600 kilometrów

Drogi powrotnej. W odrętwieniu. Z przesuwającymi się pod przymkniętymi powiekami obrazami minionych 4 dni. W pierwszym pociągu walcząc jeszcze z łzami, których sobie tego ranka nie żałowałam – od samej szóstej rano, kiedy to zwlekliśmy się z łóżka, aby jeszcze zjeść razem śniadanie i spędzić razem te 3,5 godziny do odjazdu pociągu. O tak, obficie skropiłam łzami te 3,5 godziny.

W pierwszym pociągu jeszcze absolutnie zdecydowana wytrwać w tej ważącej 5 ton decyzji.

W drugim myśląc, że nie wytrzymam.

W trzecim szukając sposobu na umotywowanie zmiany decyzji. Przekonując siebie samą, że może… Że to wszystko przecież musi być po coś… Że może się uda, że może kiedyś…

W czwartym przedłużając sobie datę ważności do jego pobytu tutaj, za nieco ponad dwa tygodnie. Połudzić się jeszcze dwa tygodnie…

W piątym odbierając od niego telefon i czując że nie dam rady, że nie mogę, że nie wiem, że niech on zmieni ton głosu, niech do mnie nie mówi niña…

Było cudnie nad Jeziorem Bodeńskim.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: