Archive for Wrzesień, 2009

Telefony, telefony

Dzwonią. Niektóre odbieram, do niektórych mówię Vete a la mierda, mi amor i mogę wysłuchać sobie długiego kawałka Sweet child of mine, które stanowi dzwonek mojej komórki.

Ten decydujący zadzwonił wczoraj, odebrałam za czwartym podejściem, w drodze do pracy, i zorientowałam się że coś jest niedobrze dopiero doszedłszy do tejże, wciąż z komórką przy uchu, kiedy to moja osobista szefowa z dziwnym wyrazem twarzy pomogła mi zdjąć kurteczkę, z której wyplątywałam się nerwowo i z marnym skutkiem, starając się nie upuścić przy tym zaklinowanej między uchem a ramieniem komórki, oraz podała wieszak i pomogła trafić nim do ramienia kurteczki. Wtedy się zorientowałam, że miotam się po miejscu pracy jak w ataku epilepsji, ględząc po hiszpańsku do telefonu ze wzburzonym wyrazem twarzy, a współpracownicy zaprzestali pogawędek i gapią się na mnie z wyrazem twarzy równie dziwnym jak ten szefowej przy kurteczce. Trochę jakby osłupiałym.

Telefon bowiem wyprowadził mnie z równowagi. Bo od nowa wzbudził wątpliwości odnośnie mojej roli w tym wszystkim: niewinnej uciśnionej ofiary versus wściekle histerycznej i, nie da się ukryć, zazdrosnej zołzy.

Podobno nigdy nie widać po mnie złego humoru, ani kiedy jestem smutna, ani kiedy coś ze mną nie tak. Wczoraj było widać.

Leave a comment »

Ucz się i pracuj, a garb ci sam wyrośnie

Obwieszczam niniejszym, że nie utopiłam się w wychodku, nie rzuciłam pod żaden pociąg dojcze ban, nie powiesiłam na suchej gałęzi i ogólnie mam się nieźle, a nie piszę bom zapracowana. Zwyczajnie, uczciwie i rzetelnie, i garb pewnie mi już wkrótce wyrośnie.

A telefon zadzwonił, dlaczego nie. I konwersacja też była, co by miało nie być. Minutę trwała, i trzy sekundy, specjalnie sprawdziłam coby teraz gołosłowną nie być. Pełna była wyszukanych, wręcz wersalskich wzajemnych rewerencji, życzeń miłego dnia, miłej konferencji, miłego śniadania, miłej drogi do miejsca konferencji, miłej drogi do pracy i z pracy, miłego życia tylko zabrakło. Więcej treści konwersacja w sobie nie zawierała.

Leave a comment »

Ale za to niedziela…

W niedzielę wszystko się zmieniło. W niedzielę, niewątpliwie za sprawą odbytej rozmowy telefonicznej z Nowym Jorkiem i drugiej, fejsbukowej z Santiago de Chile, postanowiłam przestać siedzieć na tej kanapie niczym wybrakowana ofiara losu, podczas gdy on bawi się w najlepsze w Hamburgu, o pardą, w kongresie bierze udział, czy też konferencji, i zajęłam się intensywną aktywnością. Najpierw zmieniłam piżamę na dresy, chwyciłam hantle i poszłam pobiegać, równą godzinę, w promieniach późnoletniego słońca. Potem rzuciłam okiem na nadesłane mi wczoraj najnowsze zlecenie, będące niewątpliwym podarunkiem miłościwej Opatrzności, zdenerwowałam się myślą, że jest to tylko korekta, i jak ja tu mam pracować, gdy sama bym wszystko inaczej przetłumaczyła, z tego zdenerwowania zrobiłam się głodna, zrobiłam więc sobie obiad, co było ewenementem na skalę światową, i napełniona nowym duchem wróciłam do zlecenia. Potem, znudzona tematem i na nowo zdegustowana pomysłami tego jakiegoś tłumacza, którego miałam korygować, postanowiłam napisać i wysłać zaległy tekst do mojej drugiej pracy.

A potem stwierdziłam, że dobra. Przestanę się wygłupiać z pomysłem nieodbierania telefonów, jak dotąd zresztą niezrealizowanym, bo na razie żaden telefon nie zadzwonił. Porozmawiam z nim i nawet nad Jezioro Bodeńskie pojadę. Bo tam ładnie. Pojadę pod jednym warunkiem. Że to on wystąpi z taką propozycją. Znaczy, że ten telefon zadzwoni.

3 komentarze »

Więc jest tak

Cały weekend, poczynając właściwie od czwartkowego wieczoru, z krótkim antraktem na pójście do pracy w piątek, spędziłam na kanapie, odziana w czerwone spodnie od piżamy. Dzierżąc w ręku kubek kawy lub kieliszek wina, w zależności od pory dnia, niezależnie bowiem od stopnia depresji, do picia wina w godzinach przedpołudniowych jeszcze nie doszłam. Gapiąc się z reguły w okno, od czasu do czasu też w telewizor, nie widząc jednakże podziwianych widoków. Myśląc mściwie: No i bardzo dobrze, pokazałam mu wreszcie, niech wie, że nie będę dłużej tańczyć tak jak on mi zagra! Albo rzewnie: Jak mi strasznie szkoda…  jak ja bardzo, okropnie nie chcę żeby to był koniec… Tak na przemian. Na kanapie spędziłam też część nocy z czwartku na piątek, bo obudziwszy się o 2.34 i przeleżawszy na różnych częściach, łóżka i mnie, około dwóch godzin, pochłonięta wyżej wymienionym myśleniem, postanowiłam w końcu spróbować zasnąć na nowo na kanapie, w nadziei że tam pójdzie mi lepiej. No i poszło, po czym obudziłam się około szóstej, połamana i ścierpła, przelazłam chwiejnie z powrotem do łóżka i dospałam bez przeszkód do ósmej. Co wszystko razem miało niewątpliwy wpływ na mój promienny wygląd w piątek.

Młodzieńcowi na ulicy, nagabującemu mnie o datek na cele charytatywne słowami: Pani z pewnością ma serce dla dzieci, prawda? odpowiedziałam, okraszając wypowiedź najbardziej ponurą z min: Ja w ogóle nie mam serca proszę Pana.

W kwestii Jeziora Bodeńskiego nie podjęłam ostatecznej decyzji. Ba, nawet nieostatecznej nie podjęłam.

Leave a comment »

Postawiłam wszystko na jedną kartę

I przegrałam.

"Si tienes miedo
si estás sufriendo
tienes que gritar y salir
salir corriendo"

Leave a comment »

Głupio

Głupio jest czuć się tak głupio. Głupio być w sytuacji, kiedy trzeba wybierać, czy postąpić zgodnie z regułami, które się samemu dla siebie ustaliło, czy też może postąpić tak, jak bardzo, okropnie, chciałoby się postąpić. Zamknąć oczy na reguły, a uszy na bijące rozgłośnie alarmowe dzwony. Głupia jest świadomość, że obojętnie jak się postąpi, i tak będzie się miało przemożną ochotę kopnąć się we własny idiotyczny tyłek. Głupio jest być taką beznadziejną debilką jak ja.

I jedno jest pewne: Nie pojadę nad Jezioro Bodeńskie.

DSC05099

Comments (1) »

Na wstępie mego listu…

Tfu, rozmowy. Telefonicznej. Międzymiastowej. Oznajmiłam gówniarzowi, że się rozmyśliłam, kapryśna taka jestem, i już nie chcę o niczym rozmawiać. Oraz poinformowałam, uroczyście na miarę komunikatu, iż niniejszym zwalniam go z jakichkolwiek obowiązków względem mojej osoby.

A on się tym zwolnieniem wcale nie przejął.

Leave a comment »