Jeszcze Londyn

Nie pisałam, bo dochodziłam, dochodziłam i dojść nie mogłam. Do siebie.

I nie mogę się zdecydować czy wspominać teraz ten pierwszy bardzo wczesny poranek w Londynie, kiedy obudziłam się wbrew woli, bo mimo całego turystycznego zapału wstawanie o piętej nie leżało w moich zamiarach, cała zakatarzona, zasmarkana, zakichana i z zatkanym nosem, a on spojrzał na mnie półprzytomnie, rozczochrany, i powiedział Tienes frío? Mierdaaaaaa que estás mal!!! I mnie przykrył. I wstał. A ja zapadłam znowu w płytki zasmarkany półsen i zdawało mi się, że tak długo go nie ma, a jak otworzyłam oczy to stał przede mną z parującym kubkiem w ręku i głębokim zatroskaniem w oczach i mówił Herbatkę ci zrobiłem, chcesz? Czy też może wspominać ten ostatni dzień w Londynie, kiedy poszliśmy na Abbey Road obejrzeć pasy, i te pasy były w rzeczy samej tylko zwykłymi głupimi pasami, a my tak świetnie się bawiliśmy obserwując grupki ludzi robiących sobie na tych pasach zdjęcia, koniecznie w czwórkę, i cierpliwych kierowców, którzy się zatrzymywali z życzliwym uśmiechem, i on robił zdjęcia mnie, przechodzącej przez pasy. Albo później, przed domem Szerloka Holmsa, kiedy stałam wniebowzięta obok prawdziwego ichniego policjanta w mundurze, w czapce Szerloka na głowie i jego fajce w dłoni, oraz własnych okularach przeciwsłonecznych na nosie i wyglądałam tak absolutnie kompletnie idiotycznie, a on robił mi zdjęcia zanosząc się od śmiechu. Albo jak jedliśmy sushi z Tesco, bardzo dobre, dzieląc każdy kawałek sprawiedliwie nożem na pół, w doskonałej zgodzie bo on lubił marynowany imbir a ja lubiłam wasabi. I jeden kawałek miał w sobie sałatkę jarzynową z majonezem, przysięgam! Albo kiedy czekałam na niego bite dwadzieścia minut przed sklepem z grami i gadżetami do gier, i rosła we mnie furia, że każe mi tak na siebie czekać, zdecydowana zrobić potężną awanturę tu i taraz na tej ulicy, jak tylko raczy wyleźć, oraz gwałtowne sklęśnięcie furii na widok jego rozjaśnionej szczęściem twarzy. Paaaa, kupiłem sobie kieszonkowe szachy na magnesy! Co za cudny sklep, raj normalnie! Co…? Jakie dwadzieścia, co ty mówisz… oj przepraszam, byłem pewien, że minęło najwyżej pięć minut!

Nie, ja naprawdę całkiem nie wiem, co ja mam myśleć o tym całym Londynie. Poza tym, że dziewczyny tam mają gorące,  chodzą one mianowicie w topach bez ramiączek i krótkich gaciach, podczas gdy ja, wcale nie zmarzluch, mam na sobie dżinsy, krótkie botki, podkoszulkę, sweterek z angory i cienki płaszczyk.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: