O moralnym obowiązku

Czuję się w moralnym obowiązku sporządzić notkę, która NIE BĘDZIE TRAKTOWAŁA O BUTACH.

Jest to zadanie nad wyraz trudne. Żeby nie powiedzieć NIEMOŻLIWE. Żeby tak ANI SŁOWA O BUTACH??

Wczoraj pojechałyśmy sobie do Düsseldorfu, wchodzimy do pierwszego sklepu z butami, holenderskiej sieciówki o wdzięcznej nazwie Tango, obecnej również i u nas w mieście, wchodzimy mówię, a tam facet, który pracuje w naszym Tango. Normalnie przez krótką chwilę miałyśmy wrażenie, że nam się tylko ubrdało, że pojechałyśmy do Düsseldorfu, stanęłyśmy jak wryte, a Viki wrzasnęła ze zgrozą: A pan CO TUTAJ ROBI??? Przecież jesteśmy w Düsseldorfie?!?!

Potem przeszłyśmy się luksusową aleją z luksusowymi sklepami, przez tubylców zwaną KÖ, i faktycznie większość ludzi obecnych na owej wyglądała jakby robiła zakupy w tych wszystkich Szanelach i Guczich, co jednakowoż nie oznaczało, że owa większość wyglądała DOBRZE. Szczególnie zblazowani młodzieńcy o dość oczywistej orientacji seksualnej, a takich plątały się tam duże ilości.

Potem w jednej knajpie obejrzałyśmy Grąpri de Ełrowizjon (obejrzałyśmy to bardzo właściwe słowo – bo słychać nie było nic), spalone na solarium typy, którym z braku miejsca pozwoliłyśmy się do nas przysiąść, zapłaciły za nasze piwo, po czym zdążyłyśmy na przedostatni pociąg oraz zakupić w automacie słone krakersy na drogę, mimo że pociąg już piszczał oponami. (Tfu, oponami chyba nie. To czym tam piszczał? Resorami?)

(Apropo piwo – w Düsseldorfie jak się zamawia PIWO, to się dostaje automatycznie ciemnego Alta w małych szklaneczkach bez loga, który żywo przypomina z wyglądu herbatę, i po trzech takich Viki wyznała mi, że czuje się wstawiona – owo wrażenie przeszło jej jak ręką odjął, kiedy matematycznie uświadomiłam ją, iż z trzema piwami o pojemności 0,2 litra przyjęła do wnętrza niewiele ponad zawartość JEDNEJ PÓŁLITROWEJ BUTELKI. O siło sugestii.)

No i tak to. Fajnie było.

Advertisements

komentarzy 5 so far »

  1. 1

    dkt said,

    Pamiętam jak w zeszłym roku miałam niesamowite zejście, kiedy znaleźliśmy się ze znajomymi w chatce w górach. Nasza klitka była pokojem przejściowym, a do pokoju który znajdował się za naszym bezustannie wchodził mężczyzna, który z niego nie wychodził, ale ciągle wracał…Później okazało się, że mężczyzn jest dwóch – bliźniacy. A wychodzili ze swojego pokoju przez jakąś ukrytą klapę w podłodze.

  2. 2

    Mariposanegra said,

    Uh, to faktycznie. Można nabrać poważnych podejrzeń odnośnie utraty zmysłów!

  3. 3

    dkt said,

    Utrata zmysłów albo całkiem uzasadnione (no przecież!) podejrzenie o to, że ktoś tu posiada teleporter. Czasami mnie to dopada na uczelni, kiedy ktoś wychodzi dwa razy z tego samego pomieszczenia, a nie zauważyłam, żeby wracał.

  4. 4

    Mariposanegra said,

    Mnie by było łatwiej uwierzyć w utratę zmysłów niż w teleporter 🙂

  5. 5

    dkt said,

    Nie należy wątpić we własną percepcję (;


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: