W związku z tym, że jutro 13

A może i zupełnie bez związku, napadła mnie dziś znowu retrospekcja. Retrospekcja na temat pecha, chyba największego jaki mnie jak dotąd spotkał.

Pech przydarzył mi się całkiem niedawno. Odbywałam sobie podróż, do jednego z miast europejskich, i dojechać miałam, jak to zwykle bywa, na Dworzec Główny. Fatum zaczęło fruwać nade mną niewątpliwie już w trakcie rezerwowania hostelu, teraz widzę to wyraźnie, nie wydrukowałam sobie bowiem strony z adresem owego hostelu, nie zanotowałam go w notesie ani w komórce, nic kompletnie, beztrosko przyjęłam jedynie do wiadomości, że ulica znajduje się praktycznie na tyłach dworca i zaczyna na Z. A w charakterze jedynego zabezpieczenia miałam otwartą kartę w Fajerfoksie, w laptopie, a laptopa w torebce, co wydało mi się zabezpieczeniem absolutnie wystarczającym.

Nie przewidziałam tylko jednego, mianowicie, że w trakcie długiej podróży mojemu laptopowi z raczej wysłużoną baterią zabraknie prądu.

Do Dworca Głównego dojechałam, dlaczego nie. Wysiadłam, poszukałam mapki, dziarsko znalazłam ulicę na Z, rzeczywiście na tyłach dworca, wywlokłam walizkę na powierzchnię miasta i pociągnęłam w kierunku ulicy na Z. Byłam jeszcze pełna optymizmu i beztroskiej ufności, że mój hostel znajdę bez problemu, miałam bowiem doświadczenie z podobnymi przybytkami w Amsterdamie i Paryżu i wszystkie były widoczne na 100 metrów, stanowiły osobny budynek, oznakowany i oszyldowany. Po kilkudziesięciu metrach dotarło do mnie, że tym razem chała i nic z tego. Ulica była dość długa, żaden szyld nie kierował do hostelu, a nieliczni przechodnie nie mieli o niczym zielonego pojęcia. Dobry humor zaczął mnie pomału opuszczać, po długiej podróży i nieprzespanej nocy miałam obniżony próg tolerancji, stwierdziłam więc, że potrzebuję teraz albo prądu albo internetu, a najlepiej jednego i drugiego. Całkiem rozsądnie zdecydowałam się uderzyć w kierunku dworca. Bardzo dobrze, na Starbucks trafiłam prawie od razu, wypakowałam laptopa, podłaczyłam do kontaktu, wlazłam na stronę hostelu, odszukałam numer domu oraz zanotowałam numer telefonu (!), zapakowałam z powrotem cały kram, dopiłam kawę, ujęłam w dłoń rączkę walizki i wyturlałam się na zewnątrz. Numer domu znalazłam. Brama prowadziła w podwórze i mogłam sobie szukać do uśmiechniętej śmierci, bo szyld wprawdzie był, dlaczego nie, w podwórzu właśnie. Potem była druga brama, i schody. Oraz informacja że hostel na trzecim piętrze. Westchnęłam ciężko, prawie splunęłam w dłonie, podniosłam walizę i udałam się w stromą drogę na trzecie piętro, po przedwojennych, wysokich, drewnianych schodach. Doszłam. Znalazłam dzwonek. Zadzwoniłam. Nikt mi nie otworzył. Przeczytałam informację że recepcja czynna od 7 do 12, oraz od 17 do 23. Spojrzałam na zegarek. 12.40. O kurza morda!!!!

Najpierw pomyślałam, że kiedyś to będzie cholernie śmieszne. Potem pomyślałam, że całą noc spędziłam w podróży, że gorąco i  namiętnie marzę żeby pozbyć się walizki, umiejscowić tyłek na miękkim meblu, najchętniej łóżku, a zaraz potem, wraz z resztą mnie, pod gorącym prysznicem. I zrobiło mi się siebie strasznie żal, poczułam się biedna i uciśniona, a łzy stanęły mi w oczach. Po kilku minutach zaczęłam się zastanawiać. Wzięłam walizkę i powlokłam się w dół, a potem z powrotem w kierunku dworca, który pomału znałam jak własną kieszeń. Z miną sierotki Marysi stanęłam przed okienkiem informacji turystycznej, gdzie anioł wcielony w postaci pani tam pracującej obdzwonił inne hostele w pobliżu, zarezerwował mi miejsce w jednym z nich, wcisnął w garść plan miasta oraz objaśnił drogę.

15 minut później meldowałam się w recepcji nowego hostelu, otwartej całą dobę!!!!! 20 minut później siadziałam na łóżku, a walizka stała obok. 30 minut później stałam pod gorącym prysznicem i pomału odzyskiwałam człowieczeństwo.

Ale widać, że trochę to potrwało, zanim całość wydała mi się śmieszna.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: