I słowo ciałem się stało

Pamiętacie tę scenkę sytuacyjną? Oto więc dziś po południu się spełniło i po wywołaniu przeze mnie średniej wielkości awantury przeciwko planom zatrzymania mnie w pracy godzinkę do półtorej dłużej, zdołałam postawić na swoim (nie bez pomocy Matthesa, nie do końca wytrzeżwiałego po wczorajszym przejściu Niemców do jednej czwartej finału i dzięki temu przyjaznego światu i ludziom) i około godziny trzynastej wsiadłam do samochodu Wisama. Samochodu, który wkrótce już mknął stosześciesiątką w kierunku oddalonego o jakieś 50 kilometrów jeziora. Z kamerą, dmuchanym pontonem, składanymi wiosłami i statywem na pokładzie. I mną w charakterze gwiazdy kręconego przez Wisama filmu krótkometrażowego, mającego umożliwić mu przyjęcie do prestiżowej szkoły Mediendesignu. Film zaczęliśmy kręcić już w zeszłym tygodniu i do szczęścia brakowało nam tylko tej jednej sceny, a mianowicie skakania przeze mnie z mostku do jeziora.

A ja tak. Najpierw rzecz jasna zakłopotałam się faktem skakania w bikini, nie tyle ze względu na możliwość przesunięcia się owego, ile na moje kształty, których nie uważam ostatnio za szczególnie bikinikompatybilne. Potem zakłopotałam się znacznie bardziej, skakania nienawidzę bowiem z całego serca, ostatni raz odważyłam się na to zuchwalstwo w wieku chyba jedenastu lat, woda była zielona, napiłam się jej ogromny haust, wpadłam w lekką panikę, wyśmiały mnie inne dzieciaki i ochota na skakanie przeszła mi dość skutecznie. Siedziałam więc teraz na moście dobrze ponad metr nad powierzchnią wody, który na dodatek okazał się być przystanią dla statków a nie normalnym mostkiem do skakania, w bikini, i nie wiedziałam czy wolę patrzeć na wodę, zieloną, a jakże, czy na własną fałdkę na brzuchu. Na domiar złego skok z mostku był jedynym sposobem wejścia do cholernej wody, brzeg był w tym miejscu całkowicie niedostępny, a ja wyobrażałam sobie jak to będzie.

ja: Ty, a jak tak się tylko zsunę, bez rozpędu, to też się zanurzę z głową?

W: (rzucając mi osłupiałe spojrzenie znad ustawianej na statywie kamery) Jasne że się zanurzysz z głową, całkiem już zgłupiałaś?

ja: Ojej, naprawdę??? Jesteś pewien?? … Nie, to ja nie skoczę. Nie mogę. … Dobra, skoczę, poczekaj sekundę … Ale tak bez rozpędu, tylko żeby się zamoczyć. … Nie, nie dam rady. … Dobra, dam. Już. Teraz. Za chwilę. … Ty, jesteś pewien, że tu jest dostatecznie głęboko???

W: To jest przystań DLA STATKÓW. Owszem, jestem pewien.

I wiecie co? Skoczyłam. Raz, drugi trzeci… Z rozbiegu. Na nogi. Zanurzając się znacznie głębiej, niż przy łagodnym zsunięciu z pozycji siedzącej. Skoczyłam z triumfalnym krzykiem, bo przezwyciężyłam swój strach. I było to tak strasznie fajne popołudnie, i widok mojej osoby, również utrwalony na digitalnej taśmie, włażącej z powrotem na mostek z chwiejnego pontona, metodą posuwną, zupełnie godną foki, oraz drugi widok, mnie siedzącej w pontonie i rozpaczliwie wmanewrowującej idiotyczną gumową bułę w krzaki, i Wisama płaczącego u góry ze śmiechu wynagrodził mi z nawiązką czerwone pręgi na brzuchu, zakwasy w ramionach, dwa potworne siniaki na udach i zrujnowany pedikiur, że o fryzurze  nie wspomnę.

Advertisements

1 Response so far »

  1. 1

    aselniczka said,

    Piękna historia :)))
    (Dzisiaj kupiłam bikini, choć moje ciało jest jeszcze mniej bikinikompatybilne. Bikini ma dwa doły za to. Do opalania i reszty :))


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: