Nie od deszczu mokre lecz od łez

To jest normalnie nienormalne żebym w ciągu tygodnia miała tyle życia towarzyskiego, ale to TYLE, że w piątek stać mnie jedynie na pozycję horyzontalną na kanapie. Tym razem nawet bez wina, wystawcie sobie.

I, co ZASTANAWIAJĄCE, za każdym razem musiałam czekać na osoby z którymi byłam umówiona. W środę – na wzmiankowane panie Be. Ja, porządna, sumienna (no dobra, przyjechałam autobusem, bo w tych butach NIE DA SIĘ długo chodzić) (Chociaż z drugiej strony, jak się nie da, jak się da, z powrotem wróciłam pieszo i DOSZŁAM, aczkolwiek znieczulenia alkoholem nie wykluczam) byłam na umówionym miejscu za pięć. Stoję, stoję, stoję, podziwiam własne szykownie obute stopy, które zaczynają jakby pobolewać… Nikogo. Ani jednej ani drugiej. Dziesięć po. Zaczęłam już myślec że ani chybi coś pokręciłam, nie doszły do mnie jakieś esemesy albo może porwali je kosmici i zaraz przyjdą również po mnie, kiedy nadciągnęła Viktoria. Zdyszana, prosto z biura, z Antje jeszcze nie ma????? na ustach. Antje przybyła DWADZIEŚCIA PO!

A w czwartek jeszcze lepiej – miałam randkę z Irlandczykiem, rozpaczliwy BAD HAIR DAY oraz peemesa, który mnie zmienił w rozmazaną płaczliwą dziunię. Na dworze lało jak z cebra CAŁY DZIEŃ, zamierzałam więc znowu pojechać komunikacją, wyszłam dość późno, stwierdziałam że nie pada i mogę jednak iść pieszo (buty miałam tym razem nieco niższe i o niebo wygodniejsze, aczkolwiek w ramach dygresji stwierdzam, że Irlandczyk do obcasów się nadaje, nie powiem), po czym znowu zaczęło LAĆ. Od przystanku byłam już mocno oddalona, nie pozostało mi więc nic innego jak iść dalej, parasol na szczęście miałam. Umówiona byłam piętnaście po, doszłam dwadzieścia po, rozejrzałam się z nadzieją, i nie ujrzałam NIKOGO. Ulice były jak wymarłe, obrzydły bruk migotał wesolutko w świetle latarni, przez wilgotne rajstopy na kończynach dolnych zaczynało mi się robić zimno, było dwadzieścia pięć po, deszcz lał, a ja byłam bliska wybuchnięcia tam rozpaczliwym płaczem, ciśnięcia parasolem o bruk i ucieczki z krzykiem poprzez deszcz. Kiedy już pisałam esemesa, że sobie poszłam i następnym razem niech spada na drzewo, przybiegł, cały w skowronkach i uśmiechach. Grrrrrrrrrr. Pożałowałam wtedy bardzo, że nie mam pod ręką jakiegoś szczura do rozszarpania.

W piątek było już ulgowo, umówiłam się z Viki na szybką kawę w kawiarni pod Viki biurem, o 15.30, przyszłam na wszelki wypadek pięć minut póżniej, pogadałam z kelnerami, spojrzałam na zegarek – 15.41. Myślę, HMMM. Dzwonię, odbiera. -Cześć, o której my byłyśmy umówione? JUŻ za piętnaście, czy dopiero o czwartej? -Eeeeeeee, o wpółdo…?

No i tak to.

A dziś znowu sobota, i jeśli się dziś z kimś umówię, to przysięgam że w ramach zemsty spóźnię się GODZINĘ!!!

Reklamy

Komentarze 4 so far »

  1. 1

    Chilli said,

    Przeczytałam Twój wpis i myślę, że moi znajomi, którzy tak jak Ty są punktualni muszą mnie nienawidzić, bo u mnie 30min spóźnienia to norma…. i powiem Ci że z tym nie bardzo da się walczyć 🙂

  2. 2

    Mariposanegra said,

    Hehe, jeśli norma, to jeszcze pół biedy, bierzesz poprawkę i już 🙂
    Moi znajomi są punktualni, powiedziałabym, że nawet bardziej niż ja, (w końcu tu są NIEMCY), a w tym tygodniu to była zwyczajna KARMA!

  3. 3

    frotka said,

    ja się notorycznie spóźniam
    wstyd mi z tego powodu za każdym razem, ale nie umiem się tego pozbyć
    choćbym cofała zegarek nawet o dwie godziny, to i tak się spóźnię o dziesięć minut
    i nie mam pojęcia z czego to wynika

  4. 4

    Mariposanegra said,

    Hej – ja też się spóźniam!!! Ale najwyżej 10 minut i nie zostawiłabym nikogo czekającego na mnie NA ULICY bez gupiego esemesa że będę kwadrans później.
    Co innego do kogoś do domu – jak mam być o ósmej, prawie zwsze jestem piętnaście po, bo zawsze mi się wydaje, że jak przyjdę punktualnie zastanę gospodarzy w kapciach, z rozwianym włosem i obłędem w oczach dokonujących ostatnich przygotowań 🙂


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: