O butach będzie

W czasach wcześniejszej i późniejszej młodości posiadałam po parze butów zimowych i letnich oraz dodatkowo jakieś dwie pary butów tak zwanych przejściowych. I tyle. Buty owe musiały być uniwersalne, neutralne, miały bowiem za zadanie pasować do wszystkiego, a szczególnie do płaszcza / kurtki, oraz wyglądać dobrze zarówno do spodni jak i do spódnicy. Długiej, krótkiej, wąskiej, szerokiej. Znacie to? O zakład idę, że znacie.

Pcha mi się ostatnio natrętnie w uszy, oczy i umysł opinia, że Polaków można poznać po butach – zawsze są zniszczone, przydeptane, niezbyt zadbane, często zwyczajnie brudne. A ja się pytam, bo nad opinią byłam uprzejma się głęboko zadumać – jak mają być inne, jeśli jedną, góra dwie pary eksploatuje się dzień w dzień, przy każdej pogodzie, nierzadko po kilka intensywnych godzin?

Nie wiem czy ma to związek ze względnym polepszeniem mojej sytuacji materialnej, w porównaniu do czasów powiedzmy liceum czy wczesnych studiów, pewnie tak, ale ja, widzę to wyraźnie, mój stosunek do butów radykalnie zmieniłam. Trochę to trwało, pewnie. Ale. Buty zaczęłam kupować droższe niż resztę garderoby. Polowanie na szmatki po trzy euro nadal należy do moich ulubionych czynności, bo przecenione sztuki znaleźć można w kącie każdego sklepu, o, dziś na ten przykład zakupiłam absolutnie piękną ciemnoszarą sukienkę do kostek za piątaka, ale w temacie butów jestem nieugięta. I nie mówię to o Blahnikach czy innych Dżimich Czu, osobiście marka jest mi doskonale obojętna – ważne jest jedynie żeby były skórzane, z w miarę solidną i niekoniecznie cienką jak papier podeszwą, a poza tym myślę zawsze długo i głęboko do czego będę je zakładać, oraz czy będą mi się podobały również w przyszłym roku. No i dbam o nie z zapałem i oddaniem – przecież to moja krwawica! Posiadam więc spreje do pielęgnacji skóry gładkiej, nubuku, sprej czyszczący do zamszu, sprej odświeżający kolor do zamszu czarnego, emulsję polerującą, pastę do skóry czarnej, czerwonej, oraz pastę bezbarwną. Szczoteczki do zamszu i gąbeczki do gładkiej.  ŚWIR. Kolekcję zaczęłam rzecz jasna od egzemplarzy neutralnych i uniwersalnych, i posiadając taką bazę, mogłam pozwolić sobie na coś bardziej ekstrawaganckiego, w kolorze lub fasonie, bo nie musiało mi to już pasować do WSZYSTKIEGO. I mówię Wam, mając do dyspozycji kilka par kozaków, botków i sznurowańców, wcale NIE nabytych w jednym sezonie, dużo trudniej jest paradować w obuwiu znoszonym, zdeptanym i zaniedbanym.

No. To tyle.

Ale co ja tam wiem, tak tylko sobie bazgram.

Aż mam ochotę się zerwać i wypolerować noszone dziś sznurowańce żywcem wyjęte z Gangu Olsena.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: