Archive for Październik, 2009

Odrętwienie

Pomału mi przechodzi. Wraca rutyna, wraca hebrajski, dzisiaj konkretnie wrócił, niestety nie z panią doktor habilitowany teologii, a z jakimś typem w kurtce motocyklowej, który to typ za wszelką cenę stara się być potwornie zabawny oraz nie potrafi prawidłowo akcentować hebrajskich słów. Znaczy akcentuje wszystkie jak leci na ostatniej sylabie, a niektóre trzeba na przedostatniej. Wiem, bo się na egzamin uczyłam i pani doktor habilitowany uczulała. A typa chyba nie uczuliła. I wrodzona wredność charakteru mówi mi, że typa to ja szacunkiem nie obdarzę.

A tak poza typem i hebrajskim, to mam do powiedzenia, że w ciągu ostatnich trzech dni zajmowałam się właściwie wyłącznie artykułowaniem dźwięków, powszechnie zwanym gadaniem. Gadałam i gadałam, w różnych językach, na rachunek telefoniczny będę czekać z drżeniem serca i rąk, a rachunki z knajp wypadną przy nim zgoła blado, przeżuwałam temat, wypluwałam i znowu przeżuwałam, i chyba mi się od tego wypluwania i przeżuwania niedobrze nieco zrobiło, bo jakby nie patrzeć, z krową jestem spokrewniona dość daleko. Tak więc przestaję już przeżuwać, analizować, dociekać i snuć rozważania. Niech się dzieje wola nieba, sea lo que quiera Dios que sea, a co ma wisieć nie utonie.

DSCN4271 Szczęśliwa byłam.

Reklamy

Leave a comment »

600 kilometrów

Drogi powrotnej. W odrętwieniu. Z przesuwającymi się pod przymkniętymi powiekami obrazami minionych 4 dni. W pierwszym pociągu walcząc jeszcze z łzami, których sobie tego ranka nie żałowałam – od samej szóstej rano, kiedy to zwlekliśmy się z łóżka, aby jeszcze zjeść razem śniadanie i spędzić razem te 3,5 godziny do odjazdu pociągu. O tak, obficie skropiłam łzami te 3,5 godziny.

W pierwszym pociągu jeszcze absolutnie zdecydowana wytrwać w tej ważącej 5 ton decyzji.

W drugim myśląc, że nie wytrzymam.

W trzecim szukając sposobu na umotywowanie zmiany decyzji. Przekonując siebie samą, że może… Że to wszystko przecież musi być po coś… Że może się uda, że może kiedyś…

W czwartym przedłużając sobie datę ważności do jego pobytu tutaj, za nieco ponad dwa tygodnie. Połudzić się jeszcze dwa tygodnie…

W piątym odbierając od niego telefon i czując że nie dam rady, że nie mogę, że nie wiem, że niech on zmieni ton głosu, niech do mnie nie mówi niña…

Było cudnie nad Jeziorem Bodeńskim.

Leave a comment »

Ktoś wie, kto jest patronem wariatów?

Bo nie wierzę, że nie mają patrona. Więc jak ktoś wie, niech mnie poleci jego opiece, bo jadę. Z galopującym zapaleniem zatok oraz krtani (diagnoza mojego autorstwa, bo u lekarza rzecz jasna nie byłam) i flaszką pisco w walizce.

Amen.

2 Komentarze »

Dziś poniedziałek

Co oznacza, że do czwartku zostało tylko 3 dni. Czy ktoś jest w stanie sobie wyobrazić, JAK BARDZO ja będę zdenerwowana????

15 miesięcy. Czekania, bo co ja będę ściemniać, że nie. Czekania na ten czwartek.

Jeszcze mogę złamać sobie jakąś nogę, albo coś innego, co uniemożliwi mi podróż. 3 dni.  T r z y.  To niedużo, prawda?

Comments (1) »

Powiem jedno

A mianowicie: Kupiłam bilet. Na czwartek, najbliższy, czyli 6 dni to go.

Jezioro Bodeńskie zobaczę, o.

Leave a comment »

Wbrew woli

Wbrew woli mam grzywkę. Wcale nie chciałam, przysięgam. Nie żebym coś miała przeciwko grzywkom, przeciwnie, bardzo mi się podobają, ale moje tak zwane loki się do grzywek jak rzadko nie nadają. I może gdybym nie upierała się przy myciu włosów, od grzywki udałoby mi się uchronić. Ale nie. Włosy umyłam, nałożyłam mazidła różnorakie, najwyraźniej warte by je o kant tyłka potłuc, bo cholerne loki zaplątały mi się w grzebień, który mnie się na domier złego wymsknął z mokrej ręki był, razem z zaplątanymi w niego lokami, i to był koniec. Węzła gordyjskiego, powstałego w wyniku zaplątania i wymsknięcia nie dałaby rady rozplątać żadna ludzka siła, więc pozostało mi tylko rozwiązanie salomonowe, czyli nożyczki. I dobrze właściwie, że trafiło na grzywkę, bo głupio by było wyciąć sobie dobre 5 centymetrów włosów gdześ z boku. A tak to mam. Grzywkę, psia mać.

EDIT: Dowód

MyPicturepony

Leave a comment »

Nie pytajcie.

Po prostu. Nie rozumiem facetów, ani jednego z nich nie rozumiem. Siebie też nie rozumiem. A może przede wszystkim siebie? I mam wrażenie, że teraz dopiero tak naprawdę przegrywam. A może już dawno przegrałam? Może optymizm nie ma racji bytu, mimo że nie dalej jak w ubiegły czwartek sama twierdziłam z uporem godnym lepszej sprawy, że zawsze gdy zamykają się jakieś drzwi, otwiera się jakieś okno.

A 14 listopada Chile gra przeciwko Niemcom w Koloni.

Leave a comment »