Me suena el run run de mi corazón

Z ręką na sercu, ja sobie wcale nic nie wyobrażam. Wiem, że nasza historia, ups, pardon, nie historia, dla niego to nie była historia, sam to powiedział, więc nasze niewiemco nie będzie miało dalszego ciągu. Ale wiem też, że dopóki on mi nie powie, hm nena, dajsejużspokój, lub też odwrotnie, dopóki będzie mówił zawsze się strasznie cieszę mogąc cię czytać, to ja będę do niego pisać. Możliwe że z czasem coraz rzadziej. Możliwe że kiedyś wypełnię po nim pustkę. Ale na razie nie mogę przestać myśleć, że nigdy wcześniej nie spotkałam faceta, który tak by rozumiał kobiety. Faceta, który sam o sobie mówi, że jest ulubieńcem własnej matki, bo jako jedyny z trzech chłopaków w domu, naprawdę ją rozumie.

I ja naprawdę nie ściemniam, jak mówię, że najbardziej ze wszystkiego cieszę się na to miasto, na to przecudne miasto, la ciudad de los prodigios, la ciudad con mar,  które literacko znam jak własną kieszeń, bo całą sobą brałam udział w seminarium pod tytułem Literatura miejska: Barcelona, bo z kryminałów Vazqueza Montalbana, których ONA jest główną bohaterką zdawałam jeden z egzaminów magisterskich i zdałam go na lepiej niż bardzo dobry, bo zwyczajnie bąbelkowałam w trakcie całego magla, czego nie dało się nie zauważyć, bo śledziłam perypetie sympatycznego kosmity o imieniu Gurb który się w powieści Eduardo Mendozy właśnie TAM zagubił, bo płakałam nad losem Oskara i Mariny, którzy na JEJ ulicach przeżywali swoją niemożliwą miłość. I bąbelki wyłażą mi nosem i uszami na myśl że BĘDĘ TAM całe trzy dni i po połowie dnia czwartego i piątego. Ale mimo to jeden malutki dodatkowy bąbelek idzie na poczet zdania Oczywiście, że się zobaczymy jak tu będziesz! I mimo to wiem, że będę rozczarowana, a ONA na chwilę straci swój czar, jak coś w tej kwestii pójdzie niezgodnie z moimi oczekiwaniami.

Ale o tym pomyślę później. Został jeszcze miesiąc.

Powyobrażam sobie jeszcze jego twarz, jak komentuje moje bąbelkowanie tkliwym i lakonicznym Spinner*.


*Spinner to po niemiecku ni mniej ni więcej zwyczajna wariatka. On zawsze używał jej w formie męskiej, kto wie, może nie zauważył, żem żeńskiej płci.

Reklamy

Komentarze 4 so far »

  1. 1

    aselniczka said,

    Maluca. Tak mówi(ą) o mnie :]

  2. 2

    Mariposanegra said,

    Hehehe, Maluca to znaczy tyle co „niedobra”, prawda? Ja tam też wolę określenia w języku hiszpańskim, ale jakoś tak wyszło że z nim od początku rozmawiałam prawie wyłącznie po niemiecku. Ech, Asiole, lepiej Ci odrobinę???

  3. 3

    aselniczka said,

    Hmmm, chyba wariatka, malandra to „niedobra”. Malandragem – podstęp. Jeszcze jest wariat(ka) – doido/-a.
    W tym tygodniu może się rozstrzygnie pare spraw.. W łykend przeżylam reset. Niestetość, nie do końca tak, jak chciałam. Zamiast się urżnąć dostałam spazmów :/

  4. 4

    Mariposanegra said,

    Ujujuj, niech się wszystko rozstrzyga na dobre! A urżnięcie też na pewno sie wkrótce znowu uda 🙂


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: