Que nunca me gustaron las despedidas

A dzisiaj mamy pierwszy dzień lutego. (Luty krótki jest, prawda, zleci wokamgnieniu, a marzec to już PRAWIE wiosna!)

Sen miałam wczoraj, NAPRAWDĘ okropny, śnił mi się bowiem Robercik, który gdzieś odchodził. A ja ryczałam, wyłam i szlochałam, łzy roniąc krokodyle, i chciałam uwiesić się na jego rękawie, albo rąbku tiszerta i łkać, a on mnie odsuwał łagodnie acz stanowczo, tłumacząc że skoro jest teraz z TĄ TAM (w roli TEJ TAM wystąpiła dziewczyna Pablo, mojego pierwszego Czilijczyka z grupy anno domini 2005, którą znam tylko ze zdjęć), to mnie nie wypada się wieszać. (Na tiszercie) I obudziłam się cała przejęta tą rozpaczą, i rozbita byłam calutki dzień w drobny pył.

I teraz tak myślę, że to co się nie przydarzyło 30 stycznia, przyśniło mi się w nocy z 30 na 31.

I BARDZO DZIĘKUJĘ za nieoszczędzenie mi CHOCIAŻ tego uczucia. Chciałam powiedzieć że było RÓWNIE REALNE jak na jawie.

Reklamy

1 Response so far »

  1. 1

    Luiza said,

    Też miałam ciekawy sen. Może front przechodził?


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: