Lágrimas sobre el teclado: mode on

Imię gówniarza miało się nie pojawiać na tym blogasku już nigdy więcej, ale co ja Wam poradzę, pojawi się.

Wczoraj po południu wywlokłam ze skrzynki pocztowej doszczętnie zabazgraną kartkę z Ibizy (!), po czym zalałam się rzewnymi łzami. Nie od razu. Najpierw na kartkę rzuciłam okiem, pogardliwie i tylko jednym. Weszłam na drugie piętro, odstawiłam to co trzymałam w rękach, a było tego sporo, i rzuciłam drugim okiem. Kartka nie była zdawkowa. Była serdeczna. I nosiła wyraźne ślady refleksji autora, oraz dość wzruszającej próby sprostania idiotycznym wymaganiom, jakie byłam uprzejma wyrazić w moim ostatnim mejlu z dnia pierwszego września. Nie myśląć nic, czując za to narastające osłupienie i otępienie, poszłam pod prysznic, a w mojej głowie rozwijał się barwny film. Starring happyendy z brazylijskiej telenoweli oraz naiwne myślenie fatalistyczno-przeznaczeniowe. Po wyjściu spod prysznica film był już takim wyciskaczem łez, że w żaden sposób nie mogłam powstrzymać własnych. Popłynęły w absolutnie niedogodnym momencie nakładania mazideł na oblicze, rzęsiste, długo wyczekiwane, rwące tamy.

Osuszyłam oczy. Domalowałam się do końca. Wrzuciłam jakieś odzienie na grzbiet. Poszłam na zebranie. Powiedziałam Stefkowi, że co? A nie, wszystko dobrze. Serio, dobrze się czuję. Napisałam esemesa do Viki, z którą i tak byłam umówiona i poszłam odebrać ją do fryzjera, gdzie siedziała melancholijnie z folią aluminiową na głowie i okrzykiem To ty? Nie widzę cię bo nie mam okularów! na ustach. Powlokłam się za Viki do domu.

Poszło na to półtorej butelki wyśmienitego białego wina reńskiego, prawie cała paczka papierosów, pół paczki paluszków sezamowych oraz jeden twarożek wiejski, aspiryna C wypita profilaktycznie wczoraj i tabletka paracetamolu łyknięta doraźnie dzisiaj, ale już mi dobrze. Viki użyła całej posiadanej ćwierci swojego włoskiego pochodzenia i ciekawa jestem czy ma dziś zakwasy w ramionach, od machania, ale ważne jest, że oprócz machania artykułowała też dźwięki i te dźwięki, całkiem sensowne, bardzo zapadły mi w serce i umysł.

A potem wywlokłam ze skrzynki kolejną kartkę. Z Amsterdamu.

Nie, dziś już się nie będę upijać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: