Niewyspanam

Bo postanowili my sobie, wraz z ukochanymi przyjaciółmi z teamu, urządzić weekend w środku tygodnia i zwizytować wiejski dom dziadków jednego dziewczęcia stosunkowo u nas świeżego, o imieniu Judith. Dziadków nieobecnych, dodam. Wycieczka została zorganizowana perfekcyjnie, przed południem dokonane zakupy spożywcze, w wykonaniu Stefka i Wisama, co oznacza, że żarcia i napitków mieliśmy dla naszej 11-osobowej grupy mniej więcej na tydzień, na przewidzianą jedną noc natomiast starczyłoby tego dla osób trzydziestu. Zakupy wraz ze śpiworami i trzema pławiącymi się w luksusie osobami, do których miałam szczęście należeć, miały zostać przewiezione autem, inne trzy niezrównoważone psychicznie osoby wyraziły chęć przejażdżki rowerem (ponad 30 kilometrów!!!), a cała prozaicznie zajęta w ciągu dnia reszta miała dojechać autobusem. Nasz zmotoryzowany luksus wypadł dość mało luksusowo, bo niewielkie VW zapchane było po sam dach, przez tylną szybę nie było widać nic, po drodze były dwa wypadki, a po przedarciu się przez korki i zatrzymaniu na stacji benzynowej w celu zakupu lodu do drinków, natychmiast musieliśmy w nerwach szukać kolejnej stacji, bo zabrakło nam paliwa. Tak więc gdy wreszcie dojechaliśmy na miejsce, strudzeni rowerzyści byli już po prysznicu i jednym piwie, a przed domem wesoło śmierdział rozpalany i traktowany spirytusem grill. A w charakterze atrakcji turystycznej  przy wjeździe na podjazd uderzała w oko wielka kupa starego, zmrożonego śniegu z wbitymi w nią flaszkami piwa. Właściwie to uderzała nie wszystkich, bo wchodząca jako jedna z ostatnich Ina na ten przykład, bez okularów i w ciemnościaciach, flaszek wcale nie zauważyła i zastanawiała się pół wieczoru co też jest takiego atrakcyjnego w kupie starego śniegu.

Noc spędziliśmy fantastyczną, piwo w kupie ocalało prawie w całości bo chłopcy zakupili oprócz tego 6 butelek dżinu i wystarczającą ilość toniku, z resztek naszej kolacji zebrano 6 koszy ułomków, po kolacji poziom konwersacji drastycznie spadł i zaczęły się rozmowy i cipkach i penisach, a potem znowu skoczył, bo zaczęliśmy grać w szalenie intelektualne gry. Od godziny drugiej w nocy natchniony atmosferą starego domu Wisam zaczął kręcić swój horror, w którym niewątpliwie jedną z najstraszniejszych scen był widok Iny i mnie wychodzących z łazienki w dresach, z dokładnie umytą, błyszczącą kremem i pryszczem twarzą, a o godzinie piątej wyrzuciłyśmy w końcu jego i Stefka z naszej komórki, jedynej zamykanej od środka na haczyk, bogatszego o kolejne przerażające sceny. Potem otrzymałyśmy niesprecyzowaną liczbę nieodebranych połączeń oraz trzy esemesy, pierwszego o treści słyszymy was, drugiego ciągle jeszcze was słyszymy i trzeciego ej, NAPRAWDĘ chcecie już spać???

A o jedensatej obudził nas pogodny głos wczoraj nieskalanie trzeźwej więc dzisiaj doskonale wyspanej Azadeh wołającej jak w reklamie ŚNIADANIE GOTOWE!!, które to śniadanie spożyliśmy przed domem, na słoneczku, wcale nie zakutani w kurtki i płaszcze, wiosna bowiem zdecydowała się również wpaść z wizytą.

Żyć nie umierać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: