O kacu, obżarstwie i niedzieli

(Uwaga, dziś wyjątkowo o kacu niemoim)

Dzisiejszy dzień zaczął się około 12.30 wielce energicznie, kiedy to Hans otworzył nam drzwi prawie wyrywając je z zawiasów i w charakterze powitania stanowczo zażądał, żebyśmy popatrzyły jak mu świetnie działa ROLL-ON NA WORKI POD OCZAMI.

Resztę dnia zajęło nam rozrywanie Mauricio, bo to on aktualnie wymaga rozrywania, przy czym Hans, po którym zdecydowanie kołatały się jeszcze resztki spożytego alkoholu (a który usiłował nam wmawiać, że wcale dużo nie wypił, a fakt, że nie pamięta czy złamał WIELKOPOSTNE POSTANOWIENIE NIESPOŻYWANIA KOLI, ani skąd wzięło mu się skaleczenie na palcu, to wynik nadwerężonej CIEŻKĄ PRACĄ słabszej pamięci i w ogóle przypadku), był w rozrywaniu stanowczo najlepszy. Do tego stopnia, że mniej więcej w połowie dnia Viki łamanym hiszpańskim średnio co trzy kwadranse wypowiadała magiczne zdanie KIM JESTEŚ I CO ZROBIŁEŚ Z HANSEM, a Helena, w hiszpańskim doskonałym, dodawała czym prędzej: Ale nic się nie martw i zostaw go tam gdzie jest. My wolimy tego Hansa.

A teraz jestem gruba, bo z empatii i solidarności skacowane poczułyśmy się również i my i w związku z powyższym musiałyśmy spożyć antykacowy tłusty posiłek. Oraz ciasto. I lody.

Serniczek.

Żeberka, Hans i Helena

To zdjęcie jest moim skromnym zdaniem BOSKIE.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: