Łeb pod kołdrę

Zdecydowanie powinnam zabrać się za pracę magisterską, bo inna moja pisarska działalność przynosi wstrząsające efekty.

Wzięłam się dziś za pisanie mejla. Jak za starych dobrych czasów, do gówniarza. CO?, powiecie. Ano tak, jako że miękka ze mnie buła i czas jakiś temu zaczęłam odbierać jego głupie telefony, rzeczony uznał ani chybi, że okidoki, wszystko zapomniane, wybaczone, jest git, znowu jesteśmy przyjaciółmi! A chała. Przemyślawszy więc sprawę gruntownie, doszedłszy do wniosku, że nic mi te jego idiotyczne telefony nie dają, nic a nic, że nie interesuje mnie jego kariera i gdzie następna konferencja, że ja sama też nie mam mu nic do powiedzenia, bo co ja mu powiem, jak on przecież nic o mnie nie wie, a powierzchowne dupymaryny już mi się skończyły? No owszem, miałam szczery zamiar pozostania z nim w luźnej znajomości na zasadzie pitu pitu, ale teraz widzę że nic z tego, nie zdzierżę. To stwierdziłam, że wezmę i napiszę mu w prostych żołnierskich słowach żeby do mnie lepiej już nie dzwonił, bo mnie taki rodzaj z nim kontaktów nie interesuje. Prosto, od serca, przyjaźnie i na temat. W odpowiedzi przeczytałam, że właśnie chciał do mnie pisać z pytaniem o moje nadwerężone zdrowie, zatroskany taki, ale teraz widzi że nie ma potrzeby i żebym się dobrze bawiła w Barcelonie u Joana, bo z nim z pewnością rozmawiam codziennie. Łatdefak????? Czyżbym nie zwróciła uwagi i napisała po chińsku, czy też on naprawdę do tego stopnia nic nie chwyta?!? Idiotę z siebie robi może, jak to ma w zwyczaju? Szlag mnie trafił od razu jasny i ognisty i od tamtego czasu napisałam już dwa kolejne. Mejle. Ziejąc żądzą zemsty i nie starając się ani o prostotę, ani tym bardziej o przyjacielskość. I kurde, mój pierwotny cel osiągnęłam jak w pysk dał.

Dwa dni temu natomiast napisałam przyjacielską wiadomość do Robercika, z bijącym sercem czekając na odpowiedź ca-łe-dwa-dni odsądziłam go od czci i wiary, poczułam się jak debilka, że w ogóle do niego pisałam, poczułam się jak debilka ogólnie, po czym, przed chwilą, dostałam od niego miłą, acz krótką odpowiedź, że sorry że tak krótko, ale w domu jest, bo przedwczoraj właśnie zmarła jego wiekowa babcia.

I wtedy dopiero poczułam się naprawdę jak debilka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: