Kaczka po pekińsku, czyli Viki wróciła

Z tej okazji spotkaliśmy się dziś o piętnastej godzinie „na kawę” i doprawdy nie wiem po co te eufemizmy, kawy nie pił bowiem nikt.

Ja Wam powiem, jak się jest taką Viki, otwartą, życzliwą, ufną, wierzącą w dobro w człowieku i ZAWSZE chętną do pogawędek osobą, to takie Chiny naprawdę nie są właściwym celem podróży. Chyba że ktoś ma dużo pieniędzy i zapłata rachunku w herbaciarni w wysokości 170 euro nie robi mu różnicy. To wtedy owszem.

Całe szczęście, że ja jestem nieufna, gburowata, z obcymi nie gadam, a spacerując sama po mieście mam taki wyraz twarzy, że nikt przy zdrowych zmysłach do mnie z własnej woli jamy ustnej by nie otworzył.  Ale mnie do Chin raczej nie ciągnie, więc zły charakter mi się marnuje.

A tak abstrahując od Chin i kompatybilnego z nimi charakteru, bo nie był to jedyny temat dzisiejszego popołudnia, to mam przemyślenie. Wywołane niewątpliwie nie będącymi kawą napojami, i brzmi ono jak następuje, a mianowicie że najgorzej jest BYĆ raczej inteligentnym i BYWAĆ przy tym potwornie głupim. Bo gdy się jest tylko zwyczajnie głupim, to się ze swojej głupoty nie zdaje sprawy, żyje w beztroskiej nieświadomości i nie ma idiotycznych dylematów. O.

Jak wyglądać głupio przy majsterkowaniu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: