2009

Był.

Chyba lubię robić podsumowania, nie lubię natomiast robić postanowień.

1. Bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem minionego roku było zlaserowanie mojej krótkiej wzroczności. Nawet nie będę się starać opisać, co czuje osoba będąca bezkonkurencyjnie ślepym kretem przez 20 lat swego życia, kiedy nagle potrafi przeczytać najniższy rządek znienawidzonej dotąd tablicy okulistycznej, a lekarz jej mówi nie ma już pani krótkowzroczności. Proszę zapomnieć o okularach i żyć normalnie.

2. 2009 był rokiem obcasów. Szału jakiegoś wściekłego na nie dostałam i zakupiłam milion par, a w niektórych nawet całkiem znośnie dalam radę się poruszać i nie spóźniać na zajęcia. Szewców wspomogłam. I nogi nie złamałam ani jednej, co, w odróżnieniu do kwestii szewców,  jest niewątpliwym plusem.

3. Ja, najbardziej nieruchawa i niesportowa ze znanych mi osób, zaczęłam biegać. Regularnie, z hantelkami w garściach i z promiennym uśmiechem na obliczu, bo mi się to bieganie bardzo spodobało. Bo nie tylko przysporzyło mi czegoś w rodzaju całkiem ładnych mięśni na wysokości żołądka, oraz wzmocniło i jeszcze poprawiło moje, z natury niezłe, nogi (wiem że nie brzmi to najskromniej, ale co ja poradzę, że zawsze wiedziałam, że mam niezłe nogi, i proszę mi wierzyć, mam), ale również przekształciło się w znakomitą technikę odprężającą.

4. Był to rok bardzo skomplikowany dla mojej przyjaźni z Iną. Kilkukrotnie miałam wrażenie, że przyjaźń zdechła już bezpowrotnie, że z tego impasu nie da się wyjść, i za każdym razem się kurde dawało. I ja otóż nawet wiem dlaczego. Bo obie chciałyśmy. Bo obie byłyśmy skłonne do kompromisu. Bo dla nas obu ta przyjaźń była ważniejsza niż urażona duma.

5. Punkt pod tytułem lustereczko powiedz przecie, czyli miałam w tym roku naprawdę szalone powodzenie. Nie wiem dlaczego, może ja naprawdę jestem jak wino, hyhy, może wszyscy faceci w moim otoczeniu zapadli na pogorszenie gustu, a może po prostu lubią takie i już. A może to przez to bieganie :>

6. Na początku ubiegłego roku, oglądając zdjęcia gówniarza pod palemką, w otoczeniu blądynek, nie wierzyłam ani odrobinę, że go jeszcze kiedykolwiek zobaczę. Ba, ja nawet nie wierzyłam, że znajomość wytrzyma kolejny miesiąc. I pozwolę sobie poabstrahować chwilowo od faktu, czy tak jak to wszystko wyszło, wyszło mi to na dobre, czy też wręcz przeciwnie, i ograniczę się do faktu, że on miał rację. On wierzył i on wiedział. I jak dotąd najwyraźniej biję na głowę wszystkie blądynki.

Aby się jednak zbytnio nie rozpływać, bo bynajmniej nie jestem w nastroju, muszę stwierdzić z rozdzierającym westchnieniem, że nie podoba mi się kierunek, w jakim się ta znajomość rozwija. Albo przynajmniej sprawia wrażenie, że się rozwija. I przysięgam, gdyby nie fanaberie głupiej duszy, oraz śmiertelnie kretyńskie jej przekonanie, że to coś, co nas łączy, jest WAŻNE, powiedziałabym, że to koniec tagu Nie zadawaj się z gówniarzami.

A tak to nie wiem.

I na zakończenie piosenka, której w żadnym absolutnie wypadku nie da się zaliczyć do tak zwanej dobrej muzyki, ale która mi przypomina różne takie wydarzenia ubiegłego tygodnia.

Prawda, miałam nie wspominać ubiegłego tygodnia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: