Archive for Luty, 2011

Poniedziałek, mać

Słuchajcie Wy no, nie ma ktoś dla mnie jakiego szczura do rozszarpania??? Albo innego niesympatycznego zwierzątka? (Bo ja wiem, PYTONA???)

Bo jak nie, to nie pozostanie mi nic innego jak kupić sobie flaszkę wysokoprocentowego alkoholu i zabunkrować się na kanapie, z tą flaszką i z mordem w duszy.

Dawno już poniedziałek nie był tak bardzo poniedziałkiem, jak dziś.

 

 

PS A, i posłucham sobie do tego w kółko i na okrągło Poznańskich dziewcząt Pidżamy Porno.

Leave a comment »

Taka miłość jest jedna

Po spożyciu zupki chińskiej o smaku krewetki nabrałam nieco wigoru i, z braku lepszych zajęć, włączyłam sobie Pidżamę Porno na Jutubie i zabrałam za rozchadzanie chabrowych szpilek, mam bowiem bardzo silne postanowienie przetańczyć w nich całą noc na urodzinowej imprezie Heleny. Impreza jest za miesiąc, mam więc trochę czasu, a uważam, że idzie mi już całkiem nieźle, gdyż udało mi się wytrzymać w nich dwie godziny NA STOJĄCO. A nawet PRASUJĄC. (Prawie jak Susan w najnowszym sezonie Desperate Hausewives, który to sezon na marginesie uważam za tak okropnie, tak przerażająco ZŁY, że średnio co dwie i pół minuty mam ochotę pirzgnąć kapciem w telewizor. Powstrzymuje mnie tylko wrodzone poczucie sprawiedliwości, oraz inteligencja i rozsądek – to przecież NIE WINA TELEWIZORA.)

(Wyszłam już z pierwszego etapu rozchadzania, który polega na solidnym zmoczeniu najgrubszej z posiadanych skarpet, włożeniu skarpety na kończynę, a na skarpetę rozciąganego obuwia i wytrzymaniu tak jak najdłuższej ilości czasu, najczęściej, szczególnie na początku,  z zaciśniętymi zębami i łzami w oczach. Metoda jest może nieco drastyczna, ale naprawdę skuteczna, wymaga również wytrwałości, ale ja w tej kwestii jestem zdolna do ponoszenia ofiar, bo moje obuwie kocham miłością bezgraniczną i bezwarunkową i kupuję w celu NOSIĆ. Drugi etap rozchadzania polega już tylko na regularnym noszeniu w domu na gołą stopę, nic takiego.)

Mam ochotę na metkę cebulową.

2 komentarze »

but the more I grow the less I know

Mam kaca i leje. A podobno jak się je tłuste na podkładkę to kaca nie ma, ahahahaha, niech ktoś mi tylko powie że nasza wczorajsza pizza nie była tłusta!

Wczoraj również, wraz z Heleną, szyłam sobie spódniczkę biedroneczki, którą zamierzam być w karnawale (biedroneczką, nie spódniczką). (No dobra, Helena szyła, ja jedynie wbijałam szpilki tam gdzie mi pokazała palcem, i fastrygowałam.) Przy okazji dowiedziałam się też, że wraz z ubraniem mam w najszerszym miejscu bioder 91 centymetrów, coś takiego, myślałam, że posiadając figurę 10-letniego chłopca nawet do 90 nie dochodzę. (Na marginesie, dacie wiarę, że przymierzyłam ostatnio białą dziecięcą koszulę na, UWAGA, METR TRZYDZIEŚCI CZTERY, i ta koszula była na mnie DOBRA???? Znaczy przykrótka była, oczywiście, i rękawy nie teges, ale MIMO WSZYSTKO!!!!!)

Po szyciu poszłam wreszcie na delikatne zakupy, bo mnie SSAŁO, czułam jak zbliża mi się migrena i globus, i zakupiłam skrzydła i czułki (dla biedroneczki) oraz infantylny tiszert z królikiem i możliwe że DOSKONAŁĄ spódnicę maxi (dla mnie). Zauważam niebezpieczną tendencję, że z wiekiem mam coraz większą słabość do infantylnych tiszertów.

No i tak to. Chyba się zajmę szwedzkim kryminałem, który mi idzie trochę jak krew z nosa, bo z innych opcji na dzisiaj, to posiadam jedynie wpadanie w doła.

Leave a comment »

your hair is soft like an Irish stream

Nie jest dobrze. Rzekłabym, uściślając, że jest całkiem fajnie, tylko trochę chujowo. Przewlokłam się przez ten dzisiejszy dzień pracy jak smutny Kłapouchy (lekko skacowany jednakowoż), powłócząc nogami i ledwo kontaktując, a wszystko dlatego że wczoraj miałam randkę. I wniosek mam taki, że sama nie wiem. Wgapiałam się wczoraj w tego Irlandczyka, równie intensywnie jak tępo, wzbudzając milion różnych podejrzeń oraz prowokując pytania typu: Czy ty mi chcesz coś powiedzieć…? Bo trochę dziwnie się czuję, jak się tak we mnie wpatrujesz. Odpowiadałam że nie, skądże znowu, mrugałam oczami coby gałki nawilżyć, i gapiłam się dalej, a w głowie miałam jedną myśl, a mianowicie że on wygląda tak cholernie irlandzko. I że oczy to ma tak jasnoniebieskie, że aż prawie przezroczyste. A jak po trzecim piwie zaczął naśladować akcent rybaków z Dublina, to już normalnie mówię Wam.

Nie, dobra, jednak mam jeden wniosek: on jest tak różny, tak inny ode mnie i innych egzemplarzy z mojego otoczenia, że z POTWORNĄ wyrazistością uderza mnie rozpoznanie do JAKIEGO STOPNIA  ja sama mam nierówno pod sufitem.

Niedobrze.

PS A wracając do pogody, to sześć stopni plus i mżawka, a jako że w naszym klimacie pogoda idzie zawsze z zachodu, niech żywi w stolicy Polszy nie tracą nadziei.

2 komentarze »

Your head will collapse if there’s nothing in it

Więc dziś minus dwa i ponuro. Znakomite okoliczności przyrody do wpadania w dół. Do tego ciągle jeszcze smarkam posępnie, śmierdzę eukaliptusem, oraz znaczę swój teren niezliczonymi ilościami zużytych chusteczek. Z rozpaczy, żeby całkiem nie mieć poczucia że NIC nie robię, wzięłam się wczoraj za prasowanie i wyprasowałam taką stertę, że szybko przestała mi się ona mieścić na półeczce pod deską do prasowania.

A wczoraj to jeszcze przyjechała z wizytą argentyńska imienniczka i myślałam że umrę ze śmiechu. Rozmawiałyśmy bowiem o bratanku imienniczki, dwudziestoczteroletnim, bo imienniczka to tak zwana pęknięta guma, jak sama przyznaje, i raczej zaskoczyła rodzinę swoim przybyciem, a cały wic polega na tym, że ten bratanek się właśnie zakochał. Według naszych wysublimowanych gustów dama jego serca wątpliwej jest urody, więc imienniczka, z żywej troski rzecz jasna, obficie i na każdym kroku daje wyraz niesmakowi, i oglądając zdjęcia z jakiegoś wesela, na którym gościł bratanek wraz z wybranką, spytała sucho wyżej wymienionego czy ta jego laska, jaśniejąca srebrną kiecką jak ta zorza polarna, to się może folią aluminiową na to wesele owinęła była. Bratanek się podobno okropnie obraził, ciekawe dlaczego.

Poza tym to STRASZNIE DAWNO sobie nic nie kupiłam i trochę mnie podgryza. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!

2 komentarze »

czasem człowiek musi, inaczej się udusi

Jako że podobno miałam wczoraj gorączkę (phi!), wieczór spędziłam gapiąc się na zmianę to w laptopa, to w telewizor. Albo śpiąc, ale to akurat dość mało interaktywne zajęcie było. W każym razie, skacząc przez kanały, zatrzymałam się na BIBEL TEFAŁ, w której akurat nie było nic o Biblii, tylko jeden facet śpiewał. Operowo. Śpiewał, stojąc po kolana w bujnej liściastej roślinności i słowo daje, że wyglądało to tak, jakby wlazł komuś do ogródka, ustawił się centralnie w grządce sałaty i ni z gruszki ni z pietruszki rozpoczął koncert. Surrealizm, że aż mię się szczęki żujące maślane ciasteczka zatrzymały!!

A dziś to sobie gorączki zwyczajnie nie zmierzę i finito.

A poza tym to uważam, i nie zawaham się tego powiedzieć, że pogoda zachowała się jak najgorsza ŚWINIA, udając najpierw wiosnę, mamiąc słoneczkiem i dwunastoma stopniami, żeby ze złośliwym chichotem przywalić potem znowu temperaturami MINUSOWYMI. Jestem ciężko obrażona, ZASMARKANA, i możliwe że nawet w doła sobie wpadnę. Chociaż to ostatnie, to może nie dzisiaj, bo mimo minus trzech słoneczko świeci.

5 komentarzy »

and baby, I’m crazy

Słuchajcie, mam poważną obawę że zwariowałam.

Bo tak: mam koszulkę z Myszką Miki, tak? I ta koszulka szara jest, z całą pewnością, bo szary to mój ulubiony kolor. A wczoraj wyciągam z szafy koszulkę, wkładam, i widzę jak byk, że koszulka jest BIAŁA. Białą też posiadam, czemu nie, ale biała jest z farfoclem na dole i wizerunkiem Myszki Minnie na froncie!!!

Spytałam wczoraj trzech osób czy one też widzą że koszulka z Mikim jest biała, oraz czy uważają za możliwe żeby tak wyblakła w praniu. Zgodne odpowiedzi brzmiały u wszystkich respondentów odpowiednio TAK i NIE. Więc nie wiem. Wychodzi mi, że ani chybi prześladuje mnie psychofan, chcący mnie wpędzić w obłęd, albo musiałam kiedyś bezwiednie kupić białą koszulkę z Myszką Miki, który to fakt absolutnie mi się w mózgu nie zarejestrował. Stawiam na psychofana.

2 komentarze »