A za tydzień o tej porze…

Jeśli nie wydarzy się żadna katastrofa, za tydzień o tej porze będę wylądowana w Barcelonie.

Ale jako że uczucia dotyczące tej drobnej wycieczki zmieniam częściej niż za przeproszeniem majtki, wielce jest prawdopodobnym, że katastrofa się wydarzy. Potencjał już teraz istnieje spory.

Joan, którego uwielbiam nad życie i który ma być moim gospodarzem w Mieście Cudów, a którego roztargnienia jestem przy tym uwielbieniu doskonale świadoma, nie odpowiada na wysłaną przeze mnie wczoraj wiadomość z delikatnym przypomnieniem, że to już tylko tydzień.

Linie lotnicze Ryanair wysyłają przypomnienie z kolei mnie, że ląduję dwudziestego piątego o godzinie 16.55 na lotnisku Barcelona El Prat. Yyyyyyyy, czy to aby na pewno to lotnisko, które mam na myśli i z którego wiem jak się dostać do miasta…? Czy też może usiądziemy bez mała w kartoflisku, wszyscy pasażerowie się zmyją, odebrani przez stęsknionych oczekujących, a ja zostanę jak ten kołek w płocie i ostatnia wybrakowana ofiara losu? (A tak na marginesie, ja tylko dwa razy w moim podróżniczym życiu zostałam na lotnisku odebrana – w pozostałych przypadkach ze spuszczoną głową ciągnę walizkę przez tłum oczekujących myśląc dobra, to gdzie mój autobus…?)

Siedzę teraz i próbuję przewidzieć możliwe kataklizmy, w celu przygotowania się na owe zawczasu, rzecz jasna. Trzymajcie kciuki żeby starczyło mi kreatywności.

… i żeby Joan odpisał że oczywiście, pamięta, bo jak nie, to o rany boskie!!!!!!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: