Archive for Sierpień, 2010

Ay ay ay ayayayayay

Mam kaca jak rzadko. I prawdę mówiąc, wcale się nie dziwię.

I myślę tak sobie powolutku, na piechotę, spacerkiem. Myślę, że znalazłam się dziś rano we własnym łóżku tylko dlatego że mój pociąg nie jechał już dalej, w przeciwnym wypadku obudziłabym się jak w pysk strzelił w Amsterdamie albo w Brukseli. Albo w Paryżu. Myślę, że cholernie trudno jest udawać trzeźwą, jeśli w rzeczywistości jest się gruntownie zabalsamowaną. Ale mimo wszystko łatwiej, jeśli się poczuwa do odpowiedzialności za jednostkę jeszcze bardziej zabalsamowaną, idącą bez butów i bezustannie gubiącą owe, ledwo trzymającą się na nogach i do tego rzewnie płaczącą.

Myślę też, że zazdrość to bardzo brzydkie uczucie, bardzo destrukcyjne, i że bardzo ciężko się z nim walczy. I że bardzo ciężko jest zrozumieć drugiego człowieka, szczególnie jeśli ten człowiek jest przeciwnej płci. I że bardzo łatwo jest interpretować, z czystej ostrożności na własną niekorzyść, i reagować przyjmując interpretację za pewnik, prowokować tym samym kolejne reakcje i tak się w tym gruntownie zaplątać, że już samemu się nie wie, co się właściwie myśli a co się myśli że to drugie myśli że się myśli.

I myślę, że się tak bardzo, tak bardzo bardzo staram żeby to było proste i nieskomplikowane, żeby naprawdę chodziło tylko o to jedno i o nic więcej, i żeby nic nie czuć i nic nie chcieć i niczego nie oczekiwać i nie doznawać rozczarowań, żeby błyszczeć zawsze yntelygentnym humorem i bąbelkować jak perlisty szampan, żeby być też cool i locker vom Hocker, żeby nie rozpamiętywać i nie bujać w obłokach, i się nie roztkliwiać, być na luzie i zrelaksowana, i…. uff.

Niech ten kac już minie.

Reklamy

Leave a comment »

Jestem pewna

że gówniarz posiada jakiś tajemniczy radar, który mówi mu Eoeoeoeoeoeoeo! Zapomina cię! Nie myśli o tobie! Eoeoeoeoeoeoeoeo!

W ubiegłą niedzielę rzeczony radar najwyraźniej mu się odezwał był.

Trzymałam słuchawkę w garści, wpatrywałam się w wyświetlacz i dałam przebrzmieć czterem sygnałom. Potem nacisnęłam na zielony.

Wielkim było moje zaskoczenie, do jakiego stopnia można NIC nie czuć, gdy jeszcze tak niedawno czuło się tyle rzeczy.

Klin klinem? Nieeeeee.

Jestem wyleczona.

2 Komentarze »

Słoneczko nasze, rozchmurz pyska

Na chwilę wróciło lato i życie zrobiło się jakby znacznie bardziej znośne. W piątek wyraziłam zdecydowaną chęć odwiedzenia basenu odkrytego, a Robercik, ku mojemu zdziwieniu, wyraził chęć towarzyszenia mi. Potem cztery razy przesunął godzinę wyjścia, uporczywie ignorując moje propozycje spotkania się na miejscu, złośliwie rozumiał mnie źle, spóźnił się na autobus i w efekcie na łączce legliśmy około godziny czternastej. A ja natychmiast przestałam się dziwić, bo na pytanie czy ma książkę do czytania odpowiedział że owszem, i oprócz tego empetrójkę, coby nie musieć mnie słuchać. Miło i przyjemnie doleżeliśmy tak do godziny siedemnastej, wymieniając od czasu do czasu kąśliwe uwagi, aż Robercik zaproponował rundkę po obecnym w mieście wesołym miasteczku. Zdziwienie powróciło, ale nie okazałam, istniała bowiem możliwość, że będzie spacerował ze słuchawkami w uszach, książką w garści i mną na ogonie. Ale nie. Do wesołego miasteczka dotarliśmy z flaszkami piwa w dłoni, które to piwo, po całym dniu poszczenia w palącym słońcu, wywarło na nas piorunujący efekt i o godzinie dwudziestej byliśmy najzwyczajniej w świecie lekko wstawieni. Łaskawie wyraziłam zgodę na zakup na spółe porcji frytek z keczupem i mejonezem oraz kiełbaski w bułce, mimo że nie lubię bułki, i straszliwie rozczulił mnie fakt, że po zjedzeniu wystającej części i oddaniem mu reszty w bułce, on odrywał bułkę i dawał mi do ugryzienia bez bułki. Co to alkohol robi z człowiekiem. Wieczorem spotkaliśmy się w większym gronie na koktajle i rozczulenie przeszło mi jak ręką odjął, mimo że poziom alkoholu raczej się podniósł był.

Następnego dnia czyli dziś, nie bardzo rano, dostałam od Viki wiadomość pod tytułem amor, daj znać jak się obudzisz. Godzinę później stałam na ulicy z leżakiem pod pachą, a Viki, gdy wreszcie nadjechała, nie zauważyła mnie wcale, mignęła tylko twarzą włoskiej mafii, a ja leciałam za nią, ciągle z tym leżakiem, wystukując równocześnie jej numer na komórce. W drodze nad jezioro zgubiłyśmy się tylko dwa razy, no może trzy, i było to naprawdę na tym ostatnim, bardzo skomplikowanym odcinku. Można zrozumieć, prawda? W drodze powrotnej za to, jak zwykle przegapiłyśmy zjazd na autostradzie, co stwierdziłyśmy z niejakim osłupieniem na widok szyldów na Brukselę i Liège, oraz, do wyboru, na Heerlen i Eindhoven.

Ale temu dniu, jaki spędziłyśmy pomiędzy jednym a drugim zabłądzeniem, nie mam zupełnie nic do zarzucenia.

Leave a comment »

Trzeci sezon

Seks w wielkim mieście wszyscy znają, wszelkie wstępy są zbędne. Ja osobiście serial kocham bez żadnych zastrzeżeń, z Carrie identyfikuję się w wielu punktach, ale najwięcej w głupocie (tak na marginesie to wzięłam ostatnio udział w ankiecie na fejsbuku i zdziwienie moje było wielkie, gdy wyczytałam, że identyfikuje się z nią tylko 57% respondentek), pierwszą część filmu obejrzałam z wielkim wzruszeniem aczkolwiek była dramatycznie kiepska, na drugiej bawiłam się przednio i kilka razy prawie umarłam ze śmiechu, ale tak naprawdę to ja nie o tym chciałam. Chciałam natomiast o sezonach.

W pierwszym sezonie bohaterka tego bloga umierała z tęsknoty za przebywającym w dalekim Chile gówniarzem, najczęściej klikaną w jej Maku ikonką była ta błękitna od skajpa, miała świeżo ścięte krótkie blond loczki i uwielbiała za duże owersajzowe ciuchy. Nosiła soczewki kontaktowe i jej życiem kierowały potrzeby owych – kiedy je wyjąć, kiedy włożyć, jak długa ma być przerwa w noszeniu, o, oczy suche, cholera gdzie krople, pieką mnie (oczy nie krople), muszę do domu wyjąć soczewki.

W sezonie drugim miało miejsce wydarzenie zdecydowanie najważniejsze w dotychczasowym życiu naszej bohaterki – położyła się pod laserem i raz na zawsze rozwiązała problem złośliwych soczewek. Oraz dowiedziała się jak to jest, jak się zanurza z głową podczas pływania, oraz kiedy się ze środka jeziora widzi twarze ludzi na brzegu. Włosy bohaterki zaczęły delikatnie odrastać, obcasom zaczęły ustępować nieco niższe buty, tiszerty zrobiły się bardziej dopasowane, a ciało pod nimi bardziej zwarte i mniej galaretowate. Gówniarz zmniejszył odległość o jakieś osiem i pół tysiąca kilometrów, ale wielka miłość jakoś nie chciała się wykluć, mimo że czasem robiła takie wrażenie. Głównym przedmiotem kultu w życiu bohaterki stał się telefon, wokół niego kręciły się jej wieczory i poranki, a dnie przemijały na zastanawianiu się, co też gówniarz właśnie robi, oraz, nie da się ukryć, z kim. Podczas nielicznych naprawdę wspólnie spędzonych momentów coraz wyraźniej było widać że wielka miłość dziwne ma raczej oblicze, i czasem zdecydowanie bardziej przypomina wszystko inne. Koniec sezonu drugiego wielce był dramatyczny i tej ostatniej rozmowy telefonicznej przed kościołem pod bujnym kwieciem nasza bohaterka z pewnością długo nie zapomni.

W sezonie trzecim, obecnym, bohaterka ma włosy długości do ramion, bardzo jasne i czasem związuje je w małego kucyka. Znowu nosi obcasy, czasem absurdalnie wysokie, i dobrze jej z tym. Ma prawie zupełnie nowe grono przyjaciół i pracuje nad odbudową nadszarpniętej gówniarzem samooceny. Na wielką miłość już nie czeka, zadowala się tym, co chwilowo może dostać i wcale nie uważa, że jest to mało. Nie odbiera telefonów, jeśli nie widzi numeru dzwoniącego. Tylko dżimejla nie zablokowała i czasem pojawia się tam jeszcze widmo gówniarza, nieco wprawdzie zamazane i niewyraźne, który to fakt jednak na kilka dni odbiera jej energię.

I cieszy się na kolejne sezony.

Leave a comment »

Po raz pierwszy

.. od długiego czasu poczułam się dziś dobrze z własnym charakterem.

Fakt warty odnotowania, nieprawdaż?

Na razie chwilowo nie zabieram zabawek. Chyba.

Leave a comment »

Jak sołtys krowie na miedzy

Samodzielnie i własnoręcznie, a nawet z użyciem innych części ciała. Bo tak chciałaś. Miałaś ochotę. Potrzebowałaś odmiany i chwileczki zapomnienia. I może udowodnić sobie, że nie wypadłaś z obiegu. Móc się udzielić w dyskusji na wiadomy temat. I jeszcze raz, TY chciałaś. Upierałaś się, że nie masz problemu. Z niczym. Zła byłaś, że on ma jakieś obiekcje. Wiedziałaś z jakiego punktu startujesz.

Widzisz tu gdzieś miejsce na jakieś uczucia? Nie. Bo nie ma.

To teraz co? O co ci chodzi? Masz ty dla niego jakieś uczucia? Czy chodzi ci raczej o to, że on kurde ciągle jeszcze nic. Że spotyka się z tobą i nawet rozmawiacie,  i fajnie jest, wesoło, a on ciągle jeszcze nie rozpoznał, jaka jesteś cudowna i szczególna. I zabolało cię, że nawet na miano historii nie zasługujesz.

I ciągle jeszcze masz wybór. Możesz albo w to brnąć albo nie. Albo dalej interpretować fakty na własną niekorzyść, albo starać się nic nie interpretować i pozwolić rzeczom się dziać, albo nie. I jak przestanie cię to bawić, możesz wziąć zabawki i iść do domu.

Prawda?

A może już przestało…?

Leave a comment »

Akurat

Jak zaczynałam już zapominać. Patrzeć tępo na tę twarz na przypadkowych zdjęciach, na te brwi, na te oczy z rzęsami skierowanymi w dół, na te pełne usta, białe zęby, patrzeć i czuć jedynie pustkę.

I co ja mam teraz, do ciężkiej grypy, zrobić????

Comments (1) »