O tym jak nie poleciałam

No powiedzcie gdzie tu sprawiedliwość dziejowa – jestem pewna że mnóstwo ludzi lata częściej niż ja, a jadnak wszelkie możliwe kataklizmy dotykają ZAWSZE MNIE. Jeszcze ten wulkan to rozumiem – porządny uczciwy wulkan, ziejący pyłem, rzecz jasna wulkanicznym, paraliżujący niebo nad całą Europą, i ja, musząca zdążyć na własny występ w teatrze, zalana łzami na lotnisku w Gdańsku, między jednym a drugim siąknięciem udzielająca wywiadu dla tefałen – to się nazywa rzetelna katastrofa, po odpracowaniu której powinno się mieć spokój na długi czas.

A tu nie.

Przez jedną głupią burzę, po której zresztą już za godzinę nie było nawet śladu, samolot podobno nie mógł lądować w Bydgoszczy, pokrążył godzinę (AKURAT!) nad lotniskiem, po czym, nie mogąc dłużej utrzymywać się w powietrzu (AKURAT!) zawrócił i wziął wylądował w Berlinie. A w Bydgoszczy zostali odłogiem pechowcy, którzy zamierzali nim wrócić do Niemiec. W tym ja, już rozpoczynająca w myślach śmiałą analizę socjologiczną czekających na lotniskach Polek i sformułowałam sobie akurat dwa pierwsze punkty, a mianowicie że a) z niezrozumiałych dla mnie powodów znakomita większość właśnie półtoragodzinny lot bardzo ŚREDNIO LUKSUSOWYM aeroplanem uznaje za doskonałą okazję do włożenia najwyższych szpilek, najkrótszych szortów, najbardziej ociekającej glamurem góry i najbardziej wyszukaniej koafiury oraz b) że ta sama większość idiotyczne wymagania obsługi, takie jak zdjęcie paska, lub, o zgrozo, butów, że nie wspomnę o egzekwowaniu wszędzie jasno i wyraźnie wyłuszczanych limitów bagażowych uważa za osobisty afront i powód do śmiertelnej obrazy, kiedy nie zdążyłam dojść już do punktu trzeciego, bo głośnik wychrypiał informację że mój lot został anulowany ze względu na niekorzystne warunki atmosferyczne.

Pandemonium po zeszłorocznym wulkanie było niczym w porównaniu z tym, które zapanowało pięć minut po owym komunikacie. Ludność biegała w kółko jak oszlała, głównie wyszarpując z torebek komórki i robiąc z nich natychmiastowy użytek oraz szarpiąc za poły nielicznych pracowników lotniska. Ja sama, pomna wulkanu, spróbowałam się nieco opanować i zastanowić, bo tym razem wprawdzie nie miałam występu w teatrze, oraz nie była to dziesiąta wieczorem, a trzynasta trzydzieści, ale jednak jakoś wrócić musiałam. Najpierw spróbowałam ustawić się w kolejce do informacji, co okazało się beznadziejne, gdyż duch przeszłości i minionego ustroju w narodzie nie zaginął i kolejka zamiast w tył, w szaleńczym tempie rozrastała się na boki, a ja tkwiłam wciąż w tym samym miejscu. Jakąś korzyść jednak z innego aspektu tego nieśmiertelnego ducha odniosłam, bo bardzo szybko dowiedziałam się, że przebukowanie bądź zwracanie kosztów lotu odbywa się na pierwszym piętrze. Tam było już nieco lepiej, do biura wchodziło się bowiem pojedynczo, a szaleństwo w oczach wszystkim już jakby trochę zbladło. Postałam sobie więc w tym ogonku ponad dwie godziny, pokonwersowałam ze współtowarzyszami niedoli, popracowałam umysłem, i kiedy nadeszła moja kolej, to już wchodząc do biura wiedziałam, że jeśli uprę się lecieć, to mogę, proszę bardzo, ale nie wcześniej niż czwartego września, oraz że w autokarze odjeżdżającym o 18.45 tego samego dnia jest jeszcze jedno, ostatnie wolne miejsce…

Reszta dnia, po wydostaniu się z ogonka i opuszczeniu lotniska, upłynęła mi miło i przyjemnie na dworcu pekaes, gdzie zajmowałam się głównie ściskaniem w garści biletu na autokar, oraz nerwowym poszczękiwaniem zębami, do innych zajęć bowiem jakoś nie byłam zdolna. I nie powiem, w pewnym momencie myśl o wybuchnięciu żałosnym płaczem wydała mi się nawet dość pociągająca.

Autokar przyjechał spóźniony o 45 minut, podczas których mało trupem nie padłam.

Dojechałam dzisiaj o trzynastej.

Advertisements

1 Response so far »

  1. 1

    K. said,

    i git, jestes w domu:-)
    gdzie pewnie leje i wieje, ale lozko juz wlasne.


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: