Archive for Grudzień, 2011

O sylwestrze i miękkich klepkach

Na wstępie mego listu chciałam z naciskiem powiedzieć, już od dłuższego czasu zresztą, że nie rozumiem, dlaczego WordPress do upojenia każe mi moderować komentarze niektórych osób, a innych nie, mimo że w ustawieniach mam jak byk, że moderować tylko pierwszy, a dalej już puszczać. Na pewno nie ma to związku z logowaniem z innych platform, a jeszcze mniej z moim osobistym zaufaniem do komentujących, denerwuje mnie za to niewymownie.

W dalszej części informuję, że w towarzystwie Viktorii Be jadę zaraz do Hamburga spędzić nudnego Sylwestra w towarzystwie naszej przyjaciółki Antje oraz licznych gejów. (Kolacja sylwestrowa odbędzie się bowiem w mieszakniu najlepszego przyjaciela Antje, geja właśnie, i jego kumpli. Też gejów.) Już się cieszyłam że będzie przynajmniej komu docenić nasze obuwie, ale nie, wczoraj Antje poinformowała esemesowo, że jej kumpel ma w mieszkaniu absolutnie wypasioną podłogę z miękkich klepek, po której ABSOLUTNIE nie wolno chodzić w obcasach. Jedynie w skarpetach. Miękkich.

Ale ja Sylwestrów i tak nie znoszę, więc udam że to wcale nie Sylwester i po krzyku.

3 komentarze »

Głównie o wodzie na herbatę

To wróciłam. Grubsza, jak przystało, o CO NAJMNIEJ 18 kilo, z nadżartą wątrobą (od razu pierwszego wieczoru czyli w piątek przy lepieniu pierogów zużyłyśmy sobie z siostrą półlitra cytrynóweczki domowej roboty, palce lizać!) wytarzana na łonie rodziny i cokolwiek niewyspana, gdyż wstałam dziś byłam o godzinie czwartej zero zero, a nie spałam już od wpół do trzeciej, gdyż gnębiły mnie nerwy na tle możliwych kataklizmów, jakie lubi napotykać mój powrotny lot. (Niepotrzebnie, kataklizmu nie było, jak widać.)

Jeśli chodzi zaś o rodzinę, to na pierwszy plan wysuwa mi się tym razem obserwacja następująca: NIGDY NIE MA DOŚĆ WODY W CZAJNIKU. Ile by się nie wlało, zawsze znajdzie się ktoś, kto też chce herbaty bądź kawy, i wody apiać nie starcza. Ale nie wiem, nie wykluczam, że to tylko moja rodzina tak ma.

A. Złota spódnica owszem, ale dalej nie mam zdjęcia.

 

PS Właśnie zauważyłam, że pierwszy post na tym blogasku jest o tym jak wróciłam ze świąt w domu TRZY LATA TEMU.

 

3 komentarze »

O beztrosce

Moja głupkowata beztroska bije wszechświatowe rekordy. Wczoraj przez trzy godziny oglądałam 52-minutowy ostatni odcinek czwartego sezonu Dextera, a oglądałam go przez trzy godziny z prostego powodu: nie chciał się ładować. I tak ładowałam sobie pięć minut, oglądałam czterdzieści sekund, ładowałam, oglądałam, ładowałam, oglądałam… I tak do drugiej w nocy. A rano do pracy, walizka niespakowana (mało tego – NIE BYŁO WALIZKI!!! Ale ja o tym nie wiedziałam, bo jeszcze nie zabrałam się za szukanie.), prezenty niekompletne, odzież do zabrania niewyprasowana, mieszkanie jak po wybuchu bomby atomowej… A ja furt oglądam Dextera. No, dzisiaj rano nie było mi specjalnie wesoło, jak jedną ręką z zamkniętymi oczami macałam ekspres do kawy w poszukiwaniu guzika, a drugą usiłowałam włożyć dżinsy, wszystko to po czterech i pół godzinach snu. I wyłącznie faktowi, że mój szef na mnie odrobinkę leci, nawet jak wyglądam odpowiednio do czterechipół godzin, zawdzięczam zezwolenie na opuszczenie miejsca pracy dwie godziny przed czasem, które to dwie godziny: pozwoliły mi dokupić prezentów, ułożyć szmaty do zabrania w zgrabny stosik, stwierdzić że chujtam, nie prasuję, w walizce i tak się pogniecie, a prawda, walizka, poszukać walizki, nie znaleźć walizki, zachować zimną krew, załatwić alternatywną walizkę, wziąć prysznic i udać się na malutkie pożegnanko u Viki.

Jeśli chodzi natomiast o Viki, to opowiedziała mi z grobową miną, jak koleżanka zostawiła u niej w biurze na DOSŁOWNIE DZIESIĘĆ MINUT swojego trzyletniego wnuka. Kiedy więc do Vikowego biura wkroczyła jej z całego serca (i z wzajemnością) znianawidzona szefowa, wnuk siedział na Viki krześle przy biurku, malował po plecach ważnych dokumentów, w komputerze z jutuba radośnie leciała śpiewająca świnia a Viki akurat wyszła była do kuchni po kubeczek dla małego gościa.

Atmosfery świątecznej na razie nie czuję.

Ale jakbym tu już przed sobotą nie zajrzała, to życzę Wam, żebyście się w te Święta dobrze bawili. Zupełnie obojętnie jak i z kim je spędzicie.

Comments (1) »

O walizce i dumaniu

Bardzo długo łudziłam się, że tego się jakoś uda uniknąć, nie wiem, cud się stanie na miarę stoliczku nakryj się, albo nie dożyję do kluczowej daty na przykład, naprawdę miałam nadzieję, że COŚ SIĘ STANIE i dłuuuuuuuugo odsuwałam myśl o wiszącym nade mną obrzydlistwie. Ale pomału nawet dla mnie staje się jasne, że nic z tego, guzik z pętelką, chała. Cudu nie będzie, BĘDĘ MUSIAŁA SPAKOWAĆ WALIZKĘ. I to wkrótce. Jutro, ściśle biorąc. A przedtem, co gorsza, zastanowić się, co do walizki włożyć i to uprać. (Nie znoszę pakować walizki, nie potrafię pakować walizki, zawsze to co wezmę do walizki pasuje do siebie jak pięść do kożucha, dlaczego nie ma samopakujących się walizek???)

Z okazji zbliżającego się czasu podsumowań natomiast tak sobie dumam i dumam nad tym, co właściwie musiałoby się stać, żebym zaczęła uważać mijający rok za chujowy. Bo ten obecnie mijający wydaje mi się mimo wszystko lepszy od poprzedniego, jak każdy przed nim z resztą, co w końcu jest moim standardowym życzeniem, dla mnie samej i dla innych. Więc nie wiem.

Ale to pewnie lepiej.

7 komentarzy »

O kacu i przemyśleniach (na kacu)

Myślę i myślę, aż mi to myślenie szkodzi. Nikt inny tylko Helena, przed którą nigdy nie ukrywałam słabości, której zdradzałam paranoje i lęki, która zawsze otrzymywała niewysłane do adresata rzewne mejle, mówiąca mi po czterdziestym siódmym piwie, że podziwia mnie za siłę, i za to, że jestem dla siebe ostateczną instancją i do wewnętrznego szczęścia nie potrzebuję się w nikim przeglądać.

Niby JA???

Tak mnie to poraziło, że wypiłam jeszcze trzydzieści piw (na KAŻDYM zdjęciu mam szklaneczkę w łapie, więc nie mogło być ich mniej) i miałam wczoraj takiego kaca, że robiąc sernik z ciemnym spodem na naszą osobistą Wigilię, do masy serowej wpadło mi całe, aczkolwiek już rozbite jajko. Jedną ręką trzymając się za głowę, wydłubywałam więc potem przez 10 minut skorupki z masy. Ale jako że opatrzność czuwa nad pijakami, sernik wyszedł mi znakomity, a kac przeszedł do wieczora i zasiadłam do owej Wigilii w najlepszym zdrowiu i w złotej spódnicy. (Którą jestem bezwzględnie zachwycona, z racji mikrego wzrostu sięga mi bowiem za kolano, jest cudownie rozkloszowana, migocze przy każdym ruchu i robi mi taką wąziutką talię, że wybaczam jej nawet robienie mi rozłożystego tyłka.)

Chociaż właściwie, jak tak teraz o tym myślę, to chyba całkiem mi ten kac jednak nie przeszedł był, bo jak inaczej wytłumaczyć łzy wzruszenia, które stanęły mi w oczach, kiedy Hans nie zapytał mnie, tak jak reszty, co chcę do picia, tylko bez pytania postawił przede mną kieliszek napełniony moim ukochanym trunkiem czyli chłodnym białym winem.

Moje najlepsze zdjęcie z piątkowej imprezy. Palec należał do Heleny.

Co mówiłam o szklaneczce w garści??

O, a to już wczoraj. Koktajl powitalny.

Hans z najnowszą zabaweczką Yary.

Na punkcie cekinów zwariowałyśmy wszystkie. Tu absolutnie obłędne obuwie Yary.

 

 

 

 

10 komentarzy »

O nowym celu w życiu

Zaczęłam oglądać nową Nikitę (bo Dexter niedługo zacznie mi wychodzić) i mam teraz nowy cel w życiu: CHCĘ ZOSTAĆ NIKITĄ! Natychmiast.

Ale póki co to dzisiaj krismes party i, mimo obfitości spódnic (a może z powodu), OCZYWIŚCIE nie wiem w co się ubrać.

3 komentarze »

O idiotycznych problemach

Złota spódnica przyszła i leży świetnie. (A dzwonek listonosza zastał mnie oczywiście pod prysznicem, klnąc więc rozgłośnie w ojczystym języku wylazłam umyta zaledwie połowicznie, zawinęłam się w szlafrok i otworzyłam ociekając wodą.) Niestety wymaga czarnej reszty, a ja owszem, eleganckie obuwie posiadam, i to w wielu kolorach, możliwe że nawet wszystkich, ale oprócz czarnego.

A w sklepach SAME KOZAKI.

Poza tym, przejęta zmianą kolorystyki własnej garderoby, zakupiłam sobie płyn do prania czarnego (lubię skompletowane rzeczy) i mam teraz PROBLEM ROKU: czarne sweterki pierzemy w płynie do sweterków czy w płynie do czarnego??? (Dobrze, że rok już się kończy.)

Moi siostrzeńcy z kolei na Gwiazdkę zażyczyli sobie koszulek bo Ciocia ty zawsze takie fajne koszulki przywozisz!!! I skąd ja im teraz wezmę w zimie koszulki???

Jestem FUCKED, mówię Wam.

2 komentarze »