get the look!

Jako że w nadchodzącym sezonie zapragnęłam lansować się w nowym luku na dandysa, oraz pomału zaczęły mi marznąć stopy, skarpet i rajstop bowiem organicznie nie znoszę, a noszę tylko jeśli absolutnie nie da się tego uniknąć, udałam się wczoraj do miasta w celu nabycia obuwia jesiennego. Wyobrażenie o owym obuwiu miałam dosyć precyzyjne, co rzecz jasna nie ułatwiało sprawy, ale zdecydowana byłam granitowo z pustymi rękami nie wracać. W ulubionej hiszpańskiej sieciówce na Z podobało mi się absolutnie WSZYSTKO, co nadawało się do obuwania stóp, natychmiast dostałam oczopląsu i spróbowałam przekonać siebie samą, że może jednak czternastocentymetrowe obcasy nie są wcale tak niepraktyczne, oraz że to nic nie szkodzi, że zamszowe sznurowańce na słoninie ważą na oko po trzy kilo każdy i każde uniesienie stopy grozi zakwasami następnego dnia.

Po czterech rundach przez wszystkie piętra uznałam że dość tego i czas powrócić do rzeczywistości i do pierwotnego wyobrażenia o poszukiwanym obuwiu. Porno-szpilki na platformie, lub botko-drewniaki kupię sobie ewentualnie innym razem.

W kolejnym sklepie już na wejściu piknęło mi w środku, bo moje sokole oko ujrzało obuwie moich snów. Dokładnie, absolutnie idealne! Z bijącym sercem zbliżyłam się do półki, ujrzałam upragniony rozmiar 36, potem cenę, przełknęłam z letkim wysiłkiem, powiedziałam sobie, że nie można mieć wszystkiego i najwyżej piękny miesiąc wrzesień przeżyję na herbacie i chrupkim chlebku, i poprosiłam drugiego do przymiarki. Były doskonałe, bez dwóch zdań. Z kartonem pod pachą popędziłam do domu, komponując w myślach resztę stroju, nowe ślicznotki zamierzałam wyprowadzić na spacer od razu, a czasu na przebranie się miałam niewiele. W domu przebierałam się i fryzowałam z telefonem przy uchu, wszyscy akturat tę chwilę byli uprzejmi sobie wybrać na pogawędkę ze mną, ale mimo to wyrobiłam się na czas, marynarka pasowała mi do spodni a spodnie do butów, radośnie wybiegłam więc z domu. Po drodze kontynuowałam telefoniczne podawędki, również wielce radosne, lekki ból w piętach zarejestrowałam więc niejako mimochodem. Gdy wstałam po dwóch godzinach siedzenia, nieszczęście było już faktem – pięty bolały mnie jak szatany a każdy krok był łagodną torturą. Po kolejnych dwóch godzinach naprzemiennego siedzenia i chodzenia tortura była już mordercza. Do domu wróciłam lekko kulejąc, a po zdjęciu tortury ujrzałam dwie wielkie ziejące czerwone dziury w miejscu pięt i musiałam przyznać, że włożenie nowego obuwia, nawet miękkiego i skórzanego, pierwszy raz na gołe stopy, okazało się dużym błędem.

Po czym poleciałam sprawdzić prognozę pogody. Uff. Dam radę w japonkach przez następnych kilka dni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: