O parku i falaflu

Wczoraj było ciepło i miałam wolne, co stanowiło koincydencję wręcz niewiarygodną, dla uczczenia owego faktu postanowiłam więc udać się z Heleną do parku w celu pozbyć się odrobiny trupiej bladości z oblicza, nabytej podczas dwóch miesięcy nieprzerwanego deszczu. (No dobra, przesadzam, ale tylko trochę.) (Przy okazji odkryłam że za żadne skarby nie potrafię chodzić jak dama w długiej kiecce, chyba że owa ma wymiary bez mała namiotu, sadzę bowiem zbyt wielkie kroki. Do wyboru miałam więc albo dreptać drobnymi kroczkami jak japonki, albo chwycić kiecę w garść i poruszać się z normalną prędkością. Jasne jest, że wybrałam to drugie.)

W parku było bardzo przyjemnie, aczkolwiek dość obficie w mrówki, które chyba lubiły mój krem do opalania, bo strząsałam je z siebie w zdumiewających ilościach. Po parku poczułam się wściekle głodna, postanowiłam więc nabyć sobie falafel. Nieopatrznie weszłam do budki nowo otwartej, której właściciel: 1. poinformował mnie że jestem bardzo chuda i muszę dużo jeść, 2. napchał mi ten falafel tak, że zupełnie nie wiedziałam jak go ugryźć, 3. postawił przede mną pełen kieliszek ouzo z informacją że to od firmy, 4. podarował mi puszkę kokacoli, bo wyglądałam jakby mi się pić chciało, 5. policzył za to wszystko dwa euro pięćdziesiąt. Wcisnęłam mu do ręki trzy pięćdzisiąt, chlapnęłam to ouzo żeby mu nie robić przykrości i uciekłam zupełnie skołowana, przysięgając sobie nie wracać tam nigdy więcej.

No i tak to. W związku z opaleniem pleców, bluzka bez pleców zaczęla po mnie chodzić jeszcze intensywniej niż dotąd, a dzisiaj znowu pada.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: