Archive for Maj, 2011

No to lecę.

A wulkan znowu wybucha. (Czyż to nie PODEJRZANA perfidia losu?? Węszę spisek – TO NIE MOŻE BYĆ PRZYPADEK!)

Wyglądajcie mnie znowu zaryczanej i zasmarkanej w wiadomościach o uwięzionych na lotniskach.

Adeu!

Leave a comment »

O grzebieniu

Stoję sobie dziś w pracy, gawędzę z Viki wpadniętą z krótką wizytą, i coś mi przeraźliwie nie gra. Viki należy do osób, które zawsze wyglądają jakby właśnie wyszły z salonu piękności (że tak sobie wspomnę taki jeden raz, kiedy to nocowałam u niej po ciężkiej popijawie – kładłyśmy się obie na równej bani, obie nie zmyłyśmy makijażu i ja wyglądałam rano jak rasowa panda, tyle że przemielona przez maszynkę i z włosami wyleniałego koczkodana, a ona jaśniała różaną świeżością i nienaganną fryzurą) a tu jedno pasmo włosów nad czołem najwyraźniej w świecie ma TŁUSTE! Zdębiałam na ten widok nieco, ale z uprzejmości nic nie mówiłam, bo kto wie, może zaspała dziś skandalicznie, albo okulary miała zaparowane jak się rano w lustrze oglądała, albo może dzikie ekscesy uprawiala w przerwie obiadowej. Słuchałam więc dalej jak gdyby nigdy nic, ale oko mi najwyraźniej podświadomie zezowało w tę stronę, bo Viki owo zezowanie zauważyła. Zauważywszy, złapała się za tłusty kosmyk i rzekła melancholijnie, patrząc w dal: Znalazłam dziś w szufladzie biurka grzebień, i myślę sobie, uczeszę się. Wetknęłam grzebień we włosy, i czuję że coś opornie idzie. Wyciągam grzebień, patrzę do szuflady, a tam krem niezakręcony…   

Comments (1) »

O tym jak padłam ofiarą maszyny do kawy

Jeny, jak ja się dziś oparzyłam. Stałam sobie w pracy, opierając się nonszalancko ramieniem o maszynę do kawy, niepomna, że przed minutą ubijałam tą maszyną mleczko. Do bardzo, ale to bardzo wysokiej temperatury ubijałam. No i niechcący ramię mi się omsknęło i oparłam się o tą dyszę od mleczka…

No a potem to mój wrzask słychać było chyba w Montrealu (zagląda tu ktoś z Monrealu? To by potwierdził), a jeszcze potem Matthes przyklejał mi do ramienia kostki lodu zawinięte w chusteczki higieniczne. Taśmą klejącą. I wyglądam teraz jak ofiara tortur, a z oparzenia sączy mi się osocze. (Tak myślę że to osocze, bo gdyby to była krew, to podejrzewam, że byłaby czerwona.)

Jeśli chodzi o buty natomiast, to ostatnio zajmuję się głównie odsyłaniem tych zamówionych i NIE SPEŁNIAJĄCYCH OCZEKIWAŃ. Jak tak dalej pójdzę to przyjdzie mi spędzić całe lato w dziewięciocentymetrowych drewniakach.

Wam też tak miło i przyjemnie minął poniedziałek?

8 komentarzy »

O bardzo długiej sobotniej nocy

W piątek po południu Hans przyszedł do mnie do pracy, spożył resztkę dzierżonego w dłoni loda Cornetto, zapytał qué tal, w odpowiedzi usłyszał że bien, po czym poinformował mnie, że właśnie są rozbierane hale należące do jego instytutu, przy czym jedna z hal jeszcze stoi, ale jest już pusta, więc on i jego instytutowi koledzy mają taki pomysł, żeby urządzić w owej hali imprezę. Jutro.

Jutro czyli wczoraj o ósmej udałam się do Viki, która była punktem zbiórki,  od progu udzieliłam rundy modowych porad bo Viki (znowu) nie miała w co się ubrać oraz była gruba, potem wpadła Yara prosto z miasta i powiedziała, że przyjdzie później, i wreszcie mogłyśmy klapnąć z winem na balkonie. By dwa kieliszki później stwierdzić, że zniknął kot Kaziu. A jak dziesięć minut później dobił do nas Mauricio, Viki akurat była u góry u Yary sprawdzić czy Kaziu się tam aby nie znajduje, a ja starałam się równoczeście zaglądać do szafy i na szafę. U Yary kota nie było. Na szafie ani w szafie też nie. Z rozwianym włosem i obłędem w oczach nerwowo czołgałyśmy się pod łóżkiem oraz pod kanapą, zajrzałyśmy bez mała do garnków i do kartonu po nowych butach Viki. Bez rezultatu. Kiedy zaczynałyśmy już sobie wyobrażać straszną scenę wybiegającego na ulicę i przejeżdżanego przez samochód Kazia, do akcji włączył się Mauricio i natychmiast znalazł kocura za stojącym przy wejściu do piwnicy materacem. Który to fakt natychmiast wymógł nowego wina dla ukojenia nerwów. (Viki: –Widziałam wczoraj tego twojego kolegę… Jak mu tam? Husejna. Mauricio: –Husejna…? A, Mustafę!)

Na imprezę do hali udaliśmy się więc około godziny dwudziestej trzeciej, dotarłszy na miejsce prawie dostałam w łeb niezidentyfikowanym przedmiotem, pogoda była bowiem tak piękna, że większość imprezowiczów, już na dobrej bani, grała na zewnątrz w piłkę, której w ciemności nie było widać. Hans załatwił nam więcej wina i kieliszki. Yara spotkała swojego współlokatora z roku 2002. Viki obraziła się na organizatorów za niechęć do utworu Sweet child o mine. Mauricio chodził i utrzymywał że nazywa się Fabrizio i pochodzi z Salwadoru. Impreza nabierała rumieńców.

O wpół do trzeciej, zainterpelowany moim telefonem (o wpół do trzeciej) dobił do nas Kenny, po czym zmieniliśmy lokalizację. Wina już nie było, ale piwo owszem. Było już jasno gdy opuszczaliśmy lokal.

A drewniaki mam pod całkowitą kontrolą.

2 komentarze »

O przebudzeniu

Leżę se w łóżku, a budzik, ustawiony na radio, zaczyna podawać wiadomości dla kierowców. Na autostradzie numer taki i taki, pomiędzy miastem xyz i abc, na jezdni leży wielki karton. Na drodze krajowej bla, pomiędzy bla i bla, na jezdni leży wąż ogrodowy. Na drodze takiej i takiej, na wysokości miejscowości X, na jezdni leży błotnik. Prosimy zachować ostrożność w czasie jazdy.

(WĄŻ OGRODOWY????)

Zdębiałam.

Idę po kawę.

7 komentarzy »

O cenach niemieckich kolei

Nabyłam sobie wczoraj bilet na pociąg do Amsterdamu. Nabywszy, popadłam w szczytową euforię, za bilet zapłaciłam bowiem tam i z powrotem MNIEJ niż Viki w ubiegły weekend za bilet do Düsseldorfu. Przy czym, jak uprzejmie informuje Pan Gugiel, odległość do Amsterdamu wynosi 193 kilometry, do Düsseldorfu zaś 85. No i przede wszystkim – do Amsterdamu jadę przecież pociągiem ZA GRANICĘ!

Pomyślawszy to ostatnie, jakoś mi euforia sklęsła, uświadomiłam sobie bowiem, że to właśnie DLATEGO bilet był niedrogi.

Leave a comment »

Jestem panem duszy swojej

Najlepsza z dzisiejszego dnia była paczuszka z bluzą z myszą, powiem szczerze. Bluza z myszą rozjaśniła mi mroki dzisiejszego dnia.

Po czym urządziłam sobie Bardzo Spokojny Wieczór, podczas którego rozczarowała mnie CIĘŹKO Ally McBeal – myślałam że ten Robert Dałnej Dżunior będzie jej się dłużej opierał. A Mark wygląda na to, że jednak zerwie z kobietą z penisem. How przewidywalnie.

I w ogóle.

Dawno nie zaglądałam do horoskopu.

(Panny mogą czuć się rozkojarzone i rozproszone – AHA.)

Leave a comment »