Archive for Listopad, 2009

Si me subes a la nube…

Jak mnie wystrzelisz na chmurkę, to zakręci mi się w głowie. Zakręci mi się i spadnę. A Ty potem powiesz, ale osochozi, Bananna, przecież to tylko piosenki były, dobra, piosenki mówiły że za tobą tęsknię, że na mojej poduszce, że każdego ranka, że za tobą tęsknię, że twoje pocałunki, że moje objęcia, że nasze chwile, że za tobą tęsknię, ale to przecież tylko piosenki! Wysyłałem, bo lubisz romantyczne, nie? I dobra, wysyłałem ci te 5 mejli każdego dnia, pisząc że za tobą tęsknię, ale to były przecież tylko mejle, w pracy mi się nudziło. Ojej Bananna, ale ty łatwowierna jesteś kobieto, i taka dosłowna! Stara a gUpia. I że od razu na chmurkę…? Że w głowie ci się zakręci…? Menopauza, ani chybi.

Si me subes a la nube, yo me mareo un poco

Dame rienda suelta que soy un caballo loco.

Leave a comment »

Źle mi

Nie ma co kryć. Ostatnio nie jest dobrze.

A od dzisiejszego dnia to już oczekiwałam w ogóle wszystkiego najgorszego, i, jako że w końcu okazał się właściwie całkiem do przyjęcia, a zakończył nawet zupełnie przyjemnie, mianowicie moim lekkim rauszem w wyniku umiarkowanego spożycia grzanego wina w towarzystwie kolegów z pracy, to dla uczczenia owego miłego końca, po przyjściu do domu, na owym rauszu z resztą, o godzinie 21.53, wybrałam numer znad Jeziora Bodeńskiego. I co? I mówi mi współlokatorka gówniarza w telefonie, że wyżej wymieniony już W ŁÓŻKU jest, i że oddzwoni jutro.

I jest mi nagle jeszcze gorzej.

Leave a comment »

O naturze ludzkiej będzie

Bo kobieta to jak wiadomo też człowiek.

A będzie o tym dlatego, że postawili mnie dziś przy stoisku z goframi i kazali smażyć i sprzedawać. To smażyła ci ja, sypała cukrem pudrem, tworzyła góry bitej śmietany i oblewała sosem czekoladowym, i sprawiała kulinarną radość zgromadzonemu społeczństwu, aż do stoiska podszedł młodzieniec, złożył zamówienie z nieporadnym, charakterystycznym dla Hiszpanów akcentem i nie wiadomo dlaczego, zapewne wnioskując coś z mojego uśmieszku, zapytał tú hablas español, no? Mnie nie pozostało nic innego jak przyznać że , mówię, i dalsza konwersacja potoczyła się jak górski potok po hiszpańsku. I nie byłoby w tym wszystkim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że właśnie wtedy, pod wpływem wpatrzonego we mnie z sympatią przystojnego chłopca, zdałam sobie z najwyższą wyrazistością sprawę z własnych upudrowanych cukrem pudrem rękawów oraz upstrzonego ciastem frontu czarnej bluzeczki, oraz na chwilę straciłam wątek, zastanawiając się czy aby na pewno moje oblicze nie nosi śladów spożytego przed chwilą goferka z cukrem i śmietaną.

Leave a comment »

Nie ulega wątpliwości

Jeśli ktoś lub coś jest w stanie sprawić, że beztrosko rzucam się w wir imprezy, będącej grilem w listopadzie, ubrana w granatową bluzę mojego siostrzeńca, czerwoną czapkę z pomponem, bardzo ciepłą, oraz brązowe kowbojki z frędzlami, to mogą być to tylko Czilijczycy.

Jeśli ktoś lub coś jest w stanie sprawić, że zapominam o moich troskach, o irytującej duszy i o kumplu z depresją, który postanowił szukać rozwiązania własnych problemów w podróżach, spakował walizkę i wyjechał niewiadomodokąd, obiecując, że postara się wrócić do Sylwestra i zostawiając mnie samą z gigantycznym poczuciem winy, wrażeniem że zawiodłam oraz jeszcze chyba większą troską o niego, to mogą być to tylko Czilijczycy.

Doprawdy, nie ulega wątpliwości, że niezwykły z nich naród.

Leave a comment »

To moja słabość rośnie w siłę

Wierzycie? W przeczucia znaczy. W takie zupełnie absurdalne, co do których głupio wam się przyznać przed samym sobą, bo sensu nie mają za grosz. Takie na przykład, kiedy ktoś wam mówi, że nigdy nie będziecie razem, i wy mu wierzycie, bo kto ma to lepiej wiedzieć niż wy i ten ktoś, wierzycie i smutno wam, mimo że sami też to wiecie, i boli, i gapicie się w sufit, i ten wzorek na suficie zapamiętacie na wieki wieków, i wszystko ma ręce i nogi, i słyszycie to wyrąbane w prostych żołnierskich słowach, na wątpliwości nie ma ociupinki miejsca, a głupia dusza mówi że chała. I ignorujecie ją oczywiście, bo kto by duszy wierzył, pff, jakiej duszy w ogóle, ktoś ją kiedyś widział? Ignorujecie mówię, bo wydaje wam się, że to dogorywająca nadzieja, która jak wiadomo umiera ostatnia, a czyją jest matką to już w ogóle nie wspomnę,  ale nie, nadziei to wy już nie macie, ba, nie wiecie nawet, czy wy sami tego chcecie! Właściwie to nawet całkiem pewni jesteście, że nie chcecie. Z całą pewnością.

A dusza swoje.

Nie, nie jestem pijana. Wczoraj byłam, owszem, ale dzisiaj, w celu rozrzedzenia nadużytego alkoholu, przyjęłam do wnętrza 3 litry wody, które potem wydaliłam, w dużej mierze z łzami podczas rozmowy międzymiastowej, w mniejszej mierze zaraz potem podczas biegania z hantlami, i mi przeszło. Nadużycie znaczy. I teraz jestem już tylko zwyczajnie słaba. To moja słabość rośnie w siłę, i mówi moim głosem. To moja słabość rośnie w siłę… Pokonać jej nie umiem. Tak więc skargi i zażalenia proszę do duszy, tudzież słabości.


4 komentarze »

Piłkarz, bramkarz reprezentacji Niemiec popełnia samobójstwo i nagle świat wypełnia się tematem depresji. Depresja krzyczy z radia, z telewizji, z pierwszych stron gazet. Bez mała spada w charakterze deszczu. Zewsząd nawoływania żeby uważać, żeby być czujnym, że to choroba, że można wyleczyć, że to żaden wstyd.

Strach w prześlicznych oczach mojego kumpla, moje ręce w jego rękach. Czy ja jestem chory????

Łzy. Moje. Mokre kropki na jego dżinsach. Dobrze, że nie używam czarnego tuszu do rzęs.

Leave a comment »

Rozmowa przez kawiarniany stolik

Ja: (kontynuując dyskusję sprzed wejścia do kawiarni) … i w ogóle to oddawaj moje 18 euro za twój ostatni rachunek za telefon, który zapłaciłam półtora roku temu!

E: 18? Mnie się zdaje że to było 13… (widząc mój wzrok ciskający pioruny) Dobra, dobra, masz tu 25 i będziemy kwita za te wczorajsze koktajle…

Ja: (wytrzeszczając oczy na leżące na stole banknoty) Ej, genialnie, to możemy znowu wypić koktajl!

E: Alkoholiczka. Wcześnie jeszcze jest, a ja zmarzłem. Ja wypiję latte macchiato.

Ja: Nudziarz. Dobra, to ja też wypiję latte macchiato.

Podchodzi kelner. Zadaje właściwe kelnerom pytanie co nam podać.

E: Dla mnie poproszę mojito.

Ja: (ze złośliwym uśmieszkiem) Dla mnie latte macchiato.

E: CO??? Hej, chyba nie mówisz poważnie, (do kelnera) poczekaj, poczekaj, ona wcale nie chce latte macchiato!

Ja: (łaskawie, z uśmieszkiem dla odmiany pełnym satysfakcji) No dobra, to ja poproszę lady killer raz.

lattemacchiato

***************

Przyznam się, smutno mi okropnie. Bo jeszcze półtorej godziny temu trzymał mnie w objęciach na skrzyżowaniu i szalejący wokół zimny wicher, tak samo zresztą jak wszystko inne, był mi najdoskonalej obojętny. A teraz siedzę sama przed komputerem, siorbię kawę z mlekiem i zimny wicher czuję wszędzie. A najwięcej w środku.

Leave a comment »