Archive for Styczeń, 2011

Dziś 30 stycznia

Czyli dzień, w którym od lat przytrafia mi się coś obrzydliwego.

W związku z czym poszłam pobiegać. (Bo nie zgadzam się z teorią, że jak mam 32 lata, to MAM PRAWO mieć obwisłe cycki i ramię, oraz nie będę się MORDOWAĆ, aby proces ten opóźnić, bo dopadnie mnie on TAK CZY TAK, nadrobię za to OSOBOWOŚCIĄ, bo to WAŻNIEJSZE niż jędrny tyłek. Pff.)

Potem wróciłam, zjadłam mandarynkę i croissanta z serkiem białym i marmoladą truskawkową (jedyne połączenie, w którym toleruję marmoladę) i popadłam w głęboką acz posępną zadumę nad tym, co też się stanie w tym roku. I nawet mam już pewien pomysł, więc jakby co, to spięłam pośladki, zacisnęłam pięści i JESTEM PRZYGOTOWANA.

Chyba się dziś nabzdryngolę resztą czerwonego wina.

PS A Wy co sądzicie o 32 latach i obwisach? Znaczy, zapobiegać, czy też się nie opłaca? Bo mnie jakoś ten temat NURTUJE.

Reklamy

4 Komentarze »

Hello lovers

Mam dziś DOŁA, naprawdę GŁĘBOKIEGO, i odmówiłam kontaktów z otoczeniem.

Oznajmiam, że do szczęścia potrzebuję wyłącznie komputera z internetem (do zamawiania butów i czytania blogów), niewyczerpanej ilości kryminałów, niewyczerpanego zapasu piwa lub wina (a najlepiej piwa ORAZ wina, bo nie mogę się zdecydować co lubię bardziej) i wygodnej kanapy. A, i sera pleśniowego. Kontakty zgadzam się pielęgnować WYŁĄCZNIE z kurierem co przynosi buty. A reszta niech się buja i SPADA NA DRZEWO.

O, a dzisiaj kurier przyniósł mi te:

Nogi moje własne, w bonusie.

Myślicie że ja je kiedyś włożę…?

4 Komentarze »

If the phone don’t ring, you’ll know it’s me

Słuchajcie, ZADAŁAM SIĘ  z jednym Irlandczykiem i w efekcie musiałam wczoraj oglądać na Jutubie, przez 9 minut, jak jeden facet w kapeluszu prawie takim jak mój tylko z blaszanymi krążkami i paskudnym wdzianku z szamerunkiem wygina się jak w ataku epilepsji, trzęsie i DRGA, wszystko z gitarą w ręku (ale nie tylko, w końcowych spazmach miał ją na plecach). A musiałam dlatego że facet podobno jest, cytuję, najlepszym blusowym gitarzystą po Eriku Klaptonie, oraz KRÓLEM.

O drugiej w nocy musiałam oglądać.

Wniosek mam jeden. Irlandczycy też są DO NICZEGO.

A poza tym to jest piątek wieczór, plany mi się rypły, siedzę w szlafroku i z ładnie umytymi włosami, i albo pójdę spać, albo, w przypływie rozpaczy, NA SALSĘ. Z dwojga (trojga) złego, zdecydowałabym się już nawet na Irlandczyka, ale zajęty jest, bo przychodzi do niego kumpel SZKICOWAĆ.

Japierdole.

2 Komentarze »

Cuando menos piensas sale el sol

Mój nowy, zakupiony w Polsce w aptece (jestem wielką fanką polskich kremów aptecznych, przy każdych odwiedzinach zakupuję sobie ich WÓR), żel pod oczy pomaga wprawdzie na WORY pod oczami, (co do zmarszczek nie mam zdania, bo gnębi mnie ciągle jeszcze problem niewiedzy JAK bym się pomarszczyła, gdybym nic nie używała, a na zaproponowany mi tu swego czasu eksperyment z kremowaniem tylko jednego oka jakoś nie mogę się zdecydować), ale za to potwornie się KLEI.

Naprawdę, klei się TAK, że albo ja źle rozumiem określenie WOKÓŁ OCZU, albo jedyny bezpieczny sposób jego użycia to wklepywanie już w łóżku, natychmiastowe zamknięcie oczu, ułożenie się na wznak i UŚNIĘCIE. W przeciwnym wypadku, znaczy przy próbie otwarcia oczu, bądź choćby niewinnego mrugania, żel sklei Wam ze sobą górną i dolną partię górnej powieki i nie zamkniecie tych oczu już NIGDY W ŻYCIU.

My tu gadu gadu, a tu piątek.

Chyba pomału wychodzę z Robercika. Bo po wczorajszym złośliwym komentarzu NIE DAŁAM smajlis. Yeeeeeeeah.

Leave a comment »

Dzieńdobry, proszę mnie dobić.

Informuję uprzejmie, iż dziś JESTEM ZOMBIE. Nie spałam CAŁĄ NOC albo i więcej, worki pod oczami kończą mi się na wysokości kącików ust, natomiast jeśli chodzi o kolor, są sinoczarne. Te worki znaczy. A wszystko dlatego, że oczarowałam wczoraj mężczyznę tiszertem z Ramones (tym na dziesięcioletniego chłopca) i trochę nie wiem co z tym faktem począć.

Poza tym moje przytycie okazało się jakieś wybrakowane, bo dziś rano waga pokazała znowu minus te dwa kilo. Po dwóch dniach. Znaczy za dwa tygodnie, jeśli zechcę, będę ważyć 36, tak? No ja nie wiem.

Odebrałam wczoraj od szewca moje botki z frędzelkami i chyba będę je dziś tulić w objęciach cały dzień, tak się STĘSKNIŁAM.

4 Komentarze »

Motylem byłam

Słuchajcie, katastrofa.

POTWORNIE przytyłam podczas tego tygodnia na łonie rodziny, co stwierdziłam dziś rano przy pomocy po pierwsze spodni, które mi się werżnęły w żołądek, że mało co guzik nie odskoczył, a po drugie wagi elektronicznej, która pokazała całe DWA KILO więcej.

Po przerażonym pomruganiu gałkami ocznymi, doraźnie zwalczyłam problem biodrówkami.

Po czym z dreszczem rozkoszy zakupiłam warzywa, chudy twarożek z ziołami, chrupki chlebek oraz SAŁATĘ. Bo ja uwielbiam się odchudzać! Normalnie chyba se do zainteresowań na fejsbuniu dodam ODCHUDZANIE, najchętniej po przytyciu dwóch kilo. (Nigdy nie przytyłam więcej niż dwa.)

A poza tym to zamówiłam te chabrowe szpilki, bo DENERWOWAŁA MNIE otwarta w fajerfoksie od trzech chyba tygodni karta z owymi szpilkami. To w końcu wzięłam kliknęłam w dodaj do koszyka i zamknęłam kartę, bo przecież litości, komputer mi wolno chodzi, jak tyle kart pootwieranych.

No.

Byle do wiosny, hej!

3 Komentarze »

Wróciłam

Tęskniliście?

Pojechałam na nudny urlop do domu.

Odwiedziłam między innymi moją najdawniejszą przyjaciółkę i już powitanie zachwyciło mnie bez granic. Bo tak: Otworzył mi małżonek przyjaciółki, informując, że mam się nic nie martwić, bo on już wychodzi. Przyjaciółka rozmawiała przez telefon. Przerwała tylko na chwilę, aby powiedzieć mi, żebym nie zapinała jej dziecku niedopiętego papcia, za co zabierałam się już odruchowo, bo co tak będę bezczynnie siedzieć, a ubrała mu lepiej najpierw rajstopy, o, tam leżą.

A w piątek wybrałam się SPONTANICZNIE do stolicy i odwiedziłam Asło. Cztery i pół godziny pekaesem w jedną stronę, nic takiego. Wysiadłam na Dworcu Centralnym, wlazłam w podziemia i od razu na wstępie zgubiłam się szukając Złotych Tarasów (nie żebym jakoś szczególnie spragniona centrów handlowych była – zwyczajnie tam się umówiłyśmy), bo nie wiedzieć czemu uparłam się, że znajdują się na tej samej stronie Alei Jerozolimskich co dworzec, i konsekwentnie ignorowałam wszystkie schody wychodzące na Pałac. Zdecydowałam się dać im szansę dopiero po siedmiokrotnym odpracowaniu wszystkich innych. A potem Asło nakarmiła mnie mrożoną pizzą, zabrała na rodę, na której to rodzie kilka razy miałam oczy jak Asłowy kotek oraz obawę że jak nic zaraz też zarobię w ryja jakąś zabłąkaną stopą tudzież łokciem. A potem poszłyśmy na piwo, które było zimne i mokre i pyszne i wcale nie miałyśmy na drugi dzień kaca. A Aseł robi pyszną jajecznicę!

A jak wróciłam do domu, moja siostra krzyczała z czwartego piętra czy to aby na pewno ja, bo ona była pewna że mnie zamordowali albo co najmniej porwali. I skąd tu teraz na okup wziąć.

No i tak to.

A mentalnie, to powiedziałabym, że nabrałam tak zwanego dystansu do niektórych rzeczy i niektóre sobie przemyślałam.

A. Ja tęskniłam.

3 Komentarze »