Black heels

W poniedziałek doszłam do wniosku, że brakuje mi do szczęścia tańca i beztroskich rozrywek. W wyniku powyższego umówiłam się z moją przyjaciółką Vici, tą samą co porzuciła swego gówniarza bo jej nie kochał, że w środę przed wolnym czwartkiem  udamy się do modnego w mieście klubu.

Pech chciał, że w ową środę gwałtownie zaczął mi spadać poziom życzliwości do świata i pogody ducha. W dodatku nowe sandały okazały się nie tylko cisnąć ale także farbować mi pięty na czarno, a wątpliwa dekoracja nie dawała się zmyć ani nawet zeskrobać pumeksem bez zeskrobania sobie przy tym całej skóry z pięt. Około godziny dwudziestej stałam przed lustrem prawie jak mnie pan bóg stworzył, tyle że z czarnymi piętami, i wpatrywałam się tępo we własne odbicie, a obok mnie na łóżku kłebiła się sterta przymierzonych ciuchów. Jak było do przewidzenia, żadne spodnie nie pasowały mi do żadnej góry, a wszystko razem do żadnych butów. We właściwym momencie przypomniało mi się jednak, że w teście na fejsbuku wyszło mi że jestem Carrie, czas więc wykrzesać z siebe nieco kreatywności. Włożyłam portki, w których podobno wyglądam sensual. W przypływie natchnienia sięgnęłam po spódniczkę, zwykłą szarą tubę z elastycznej bawełny, z dekoracyjnym zamkiem z przodu, i włożyłam ją na część górną. Całkiem nieźle, Carrie byłaby ze mnie dumna. Do całości brakowało mi tylko porządnych obcasów. Natchnienie nie puszczało, wygrzebałam więc spod łóżka karton z sandałami na niebotycznych obcasach i niewielkiej platformie, które jak dotąd miałam na sobie raz, jakieś dwa lata temu i wróciłam potem do domu na boso, i umocowałam obuwie na czarnych piętach. Gotowe! Staranny makijaż wyszedł mi już z rozpędu, z otchłani lodówki wygrzebałam jeszcze tylko butelkę prosecco i już byłam gotowa do wyjścia.

Vici miała wino. Na tapetę od razu wszedł niekochający jej gówniarz. Mój poziom życzliwości do świata zaczął znowu spadać. Jako trzecia do brydża dołączyła do nas przyjaciółka Vici, Egipcjanka z pochodzenia o imieniu Laila, z doskonale migdałowymi oczami, jak na Egipcjankę przystało. I zaczęła opowiadać o swoim chłopaku, który w wieku trzydziestu dwóch lat za doskonały dowcip uważa wtykanie zapałki do przycisku domofonu. Pozytywne uczucia w moim wnętrzu oscylowały już niebezpiecznie w okolicach zera. Przed klubem była kolejka. W klubie było gorąco jak piorun, muzyka nie podobała mi się wcale a wcale, a obleśne typy w rozpiętych koszulach i diamentowych kolczykach w uchu występowały w dużych ilościach. Pozytywnych uczuć nie było we mnie śladu ni popiołu.

O wpół do trzeciej stwierdziłam że dość tego.

Dziś świeci słońce a ja nie mam kaca. Mimo dwóch palących towarzyszek nie zapaliłam ani jednego papierosa. A pięty ciągle jeszcze mam czarne.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: