Archive for Styczeń, 2012

O przeznaczeniu

No, dzisiejszego poranka to ja bardzo posmutniałam, jak po otwarciu ócz błękitu ujrzałam białe gówno na ulicy. Na dodatek wciąż lecące i osiadające. Fuj.

Po pracy natomiast uroczyście i ze wzruszeniem udałam się do Zary w celu nabyć wreszcie kozaki za kolano. Kozaki za kolano, jedyne w całym sklepie i w moim rozmiarze, odwiedzałam od dnia trzeciego stycznia co najmniej dwa razy w tygodniu, głaskałam czule przy każdych odwiedzinach i szeptałam w cholewkę, że jeśli zechcą na mnie poczekać, przyjdę po nie pod koniec miesiąca. Koniec miesiąca nadszedł, kozaki w międzyczasie przecenili jeszcze dwa razy, a one wciąż czekały, z bijącym sercem poszłam więc spełnić obietnicę.

Kozaków w stałym miejscu nie znalazłam.

Z przeszytym bólem sercem zaczęłam więc rozglądać się po innych półkach z butami, obejrzałam walające się wszędzie obuwnicze niedobitki, ani w połowie nie tak piękne jak MOJE KOZAKI, prawie się rozszlochałam i już miałam wychodzić, zdruzgotana, kiedy zobaczyłam JEDNEGO. Stał sobie samotnie pod górą sweterków, wyszarpnęłam go więc z na nowo rozbudzoną nadzieją i rozejrzałam się na ekspedientką.

Przez następne 10 minut, ekspedientka i ja, rozdzieliwszy się dla ułatwienia zadania, metodycznie metr po metrze niczym wyszkolona jednostka specjalna przeszukiwałyśmy cholerną Zarę. A kiedy za moimi plecami zabrzmiało triumfalne MAM!!!! prawie rzuciłam się zachwycającej dziewczynie na szyję.

Koniec historii i niech mi ktoś powie, że to nie przeznaczenie!

PS Jakby ktoś był ciekawy o jakich mówię, i mu się chciało, może zajrzeć sobie to tego posta Elin Kling (w której, na marginesie, też jestem poważnie zakochana). Kozaki są na przedostatnim zdjęciu, na Elin w parku.

14 komentarzy »

O sobocie doskonałej

Zdaje się że się starzeję. Taki oto wolny wniosek wyciągnęłam sobie z faktu, że nie chce mi się już pić piwa przez całą noc.

(Wolę pić dżin z tonikiem przez całą noc! W ogóle nie mam po nim kaca!)

Wczorajsza prawdziwa paella natomiast znowu w niczym nie przypominała tego żółciutkiego ryżu ze WSZYSTKIM, jaki do tej pory serwowano mi pod tą nazwą w różnych knajpach. Naprawdę, jakie kity się wciska gupim turystom, to ludzkie pojęcie przechodzi.

Od wczorajszego wieczora z kolei nie mogę wyjść ze zdumienia, zakupiłam sobie bowiem szminkę która nie znika (cha cha cha – myślałam), i ona naprawdę nie znika! O czwartej rano musiałam szorować usta płynem do demakijażu. W ogóle nie wiedziałam, że coś takiego jest możliwe. Jutro kupuję kolejną.

A w ogóle to takie soboty to ja proszę częściej.

4 komentarze »

O paelli

Wiecie co. Straszliwie nie lubię się tłumaczyć z tego jaka jestem. Mogę się tłumaczyć z tego co robię, jeśli komuś się mój jakiś postępek nie spodobał i mnie o tym poinformował. Wtedy zwykłam się nad zarzutem zastanowić i prosić o przebaczenie, nawet jeśli osobiście nie uważam czynu za jakiś przerażający, bo wiem, że różnych ludzi różne rzeczy mogą zaboleć, a sprawianie bólu raczej nie bywa moim celem. Oczekiwanie ode mnie natomiast, że będę się tłumaczyć z własnego charakteru, z własnego nastawienia do niektórych rzeczy, z własnych zainteresowań i priorytetów, przyprawia mnie wyłącznie o zacięcie się we wściekłym uporze. Szczególnie jeśli oczekiwanie wyrażone jest tonem oskarżającym i napastliwym.

Ale jako że nie wszystko jest zawsze czarno-białe, a szary od zawsze jest moim ulubionym kolorem, jest mi dość niewyraźnie ostatnio.

A jutro idę jeść paellę, podobno prawdziwą. (Choć bez królika.) Jestem dość podekscytowana, bo jak dotąd zawsze jadałam paellę nieprawdziwą.

3 komentarze »

O dziurze na kciuka

Nie wiem dlaczego, ale jak tak sobie leciałam dziś przez ten lasek w mojej nowej fantastycznej kurteczce do biegania z taką dziurą na kciuka (zdaje się, że kupiłam ją w ogóle JEDYNIE ze względu na tę dziurę, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że poszłam po kurtkę przeciwdeszczową, bo takiej właśnie potrzebuję, jak również długich portek, bo ile można niezależnie od pogody biegać w krótkich, a wróciłam z kurtką z dziurą?? Bynajmniej nie przeciwdeszczową.), to miałam idiotyczne wrażenie, że idzie ku lepszemu. Bardzo mnie to wrażenie skonfundowało, bo po pierwsze dość mi ostatnio ciężko na duszy i nie wygląda, żeby miało się to szybko zmienić, a po drugie to jest przecież STYCZEŃ. Zimno, ciemno i do domu daleko.

Poza tym obejrzałam całego Dextera i moje życie właśnie ostatecznie straciło sens.

(Ale przynajmniej Marie poleciała na miesiąc do Danii i z gołymi nogami przestanie latać!)

Leave a comment »

O końcu świata

Naprawdę, ten koniec świata to już chyba będzie, bo normalnie jedna katastrofa za drugą. Najpierw zamykają megavideo, a teraz rozstali się Heidi i Seal. I jak tu człowiekowi ma zostać jakaś opoka? Wzór do naśladowania? Dowód na istnienie PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI? No nie wiem, nie wiem.

Wiem natomiast, że zdecydowanie bardziej powinnam ufać własnemu pierwszemu wrażeniu. Jak ktoś mnie działa na nerwy od pierwszego wejrzenia, to nie ma wuja we wsi, skończy również działając mi na nerwy. Czasem prędzej, a czasem później, ale nieuchronnie jak koniec świata.

A czy jak zamiast zjeść kolację wleję sobie kieliszek szarego burgunda (swoją drogą ciekawe kto wpadł na pomysł nazwania białego wina szarym burgundem), to to już będzie ta alkoreksja?…

6 komentarzy »

O szokującej wiadomości

Wczoraj o mało co trupem nie padłam. O bardzo mało co. Jedna moja znajoma, były wykładowca, suflerka z naszej sztuki teatralnej oraz mój profesor od magisterki, ten złamas kutany, a do tego brzydki jak noc i cały w BRODAWKACH (nie wykluczam iż na moją percepcję rzutuje wyżej wyrażone zdanie o nim), SĄ PARĄ. Usłyszawszy tę nowinę, wytrzeszczyłam oczy, obejrzałam sobie komunikującą mi to reżyserkę Carmen, która akurat naprawiała u Yary maszynę do szycia (co polegało na nawleczeniu nitki), osunęłam się na kanapę jako ta lelija, zażądałam wody, wypiłam wodę, po czym zakrzyknęłam w dziwnym hiszpańsko – niemieckim języku POR DIOS IM HIMMEL!…

Takich wiadomości to się nie udziela TAK PO PROSTU! Ja to sobie wizualizję!!!! To jest zamach na zdrowie psychiczne słuchacza!

Sprawa mojej opony natomiast robi się poważna – zaczęła na mnie dobrze leżeć ołówkowa spódnica z koronki (co jest niepodważalnym dowodem na to, że urosła mi również dupa)! Nic tylko mi ta alkoreksja zostanie!…

4 komentarze »

Ogólnie o apokalipsie

Proszę Państwa, nastąpił więc koniec świata i apokalipsa, oraz pewnie przybył antychryst. Znaczy zamknęli megavideo i megaupload. Niech spoczywają w pokoju. I niech cieszą się ci, co obejrzeli do końca swoje ulubione seriale, bo ci co nie obejrzeli są w czarnej dupie, gdyż już raczej nie obejrzą. (Osobiście na razie zachowuję WZGLĘDNY SPOKÓJ, bo ostatni sezon Dextera posiadał odcinki na video bb i video zer, ale po pierwsze nie wiadomo, jak długo one tam będą, a po drugie, nie jestem pewna czy to były wszystkie odcinki. Możliwe więc że powinnam się dziś zabunkrować w domu i ciurkiem oglądać Dextera.)

A poza tym to słyszeliście o nowej formie odchudzania? Nazywa się alcorexia i polega na przyjmowaniu do wnętrza WYŁĄCZNIE kalorii z alkoholu. Fajnie, co nie, nie dość że chudniesz, to jeszcze od rana do wieczora chodzisz nabzdryngolona, same korzyści.

Jeśli chodzi natomiast o ten cały tajmlajn na fejsie, to nie podoba mi się wcale oraz zupełnie nie rozumiem tych dwóch kolumn. Ktoś wie, po co dwie kolumny?

7 komentarzy »