Jak mi dobry uczynek wyszedł bokiem

Zrobiłam wczoraj dobry uczynek, na którym zresztą wyszłam potem jak Zabłocki na mydle, ale nie uprzedzajmy faktów. Uczynek mówię, a polegał on na tym, że dokonałam przeprowadzki. Przeprowadzki jednego kumpla o imieniu Roberto, zwanego dalej Robercikiem, który po dwóch latach przedłużonego Erasmusa i 10 miesiącach pobytu w ojczystej Hiszpanii postanowił wrócić na łono Niemiec i poszukać tutaj pracy, ale któremu, o pechu, nie pozostali po Erasmusie żadni kumple płci nadającej się do przeprowadzek, czyli męskiej. Wobec powyższego do przeprowadzki zostałam ja, postury jak widać poniżej oraz Helena, 1,56 wzrostu, z problemem w plecach, która absolutnie i kategorycznie nie mogła dźwigać.

Około 19.30 odebrała mnie wynajęta żółta furgonetka z Robercikiem i Heleną oraz zakupami z IKEI na pokładzie. Na dobry początek pomogłam wynieść zostawione w piwnicy Robercikowej eks Robercikowe dobra w postaci licznych pudeł, dwóch lampek, trzech obrazów, jednego regału, jednego telewizora, jednego kompletu kul i jednego materaca. Helena stała na straży dóbr. Następnie załadowaliśmy wyżej wymienione na furgonetkę, zaplątaliśmy się bezpowrotnie w jedne kierunki ruchu oraz roboty drogowe, miasto objechaliśmy bez mała cztery razy, przekleństwa oraz mój tłumiony chichot latały w powietrzu aż furczało, i w końcu dojechaliśmy do nowego mieszkania Robercika. Gdzie natychmiast zaczęliśmy mieć następny problem, wynajęte auto należało bowiem zwrócić do godziny 22, a dochodziło właśnie za dwadzieścia. Możliwe że upał mi zaszkodził, ale osobiście wpadłam na genialny pomysł, żeby w takim razie zwalić szybko cały chłam przed bramę i zacząć pomału wnosić, podczas gdy Robercik pojedzie oddać furgonetkę. Do dziesiątej powinien zdążyć jak złoto.

No i zdążył, dlaczego nie. Auto oddał, wrócił… A w międzyczasie nowy współlokator, szalenie sympatyczny, oraz ja, niewątpliwie zaćmiona na umyśle, wnieśliśmy na trzecie piętro starego budownictwa prawie wszystkie Robercikowe dobra. Zdążył akurat żeby wyjąć mi z rąk przedostatni fotel  i wnieść ze współlokatorem najcięższy regał.

Potem poszliśmy na piwo, zaczęłam odczuwać niesprecyzowane bóle w lewym kolanie i prawym ramieniu oraz początki potwornych zakwasów w łydkach, niewątpliwie za sprawą trzeciego piętra, i dowiedziałam się że teraz to jest już całkiem jasne, że jesteśmy przyjaciółmi. I tyle mam z dobrego uczynku.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: