Fajnie jest

Fajnie jest, mówię. Mam leżak i leżę na nim bezustannie, a nawet drzemkę ucinam. Wczoraj na imprezie organizowanej na część najlepszej grupy teatralnej na świecie, przez ową grupę zresztą, miałam na sobie więcej makijażu niż na samym występie i mimo posiadania fobii na tle postarzania się nadmiarem upiększających barwników, nie wyglądałam wcale na 60 lat. Ani nawet na 58. Ani na 45. Według oceny własnej i nieobiektywnej, jak ktoś jest innego zdania, to może je ujawnić teraz, lub zamilknąć na zawsze.

W łóżku, jak za starych dobrych czasów mojej drugiej młodości, znalazłam się o szóstej rano, a zwlokłam się z owego o jedenastej, po czym stwierdziłam, że jeszcze jestem pijana i że to nawet lepiej. Wzięłam najpierw prysznic, a zaraz potem tyłek w troki i poleciałam chwiejnym krokiem do naszej party lokejszyn, którą należało posprzątać. Po niewielkiej i zupełnie niegodnej uwagi kłótni spowodowanej starciem temperamentów iberyjskich z germańskimi, skacowaniem dyskutantów oraz kwestią kto i kiedy zwróci puste i pełne butelki oraz wywiezie śmieci, i po wypucowaniu całego pomieszczenia wraz z wychodkiem, opuściłyśmy z Vici  towarzystwo i udałyśmy się do parku na łąkę, stwierdziłyśmy bowiem, że skoro już jesteśmy na nogach, chwiejnych bo chwiejnych ale zawsze, grzechem byłoby uderzyć z powrotem w kimono, gdy na dworze słonko a nawet wietrzyk.

Przy aucie stanęłyśmy jak wryte, w okolicach prawego tylnego koła działy się bowiem rzeczy niesamowite. Piękny, pręgowany kocur leżał sobie leniwie na krawężniku, a piętro niżej o koło samochodu Vici opierała się mysz. Kocur rzucał myszy znudzone spojrzenie od czasu do czasu, po czym machał od niechcenia łapą, nie podnosząc przy tym nawet łba, a mysz dawała niewielkiego susa i przemieszczala się malutki kawałeczek. Najpierw, nie rozumiejąc tej niezwykłej i przeciwnej naturze symbiozy gapiłyśmy się na oglądane zjawisko wzrokiem dość tępym. Później zaczęłyśmy robić fotki komórką, z czego nikomu nic nie przyjdzie, bo kabel Vici posiała już jakiś czas temu. Jeszcze później udało nam się przegonić kota. A już całkiem później na klęczkach goniłyśmy mysz dookoła auta, rozważając przy tym kwestię, czy jakby ją złapać za ogon, to ugryzie, nie ogonem rzecz jasna, bo wizja rozjechania stworzenia, uparcie trzymającego się prawego tylnego koła, była jakoś mało pociągająca. Mysz nie ugryzła. Nie została też przejechana. Po dobrej półgodzinie udało nam się wsiąść i nawet odjechać.

Ja nie wiem, ale dziwne jakieś rzeczy się ostatnio dzieją.

Reklamy

Komentarze 2 so far »

  1. 1

    Luisapaserinni said,

    pięknie wygladasz, może to też kwestia działań Opatrznościi:)

  2. 2

    Mariposanegra said,

    Nie, to raczej kwestia działań Heleny, charakteryzatorki naszej grupy teatralnej, która malowała mnie również na imprezę 🙂 Ale dziękuję bardzo! 🙂


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: