Archive for Marzec, 2010

Na dnie

Znalazłam się na dnie. Na dnie ruiny finansowej, bo rozporządzam aktualnie środkami, których nie posiadam i myślę, dobra, jak wpłynie ten przelew, to będę już całkiem malutko na minusie, tak malutko, że będę mogła opłacić wszystkie ubezpieczenia i jeszcze zostanę w limicie debetu. Poza tym, z całkiem niewielkim trudem, zdołałam zapłacić w końcu rachunek za telefon, plus 15 euro kary, którego jeszcze jednak nie odblokowali, telefonu znaczy, więc komunikacja ze mną jest obecnie raczej jednostronna. I tylko mojej dotychczasowej niepojęcie pozytywnej opinii, oraz szczęśliwemu trafowi że Matthes lubi blondynki, zawdzięczam fakt że nie zostałam wyrzucona na zbity pysk, kiedy to poinformowałam go z dużym naciskiem, że ja to w tym miesiącu chcę duuuuuuuuuużo pracować bo jestem bankrutem, ale przez prawie dwa tygodnie owego miesiąca pracować nie mogę, bo jestem wyjechana.

Poza upadkiem finansowym odnotowałam również upadek godności osobistej, a mianowicie przeszpiegowalam się przez pół fejsbuka, bo na zdjęciach z imprezy czczącej ukończenie intensywnego kursu języka niemieckiego, będącego moją zmorą ostatniego miesiąca, gówniarz stoi na dwóch zdjęciach obok jednej i tej samej blądynki. I obejmuje ją za szyję, prezentując niezidentyfikowany obiekt w stronę kamery, z wyrazem twarzy zdecydowanie nietrzeźwym. Oraz nie odezwał się ani jednym słowem przez całe dwa dni.

Wpadłam więc w rozpacz taką więcej czarną i jakoś mało pociesza mnie myśl, że od dna to można się już tylko odbić. Bo do Londynu zostało dokładnie 24 dni.

Reklamy

Leave a comment »

Trauma

Ostatnio traumatyzuje mnie prysznic. Robi to na właściwy dla pryszniców sposób, a mianowicie wypuszcza z siebie ze złośliwym chichotem wodę co najwyżej letnią. Moja trauma, po dramatycznym fiasku trików typu „szybko się namydlę, zakręcę, zanim z letniej woda zrobi się całkiem zimna, a potem jeszcze szybciej spłuczę”, oraz prób ujrzenia szklanki w połowie pełnej, a nie w połowie pustej i zwizualizowania sobie dobroczynnego wpływu zimnej wody na jędrność podwiędłej skóry, osiągnęła wreszcie poziom alarmowy, co objawiło się ostatnio niepójściem pod prysznic po wieczornym bieganiu. Oraz postawieniem na głowie mieszkania w poszukiwaniu numeru faceta od bojlera. Oraz wypucowaniem mieszkania, bo stan, w jakim się znajdowało, absolutnie wykluczał wizytę kogokolwiek, nawet faceta od bojlera. Lub też może szczególnie faceta od bojlera, bo normalny gość raczej nie czołga się pod szafkami w poszukiwaniu rur i ujść, a facet od bojlera owszem.

Tak więc zanim uda mi się przejść przez wszystkie etapy traumy, nie zgubić ponownie cudem odnalezionego numeru i zamówić faceta, moja skóra niewątpliwie osiągnie stan jędrności właściwy jedynie niemowlęcej pupie. Albo ja zupełnie przestanę się myć, jedno z dwojga.

Leave a comment »

Dziwny jest ten świat

Wczoraj poprawiałam gówniarzowe wypociny, słuchałam jego dukania i korygowałam błędy, a także spożyłam zupkę chińską, wypiłam kawę i zakąsiłam czekoladowym wafelkiem, a wszystko to siedząc przed komputerem z włączoną kamerą. Bite trzyipół godziny. Bo na każdą próbę wyłączenia podnosił wrzask.

A wszystko tylko dlatego, że bez makijażu byłam.

I nie wiem, jak on mógł czytać i jednocześnie gapić się na mnie, reagować na każde podniesienie brwi, czający się w kąciku ust uśmieszek i wesołość w oczach, na każde uniesienie palca i rzucane niebiosom spojrzenia pełne zgrozy.

Wiem natomiast, że na początku konwersacji czułam się zwyczajnie nieumalowana i niewarta zaszczycenia nawet jednym spojrzeniem. Trzyipół godziny wystarczyły by przemienić mnie w tryskającą seksem, zdolną spowodować ślinotok, chodzącą doskonałość.

Leave a comment »

No i mam

Post numer 200. Kto by pomyślał.

Powoli zapominam jak to jest budzić się bez kaca. Po czwartym w tym tygodniu pożegnaniu, początkowo w rytmie salsy, potem w rytmie funkie house soft techno, Ina została dziś odebrana przez swoją brzuchatą siostrę i zawieziona na wyspę swego wygnania. A mnie nagle wśród housowych podrygów łzy pociekły rzęsiste, bo sobie uświadomiłam, że choćbym nie wiem jak się starała nie przyjmować tego faktu do wiadomości a smutkowi zatykać gębę truizmami o przyjaźni, która będzie trwała mimo odległości, i tak nie zmieni to faktu, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy jej tu zwyczajnie nie będzie.

I nawet esemesa nabazgrać nie mogę bo mi komórkę zablokowali, świnie jedne, przez jeden malutki niezapłacony rachuneczek! Nic, pójdę, zapłacę, zatrzepoczę rzęsami…

Na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą.


Leave a comment »

Alkohol to twój wróg

Na sobotniej imprezie Stefek wywinął mi taki numer, że odruch wymiotny mam do dziś. To już nie była czerwona mgła, to była mgła purpurowa, gęsta, ciężka i dławiąca. Stałam potem na zewnątrz, trzęsąc się z zimna i nerwów, paląc papierosy mimo że już nie palę, i ględząc piąte przez dziesiąte do jednego kumpla Iny, który przypadkiem też tam stał i od czasu do czasu pytał Czekaj… kto to jest Stefan???

Następny dzień najchętniej wymazałabym z pamięci, okazuje się bowiem, że na ciężkim kacu gadam jeszcze gorsze kretyństwa niż na ciężkiej bani. Szczęściem (lub nieszczęściem, jak by się tak dobrze zastanowić) trafiło na gówniarza, zainterpelowanego mejlem całkiem jeszcze pijanym a mimo to już skacowanym, który wiedział kto to jest Stefan, gówniarz nie mejl, był trzeźwy i rozsądny i nie da się ukryć, że przywrócił mnie nieco do pionu. Wolałabym wprawdzie obejmować gówniarza realnie a muszlę klozetową wirtualnie, nie zaś odwrotnie, ale na pewno lepiej, że do muszli poszła zawartość mojego żołądka, a do gówniarza, umysłu.

I ogólnie jedynym pozytywem jest fakt, że wiosna przyszła, słońce świeci, i nie narzekam na brak wiosennych butów. Ani żadnych innych.

Leave a comment »

Grząsko

I tracę chyba jakby grunt pod nogami.

Zawsze jak porzucam ostrożność, chowam powoli kolce, pozwalam sobie interpretować rzeczy pozytywnie, natychmiast staje się coś, co pokazuje mi tak jasno, że jaśniej już nie można, że otóż właśnie nic podobnego.

Buscando dónde no hay nada

ya no quiero discutir


para qué seguir

tratando con la ilusión

que un día me quieras

como yo quiero

Leave a comment »

Na zachodzie bez zmian

Pierwszy telefon, bzyczący w mojej kieszeni w drodze na próbę, wprawił mnie w nastrój tkliwego rozczulenia. Drugi telefon, odebrany w domu, zaledwie dwie i pół godziny później, po prawie trzech godzinach efektownych fochów zakończyła za mnie znienacka czerwona mgła, mącąc mi umysł i myląc we wściekłej furii guziki w telefonie.

Czasem myślę, że ja jestem niezrównoważona.

Ale częściej, że to on jest tego niezrównoważenia katalizatorem.

Leave a comment »