Wszyscy mają leżak, mam i ja

Zapragnęłam leżaka. Gorąco, namiętnie i z całych sił. Nie żadnego wypasionego łoża z piernatami, zdolnego pomieścić trzy osoby, z podpórkami na łokcie, kolana, stopy i palce od stóp, ze stolikiem na napoje, lodówką i zlewem, a zwykłego leżaka, możliwie lekkiego, z drewnianych lub aluminiowych prętów i rozpiętego między nimi płótna. Owo pragnienie, zgodnie z charakterem, musiałam spełnić na-tych-miast, natychmiast więc poczęłam czynić starania w kierunku czyli udałam się do miasta. W mieście doznałam rozczarowania, leżaków bowiem nie było. Były za to beznadziejne składane konstrukcje z cienkich rurek i brezentu, będące kampingową wersją dla ubogich wyżej wymienionego łoża z piernatami, a mimo to żywo przypominające mi, jeśli pominąć różnicę w rozmiarach, mojego szwagra stołeczek na ryby, albo szlachetne meble ogrodowe z masywnego drewna i bambusu, w cenach od czterdziestu euro w górę, pasujące raczej do werandy w hacjendzie, niż do mojego balkonu.

Zakupiwszy sobie kolczyki w ramach pocieszenia, człapałam ponuro do domu i myślałam skąd by tu zdobyć przeklęty leżak. Obi…? Leroy Merlin…? IKEA…? Inny Baumarkt…? Podbudowana posiadaniem bądź co bądź planu, z nową nadzieją, postanowiłam następnego dnia zapytać Vici czy pojedzie ze mną autem.

Następnego dnia poszłam do biura, co nie było samo w sobie niczym nadzwyczajnym. Ale mijając biuro Antje, mojej poniekąd szefowej, przez troje otwartych na przestrzał drzwi, na znajdującym się za ostanimi drzwiami niewielkim balkonie dostrzegłam coś cudnego. L e ż a k.  Prosty, zgrabny, drewniany, z granatowym płótnem, znany mi doskonale, bo będący elementem zakończonej wraz z mundialem współorganizowanej przez nas imprezy pod nazwą Strandhaus.

Antjeeeeeee- powiedziałam, zdaje się że bez żadnych powitalnych wyrazów, roziskrzonym wzrokiem wpatrując się w mebel na balkonie. -Co się właściwie stało z leżakami ze Strandhausu? Gdzie one teraz są? Mylisz, że mogłabym jeden odkupić?

Cześć- odrzekła Antje spokojnie i po kolei. –Nic. W piwnicy. Pewnie że możesz, dasz co łaska i wyląduje to w ogólnej kasie przychodów z całej imprezy. A jakby się ktoś miał czepiać, to powiem że ukradli. Tylko nie wiem gdzie kluczyk od piwnicy.

Siłę przebicia miałam w owym momencie zupełnie godną wiertarki elektrycznej, postawiłam na nogi oba biura i kluczyk znalazł się w mgnieniu oka. Nie zważając na białe, ciągnące się nieco po ziemi portki, przyoblekające mój tyłek, ani na propozycje Stefka, że on pójdzie, osobiście poleciałam do piwnicy grzebać w leżakach.

Kilka godzin później oddalałam się z radosnym kwikiem w duszy, warstwą kurzu z piwnicy na białych spodniach i granatowym leżakiem pod pachą, uiściwszy przedtem datek co łaska. A nie mówiłam, że Opatrzność jest ze mną?????

Reklamy

Komentarze 3 so far »

  1. 1

    aselniczka said,

    Wczoraj, jak co roku, zapragnęłam wentylatora. I jako co roku o tej porze nie było 😦
    Z tego wszystkiego zapomniałam o żwirku dla kota, za to kupiłam dwie pizze.
    Uwielbiam upały :)))

  2. 2

    Mariposanegra said,

    Oj ja też 🙂 Uwielbiam!

  3. 3

    Miriam said,

    providing relevant content for your blog. By using the
    autoresponder, you have been in front of a potential
    customer for five days. , to all your fans.


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: