Smutno

Zabawa w gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu się skończyła definitywnie. Mejl, jaki wreszcie raczyłam wystosować, był suchy, chłodny i rzeczowy i kończył się stanowczą prośbą niedyskutowania ze mną na temat czy mam powód być aż tak zła, żeby zerwać z nim wszelki kontakt, czy też nie, bo mnie jego zdanie na rzeczony temat zwyczajnie nie interesuje. I po raz pierwszy, o ironio, prośba ma została spełniona. I jakoś nie cieszę się wcale. Złośliwa satysfakcja i mściwa radość natomiast, jakie odczuwałam wczoraj podczas meczu z Brazylią, napełniły mnie głębokim niepokojem, nie podejrzewałam siebie bowiem o tak silne uczucia w stosunku do Bogu ducha winnej chilijskiej reprezentacji.

I myślę, że ten smutek, na który w napięciu czekałam, teraz to już chyba przyszedł, przyszedł definitywnie, choć na razie ciągle jeszcze bez łez, wiem, że moja decyzja była słuszna, bo czegoś takiego nie dało się wytrzymać ani sekundy dłużej, ale mimo wszystko smutno mi jak cholera.

I jakby tego było jeszcze mało, jutro mi wyjeżdża Reyes, i kto mnie teraz będzie podtrzymywał na duchu i mówił, że jestem campeona i warta un montón, i żebym kończyła te studia i przyjeżdżała do niej do Niujorku, bo to miasto dla mnie, i mnie ściskał, i dawał kuksańce, i dbał żeby mój hiszpański zachował swą najczystszą formę, i machał flagą na meczach Hiszpanii i tak cudownie poprawiał samopoczucie?????

Bu 😦

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: