hiszpańsku, w przekonaniu iż owy nie rozumie. Atak sympatii jednakże może świadczyć że wręcz przeciwnie.

– Helena wpadła do kawiarni jak bomba około dwudziestej trzydzieści, jako ostatnia z uczestników spędu i zastała na dwóch połączonych stolikach ananasa, dwa ciasta i mnóstwo piwa, a uczestnicy gruchnęli na jej widok rozgłośnym CUMPLEAÑOS FELIZ i wymusili na kelnerze przyniesienie nam talerzyków i widelców.

– o dwudziestej trzeciej spęd przeniósł się do mieszkania jubilatki, zmusił jej biednego faceta do włączenia światła krewetkom, rozstawił się na stole z flaszkami piwa i zaczął puszczać głośną muzykę oraz wydzierać się na balkonie.

– o wpół do pierwszej w nocy pożegnała się Rosa, utrzymując że musi być choć odrobinę przytomna w pracy.

– o trzeciej pożegnała się reszta, której przytomność w dniu dzisiejszym była dość obojętna.

C d n.

Comments (1) »

Jeszcze o tych butach

No to poszłam i kupiłam te buty. I otóż właśnie czarne, nic Wam nie poradzę. Są tak uroczo toporne, a jednocześnie zaokrąglone i pogodnie matowe, zupełnie jak ja sama. JESTEM WŁASNYMI BUTAMI.

Inna sprawa, że chciałam je włożyć tego samego wieczora, gdyż miałam randkę, ale nie włożyłam, bo uniemożliwiły mi to wredne baleriny, które nosiłam przez cały dzień jak ostatnia idiotka na gołą stopę i które przyprawiły mnie o pęcherze na małych palcach. Oraz o zmarznięcie, ale to już inny temat.

Leave a comment »

O złym humorze

Cały dzień mam potwornie zły humor. Niewykluczone że dlatego, że chaos, z którego swego czasu wyłonił się wszechświat był niczym w porównaniu z dzisiejszym dniem, a mój szef to najgorzej zorganizowana osoba w owym wszechświecie, możliwe że nawet gorzej zorganizowana niż ja, ale to w sumie wszystko jedno. Faktem jest, że jak wylazłam wreszcie z roboty, natychmiast zapragnęłam sobie coś KUPIĆ.

Flaszka toniku do twarzy o pojemności 400 mililitrów jakoś nie zaspokoiła mnie wcale, a nawet wręcz przeciwnie, bo ciężka była jak piorun.

W dalszej nieuchronnej kolejności udałam się więc OCZYWIŚCIE do obuwniczego, gdzie wpadła mi w oko jedna przyjemna para (osoby, które mam na myśli proszę uprzejmie zwrócić uwagę na fakt, że wprowadzam w czyn wniosek racjonalizatorski), którą nawet przymierzyłam, NA BIAŁE FROTOWE SKARPETY, bo takie akurat znalazłam o poranku, a trampkom w leoparda było wszystko jedno.

Efekt był wstrząsający.

Jak ponury Kłapouchy poczłapałam do domu z ciężkim tonikiem w torebce. Kurde, już nawet butów kupić nie umiem, kiedy zachodzi taka POTRZEBA.

10 komentarzy »

O dobrych przyjaciołach

W środę operowali Yarę i od tego czasu koczujemy wszyscy na zmianę w jej pokoju, a ja mam najlepsze wyczucie ze wszystkich, bo zawsze załapię się na moment, w którym Helena albo zabiera się za gotowanie kolacji, albo idzie na zakupy żeby zrobić obiad.   Że o wszystkich czekoladkach, lodach i gumowych miśkach, które wszyscy masowo przynosimy, a potem po części sami pożeramy, nie wspomnę, z utęsknieniem czekam więc na czwartek, kiedy Yara wreszcie pójdzie do pracy, w przeciwnym wypadku grozi mi bowiem dramatyczne przytycie 10 kilo w 7 dni.

A piątek to w ogóle był najlepszy, zamiast czekolady Rosa przyniosła całą siatkę piwa, i wokół Yarowego łoża boleści urządziliśmy sobie mini botellón. To się nazywa dobrzy przyjaciele.

Osobiście pożyczyłam sobie od Yary drugą część trylogii Milennium i jestem trochę rozbita, bo pożyczone dzieło jest po hiszpańsku, podczas gdy przeczytana niedawno część pierwsza była po niemiecku. Nie widzę teraz innej możliwości niż zakupienie trzeciej części po polsku.

A w czwartek i piątek było prawdziwe lato, w związku z którym moja łiszlista na stronie COS powiększyła się ZNACZNIE i znowu zawisło nade mną widmo bankructwa.

W temacie ośmiu lat udaje mi się chwilowo nie myśleć i jest to bardzo przyjemne niemyślenie. Kto się chce założyć że nie wytrwam tak nawet tygodnia?

 Boni i Lukas ze słodyczami. Z balonika planujemy powdychać hel w późniejszym terminie.

Leave a comment »